Facebook Google+ Twitter

Czy zostaną aktorami na "scenie świata"?

Podpisują się jeszcze „Trzema krzyżykami”. Są młodzi, właśnie kończą szkołę. Niezwykłą szkołę – Państwową Wyższą Szkołę Teatralną. We Wrocławiu trwają pokazy ich spektakli dyplomowych.

Premiera spektaklu „Trzema krzyżykami”, w reżyserii Teresy Sawickiej – aktorki wrocławskiego Teatru Polskiego, odbyła się już w październiku, jednak dopiero teraz udało nam się go zobaczyć.

Jakub Świderski jako konferansjer / Fot. źródło: Archiwum PWST„Szkolny Teatr”, bo tak nazywa się scena przy ul. Braniborskiej we Wrocławiu, mieści się w budynku z okresu wielkiej płyty. Pachnie w nim socjalizmem. Zresztą, wiele się nie zmienił, od tamtych czasów. Idealna przestrzeń do eksperymentu teatralnego. Olbrzymi hol i pusta szatnia. Rząd krzeseł pod ścianą z wystawowych okien. Zimno. W głębi, na skrawku białego muru, przewijają się obrazy – znawcy sztuki. Z głośnika wylatują słowa. Jedno po drugim. Odbijają się od pustych płaszczyzn i giną bez echa.

Zbliża się godzina spektaklu, a w tym dość osobliwym foyer zgromadziła się ledwie garstka widzów. Czekamy. Głośniki milkną i obraz znika ze ściany, ale do spektaklu jeszcze chwila. Zawsze mam lekką tremę przed wejściem na widownie. Nigdy nie wiem, co mnie czeka. Czy doznam katharsis? W końcu po to przychodzi się do teatru…

Nawet nie zauważyłem, kiedy w holu pojawiła się tajemnicza postać. Blada jak ściana, na której jeszcze przed chwilą mądrzyły się uczone głowy. Ubrana w lekko przybrudzony prochowiec. Na głowie melonik. W lewej ręce puszka - jakby na datki. W drugiej zakurzona, hamletowska czaszka. Czy rozpoczęło się przedstawienie? Lekko przygarbiony pan przechadzał się wśród widzów i przyglądał się im z podobnym zainteresowaniem do mojego.

- Zapraszam na salę – krzyknął ktoś z głębi holu. Na twarzy jegomościa w meloniku namalował się uśmiech. Zerwałem się na równe nogi i pospieszyłem zająć wygodne dla siebie miejsce.

Mój pośpiech był zbędny. Mogłem przebierać. Gdy tylko zajęliśmy swoje krzesełka, drzwi się zatrzasnęły, a światła przygasły. Na tle wzorzystej firanki, częściowo zasłaniającej scenę, pojawiła się już znajoma postać z czaszką.

- Witam państwa! Śmiało, zapraszam do pierwszego rzędu – rozpoczął swoją zapowiedź. – Jesteśmy aktorami na scenie świata… - kontynuował. Słowa Helmuta Kajzara, autora tekstu, nabrały w tym miejscu nowego, aktualnego znaczenia. Zgarbiony konferansjer, kończąc swoją zapowiedź, odsłonił firankę. Rozbłysły światła i znaleźliśmy się w cyrku, a może w teatrze lalek. Marionetki skaczą po ścianach, fikały koziołki. Hałas, chaos, harmider. Z zamieszania, co chwile, wyłaniają się pojedyncze postaci. Słowem podkreślają swoją obecność i nikną w tłumie. - 17.20, Program Pierwszy, Klan… 18.30, Polsat, Tylko Miłość… 17.45, TVN, Brzydula… - regulował zamieszanie mężczyzna z pistoletem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

podziwiam i również trzymam za nich kciuki .. trudna droga przed takimi uzdolnionymi osobami ..

+ za TEATR
nawet czytając takie teksty, myśląc o spektaklach i planując zobaczenie kolejnych dostaję lekkiego 'katharsis'

niesamowite uczucie .. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.