Facebook Google+ Twitter

Czym jest Kodeks Konstantyna? Recenzja powieści Paula L. Maiera

Co by się stało, gdyby została odnaleziona biblijna księga, naruszająca ustalony przed wiekami kanon Pisma Świętego? Czy wywołałoby to poruszenie w chrześcijańskim świecie? Na te pytania odpowiada "Kodeks Konstantyna" Paula L. Maiera.

okładka / Fot. wydawnictwo PromicGłównym bohaterem jest profesor Jonathan Weber, wykładowca z Harvardu, znawca języków starożytnych i archeolog z zamiłowania. Tym razem prowadzony przez niego Instytut Początków Chrześcijaństwa bierze sobie za cel odnalezienie jak największej ilości zaginionych manuskryptów biblijnych. Podejrzewają, że dużo może kryć się w Grecji oraz Turcji, które są przecież kolebką antycznej cywilizacji. Poza tym w Grecji jest wiele klasztorów i monastyrów, w których znajdują się archiwa i biblioteki, a w nich mogą być nieodkryte manuskrypty Jednak to jego żona Shannon przyczynia się do przełomu w poszukiwaniach. Będąc bowiem w Pelli w Jordanii, odkrywa kilka kart pochodzących z jakiegoś starego kodeksu. Nie spodziewa się, że mogą one wstrząsnąć całym chrześcijańskim światem...

Jak zwykle profesor będzie musiał podjąć trudną decyzję, co zrobić z nowo zdobytą wiedzą zawartą w manuskrypcie. Jakby tego było mało na Weber zostaje nałożona fatwa, niczym na Salmana Rashdiego oraz musi on stoczyć debatę z wielkim szejkiem uniwersytetu Al-Azhar w Kairze. Czy uda mu się ujść cało z opresji i uratować chrześcijaństwo?

Książka jest kontynuacją powieści "Coś więcej niż ślad". Jednak osoby, które nie czytały poprzednich dwóch książek, mogą spokojnie sięgnąć "Kodeks Konstantyna" bez ich znajomości. Na pewno nie popsują sobie zabawy, gdyż autor rzadko wspomina poprzednie wydarzenia, a jeśli już to ogólnikowo. Co ciekawe, o ile w poprzednich częściach pierwsze skrzypce grała wiara chrześcijańska, tak w tej powieści ważną rolę odgrywa islam. Jest on nawet porównywany z chrześcijaństwem - na podstawie Koranu i Biblii. Myślę, że to dobra lekcja religioznawstwa.

Już w poprzednich książkach profesor Jonathan Weber wzbudził moją sympatię, która po lekturze "Kodeksy Konstantyna" jeszcze się pogłębiła. Podoba mi się w nim to, że do wszystkiego podchodzi z właściwym naukowcom dystansem. Mimo że jest wierzący, woli sprawdzić kilka razy niż wysunąć pochopne wnioski w sprawie religijnych dokumentów. Co więcej, ma niezwykłą wiedzę z dziedziny teologii i historii oraz posługuje się biegle językami starożytnymi - hebrajskim, aramejskim i łaciną oraz nowożytnymi - np. greckim czy arabskim. Jego erudycja dziwi niekiedy jego żonę, którą wciąż czymś zaskakuje. Ma również specyficzne poczucie humoru (podchodzące pod czarny humor), które ją niejednokrotnie irytuje.

Choć Maier podważa doktrynę wiary chrześcijańskiej, to robi to bardzo delikatny sposób, by nie urazić niczyich uczuć religijnych. Nie szuka taniej sensacji, wprost przeciwnie. Wszystkie poglądy są stonowane. W posłowiu pisze, co jest fikcją literacką, a co faktami historycznymi. Trzeba przyznać, że historia wymyślona przez Maiera jest bardzo ciekawa i może budzić wiele emocji. Autor ma niezwykłą wiedzę z dziedziny historii, archeologii i teologii, co sprawia, że przedstawione w powieści wydarzenia stają się bardziej wiarygodne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.