Facebook Google+ Twitter

Czytanka pod tytułem "Problem śmieci w Polsce"

Na studiach chodziłem na obowiązkowe zajęcia z języka niemieckiego. Musiałem wkuwać takie słówka jak „spalarnia śmieci”, „sortowanie”, „segregacja odpadów”. Teraz przynajmniej wiem, jak to wygląda w innych krajach.

 

Niestety, obawiam się, że gdyby Niemiec miał na zajęciach z języka polskiego czytankę pod tytułem „Problem śmieci w Polsce”, musiałby wkuwać słówka lub wyrażenia typu: „bezcelowość segregacji śmieci”, „dzikie śmietniska”, „śmiecenie na górskich szlakach”, „pozostawianie worków śmieci przed drzwiami na klatce schodowej”. Pod względem podejścia do kwestii śmieci bardzo różnimy się od naszych sąsiadów zza Odry.

Trochę w ostatnich latach się polepszyło: mamy już osobne kontenery na szkło, plastik, czasem też papier. Ale ileż razy słyszymy o przypadkach, kiedy to przyjeżdża śmieciarka i – hej, wrzuca wszystko do jednego wozu? A znowu kontener na rogu mojej ulicy, do którego można wrzucać ubrania dla biednych, jest tak rzadko opróżniany, że w końcu szmaty walają się wokół. W końcu nie sposób zapomnieć o dzikich wysypiskach. Te powstają nie tylko w „dzikich” leśnych ostępach, ale i w środku miasta. Jedno z nich co roku „odnawia się” we Wrocławiu, zaraz przy wjeździe od strony południowej, na skwerku przy przystanku tramwajowym. Koneserzy wina marki wino ustawili sobie tam nawet kiedyś kanapę, jakiś fotelik... no, niemal jak w domu.

kontener pod moim oknem / fot. Adam Degler

No właśnie – czy większym wstydem jest bałagan w domu, czy śmiecenie poza domem? I czy ci, którzy nie czują skrupułów, żeby zostawić stłuczony termos lub opróżnioną butelkę u podnóża Giewontu, podobnie rozrzucają odpady po własnym mieszkaniu? Te pytanie zawsze mnie nurtują, ilekroć widzę takie przypadki. Ostatnio pod samym moim oknem stoi kontener. Pewien pan w wieku męskim, ubrany w garnitur, wychodzi do dość drogiego modelu samochodu i po drodze rzuca worek z odpadami bytowymi na rosnącą z dnia na dzień stertę, choć trzydzieści kroków dalej jest śmietnik zamykany na klucz. Ten ładnie ubrany pan nie zastanawia się zapewne nad tym, że jeśli kontener jeszcze tydzień postoi na dworze (a stoi już miesiąc), to worek może „ożyć”, ani nad tym, że ptaszyska mogą rozwlec jego zawartość po całej okolicy.

Takie oto przemyślenia towarzyszą mi w tej nader pospolitej czynności, jaką jest wynoszenie śmieci. Wychodzę na klatkę, trzymając worek w dłoni. Co widzę? Sąsiad znów zostawił swój worek „na później”. Schodzę, otwieram drzwi do śmietnika, a tam pod kubłami stoją sterty worków. Ja piórkuję, myślę sobie, wszystko zapchane. A gdzie tam! Wprawdzie w pierwszym z brzegu kuble nie ma miejsca, ale ten w samym rogu jest niemal pusty. Ale to tak daleko... Wracam z pustymi rękoma do swojej bramy i nagle – plask – ja piórkuję! A przecież jak byk widać tabliczki: prosimy o sprzątnie po swoich pupilach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Wielkie brawa za artykuł i zwrócenie uwagi na problem Adamie!:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

To jest jeden z najbardziej dotkliwych problemów społecznych w Polsce. Ciekawe, czy za naszego życia odnotujemy w tej sprawie jakiś postęp... Plus dla Autora.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cześć. Od wczoraj segreguję śmieci w Polsce. :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.