Pozycja materiału w rankingach:
Współautorzy:
Sandra Meunier
Czym współczesna kobieta różni się od czytelniczki "Przyjaciółki" z drugiej połowy lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku? Podobieństw jest więcej, niż można się spodziewać. Zapraszam do lektury
Choć przez ostatnie czterdzieści lat cały świat, a z nim płeć piękna, poszedł do przodu, na pewno jedno nie uległo zmianie. Ani kobiety z lat sześćdziesiątych, ani te dzisiejsze – choć w pełni przecież samodzielne – nie są niezależnymi wyspami w świecie mężczyzn. Liczą się z ich ocenami, a to, jak są przez mężczyzn postrzegane, przekłada się na ich pozycję zawodową. Potrafią jednak mężczyznami zawładnąć i zapewnić sobie znaczący wpływ na ich postępowanie. Zobacz także:
Artykuły
(33)
Galerie
(3)
Średnia ocen
(3.93)
Wiek: 25 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Alicja Pionkowska 08.07.2010 10:14
Nie zgadzam się z Panią Aliną, nawet jeśli (tak jak sobie życzy) traktować jej tekst "z przymrużeniem oka". Po prostu nie ma w nim prawdy i tyle, za to jest wiele pewnie... wyobraźni. Możliwości rozwoju osobistego i korzystania z życia każdy stwarza sobie sam - znam dzisiaj osoby młode, które są mocno zagubione i takie, które prą do przodu czasem "po trupach" i te w środku. Tacy i tacy byli od zawsze, w PRL także. Znam dobrze środowisko młodych ludzi, ale przede wszystkim obserwuję własną rodzinę i ich przyjaciół. Naprawdę różnie z tym bywa - jedno jest pewne żyją w lepszym świecie, bo wolnym i mają prawo wyboru, które jest najważniejsze dla człowieka. Oczywiście to prawo wyboru i nasz obecny system polityczno-gospodarczy stwarza więcej możliwości, ale najwięcej zależy od nas samych.
Gdybym miała przyznać rację Pani Alinie, albo Autorowi tekstu musiałabym zaprzeczyć swemu życiu, życiu moich rodziców, a także życiu moich przyjaciół, bliskich, którzy wiele w życiu osiągnęli, a nie jest to środowisko związane, i nie było nigdy wcześniej, z żadną partią polityczną. Kiedy poprosiłam kilkanaście osób o przeczytanie tekstu i komentarzy - zwykle było wzruszenie ramion, zdziwienie, albo padało słowo "bzdury". Dziękuję Pani Alinie za dyskusję, Autorowi za tekst. Pozdrawiam:)
Dorota Walkowiak 06.07.2010 21:51
Sądzę, że w dzisiejszych czasach singielki i single mają większe możliwości rozwoju osobistego i korzystania z życia. Takie możliwości kształtują mentalność. Dodają odwagi. Dzisiaj młodzież jest odważniejsza. W rodzinach, mimo, że z reguły oboje małżonkowie pracowali przeważał jednak tradycyjny podział ról. Jednak być może, że w innym środowisku bywało tak, jak pisze pani Alicja. Myślę że tekst pana Michała ani mój nie pretendują do rangi pracy naukowej. To po prostu lekkie teksty, które należy traktować z przymrużeniem oka. Artykuł pana Michała bardzo mi się podoba.
Alicja Pionkowska 05.07.2010 12:30
Pani Alino każdy oczywiście ma prawo do własnej oceny czasów swojej młodości, jednak to co Pani tutaj napisała to absolutne... bzdury. Przepraszam za zbyt nieładne słowo, ale ten tekst tylko na to zasługuje. A tak w ogóle czym różni się dzisiejsza "singielka", "singiel" od tych sprzed lat "starej panny", czy "starego kawalera" - niczym. Tamci też musieli pracować, aby utrzymać siebie, a w rodzinach zwykle pracowali oboje małżonkowie i nie było czasu na to, aby tylko żona gotowała czy sprzątała - jednak pracowali razem i w domu i poza domem. Oczywiście ja też wolę dzisiejsze warunki życia, ale głównie z powodu wolności, możliwości wyboru, wolnych mediów, możliwości podróżowania - ten wspaniały paszport w domu... I jeszcze jedno czym różni się dyrektorka w firmie państwowej od tej która pracuje dzisiaj jako dyrektor w korporacji - haruje tak samo, a zwykle dużo więcej. To takie same "bizneswoman" tylko inaczej się je nazywa. Co innego jeśli pracuje się na swoim tylko, że wtedy był to tzw. "prywaciarz", a dzisiaj biznesmen.
Dorota Walkowiak 05.07.2010 01:05
Myślę, że artykuł prowokuje do dyskusji, tylko, że jak już zostanie otwarta ta puszka Pandory... ,więc może lepiej jej nie otwierać? Nic nie mówić? Ale powiem. Kobiety zmieniły się. Mężczyźni również. Doskonale widać to w porównaniu, które przedstawił autor. Zwłaszcza jak zestawi się to z własnymi wspomnieniami. Ja w roku 1967 byłam małą dziewczynką. To był czas kiedy kobiety gremialnie ruszyły do pracy. Dzieci musiały być samodzielne. Zgadzam się z autorem, że "o businesswoman nikomu się raczej nie śniło". Jeżeli już to tylko się śniło. Te czasy - to w zasadzie była jeszcze "szalejąca komuna". Sektor prywatny był bardzo mały i gnębiony podatkami. Marzeniem kobiet były stanowiska dyrektorskie w państwowych instytucjach. Aby awansować "płynnie" trzeba było zapisać się do PZPR albo ZSMP, w kwestionariuszach osobowych przy przyjęciu do pracy w miejscu wyznanie najlepiej był wpisać wierząca - niepraktykująca. Źle było widziane, jeżeli ktoś miał w rodzinie księdza, albo przestępcę. Jeżeli dopełniły tych formalności awansowały i to chyba częściej niż w dzisiejszych czasach. Tyle o biznesie.
Kobiety były przebojowe podobnie jak dzisiaj ale w domu za wszelką cenę starały się dogodzić mężczyźnie. To prawda. To bardzo duża różnica w porównaniu do dzisiejszych czasów. Niektóre kobiety chodziły do pracy na 5:00 rano aby na 14: ugotować mężowi regularny, domowy obiad. Taka była obyczajowość: potwierdzeniem wartości kobiety było posiadanie męża i utrzymanie go przez całe życie. O znalezieniu się na szczycie rankingu kobiet decydował wiek, w którym wstąpiło się na ślubny kobierzec: najlepiej jeżeli było to przed dwudziestym rokiem życia. Oznaczało to, że dziewczyna była piękna i miała powodzenie. "Stara panna" to była straszna obelga, "kobieta porzucona" też mogło doprowadzić do depresji. Dzisiejsze dziewczyny nie obawiają się samodzielności: świat przed nimi stoi otworem. W związkach stawiają warunki, jeżeli nie są zadowolone - odchodzą. Mają mieszkania, samochody, pracę. A mężczyźni. Chyba z nimi gorzej. Wtedy wielu mężczyzn zadowolonych z tego, że żona współuczestniczy w materialnym utrzymaniu rodziny, w tajemnicy przed innymi mężczyznami pomagało w domu. Dzisiaj jest równouprawnienie, jednak jest również ostra rywalizacja między kobietami i mężczyznami, dlatego różnie z tą pomocą bywa. Osobiście uważam, że plusów i minusów tamtego życia i dzisiejszego jest jednakowa ilość. I jak śpiewał Jan Kaczmarek w swojej piosence "Pero, pero bilans musi wyjść na zero" ... http://www.youtube.com/watch?v=PspnSmKwfu4
Livia Kolan 04.07.2010 14:19
Ciekawy materiał i za to 5+
Sporo uogólnień. Wypadałoby porównywać czytelniczki "Przyjaciółki", a więc wnioski oprzeć na zestawieniu numeru z 1967 roku, z jakimś z 2010. Bardziej od markowych szpilek, interesują mnie dobre treki; nie czytam przyjaciółki, tylko Poza trasą http://www.poza-trasa.pl/ , czy to znaczy, że nie jestem "współczesną kobietą"? To oczywiście pytanie retoryczne :)
Alicja Pionkowska 04.07.2010 13:58
Autor napracował się i to trzeba przyznać Panu Michałowi na +. Jednak sporo tu stereotypów, a także zwykłej nieprawdy o nas, o tamtych latach, o obyczajach tych w domu i tych w pracy. Niestety dość często ukazują się tego typu materiały, zwłaszcza w tv widać kompletną niekompetencję i niefrasobliwość w przedstawianiu, a zwłaszcza ocenianiu tamtych czasów, które przecież nie są wcale takie odległe. Żyją ludzie którzy mają 40, 50, 60, 70 i więcej lat - są w pełni aktywnymi ludźmi i nie warto pisać czegoś co budzi tylko uśmiech i pewne zażenowanie, że ktoś kto to pisze nie potrafi np. porozmawiać z osobami znajomymi, z rodziną, sąsiadami i spróbować uczciwie czegoś dowiedzieć się. Jednak Autorowi przyznaję 5+ za chęci.
Autor usunął profil 04.07.2010 00:20
"Kobieta urodziwa jest jakby z natury lekkomyślna, a co za tym idzie-nieodpowiedzialna". Kobieta ładna - lekkomyślna i głupiutka, kobieta brzydka - mądra i odpowidzialna. :) Stereotyp aktualny 40 lat temu jak i dzisiaj...
Łatwiej wyrzucać śmieci w krzaki i do lasu? [Zdjęcia]
(odsłon: +1019)