Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

18201 miejsce

Czytelniczka "Przyjaciółki" z 1967 roku, a kobieta współczesna

Współautorzy: Sandra Meunier

Czym współczesna kobieta różni się od czytelniczki "Przyjaciółki" z drugiej połowy lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku? Podobieństw jest więcej, niż można się spodziewać. Zapraszam do lektury

 / Fot. Dawid SobolewskiChoć przez ostatnie czterdzieści lat cały świat, a z nim płeć piękna, poszedł do przodu, na pewno jedno nie uległo zmianie. Ani kobiety z lat sześćdziesiątych, ani te dzisiejsze – choć w pełni przecież samodzielne – nie są niezależnymi wyspami w świecie mężczyzn. Liczą się z ich ocenami, a to, jak są przez mężczyzn postrzegane, przekłada się na ich pozycję zawodową. Potrafią jednak mężczyznami zawładnąć i zapewnić sobie znaczący wpływ na ich postępowanie.

– Oni (mężczyźni) są symbolem tajemniczości i sprzeczności. W biurze koleżeński, uznający równouprawnienie kobiet. W domu awanturujący się o nie przyszyty guzik. Wyraża się lekceważąco o pracach domowych, protekcjonalnie o żonie, ale jak kot spragniony ciepła domowego. Pokażcie mi mężczyznę, który zdecyduje się opuścić swój dom, gdzie go popieszczą, dobrze nakarmią, pozwolą mu na wybryki – pisała czytelniczka „Przyjaciółki” w 1967 roku w ankiecie „Jaki on jest”. Miała świadomość, że mężczyzna, choć trudny we współżyciu, jest zależny, czy może nawet uzależniony od ciepła domowego ogniska, które to ona tworzy i organizuje. Kobieta zdawała sobie również sprawę z tego, że mężczyzna w gruncie rzeczy jest „łatwy w obsłudze” i są sprawdzone sposoby, żeby go podejść. - Na pozór silniejszy od nas, ale na pozór. Tak jak my uwielbia komplementy, ale inne niż my. Na przykład: „Jak Pan na to wpadł? To jest genialna myśl”.

Mężczyzna to kalejdoskop z mnóstwem kolorowych szkiełek w środku. Jedne mają brzegi ostre, które mogą zranić, inne są gładziutkie. Do wszystkich szkiełek trzeba delikatnej ręki. Można i trzeba te szkiełka kształtować, ale niezwykle delikatnymi narzędziami – tak jedna z czytelniczek doradzała koleżankom, jak należy postępować z mężczyzną, wykorzystując jego słabe strony. Inne słabości silniejszej płci dostrzegła kolejna korespondentka „Przyjaciółki”. - To nieprawda, że kobiety są bardziej zazdrosne. Kobieta zazdrości drugiej kobiecie ładnej sukienki, czy przystojnego chłopaka. Mężczyzna zazdrości kobiecie wszystkiego: awansu, podwyżki, wytrwałości, uporu w osiągnięciu wytyczonego celu – zauważyła, a prawdziwość jej słów przez czterdzieści lat wcale się nie zdezaktualizowała.

A co mężczyźni sądzili o kobietach w 1967 roku ? Podobnie jak dziś, z jednej strony czuli się silniejsi, z drugiej jednak, gdy inni panowie nie słyszeli, wyrażali swój podziw dla płci pięknej. - Zaobserwowałem, ze poza słabszym bicepsami kobiety są bardziej wytrzymale od mężczyzn, odporniejsze na różne choroby. Żaden mężczyzna nie wytrzymałby ani fizycznie, ani nerwowo ich walki. One wytrzymują choć nic nie przychodzi im darmo. Za wszystko płacą organizmem. Całe ich życie to walka o usytuowanie się w społeczeństwie. To, że kobieta zdobywa zawód, to jeszcze nie wszystko. Drży, czy wyjdzie za mąż. Potem drży i walczy, by nie zabrały męża inne kobiety. Potem drży o dzieci. Walczy o szczęście swoich bliskich. O to by mąż nie popadł w nałóg. By nie zdradzał, żeby dzieci się uczyły, żeby się dobrze pożeniły. I tak w nieskończoność. Ileż poświęcenia, ileż nieraz poniżenia, ileż pleców, ile chytrości aby po prostu wyeliminować z otoczenia męża groźne inne kobiety.

Życie zmusza kobietę do nieustannej czujności na każdy ruch, na każde nieomal spojrzenie męża. Żona wie, że musi być lepszą kochanką i panią domu niż mogłaby być inna kobieta. A jeśli do tego warunki materialne ułożą się niezbyt pomyślnie, wszystkie troski wielokrotnie się potęgują. Walka staje się nadludzką – napisał 47-letni mężczyzna w odpowiedzi na organizowany na łamach „Przyjaciółki” przez Ligę Kobiet konkurs „Jak powinna wyglądać kobieta z którą mężczyzna chciałby spędzić resztę życia ?”. Być może kobieta dziś już nie musi tak walczyć, nie drży o wyjście za mąż, a jej życie jest łatwiejsze. Pewne rzeczy nadal jednak nie są oczywiste. - Z obsadzaniem kierowniczych stanowisk przez kobiety byłbym bardzo ostrożny- w każdym razie bardzo bym się wahał dać kierownicze stanowisko kobiecie ładnej i młodej. Kobieta urodziwa jest jakby z natury lekkomyślna, a co za tym idzie-nieodpowiedzialna – ta wypowiedź nieco młodszego czytelnika nie brzmi już tak archaicznie jak poprzednia. Równie dobrze mogłaby dotyczyć dzisiejszej – nadal niestety nie równorzędnej względem mężczyzn - sytuacji kobiet na rynku pracy. W podobnym tonie wypowiadają się też inni mężczyźni z lat 60. - Uważam, że niewiasty młode i ładne nie powinny być szefami. Nie będę tłumaczył dlaczego, bo to zbyt zawiłe lub może zbyt proste – pisze w tym samym numerze inny młody samiec, z - do dziś tak charakterystycznym dla mężczyzn – poczuciem, że niższa pozycja zawodowa kobiety jest oczywista. - Czuję jakiś wewnętrzny opór w tym, by kobietom przyznać jakieś prawdziwe równouprawnienie.

Do miejsc „na czele” predysponowani są mężczyźni – tak na ten sam temat wypowiada się kolejny czytelnik, który dziś prawdopodobnie zajadle walczył by z inicjatywą parytetów. Tak jak dziś zdarzają się, coraz liczniejsi zwolennicy parytetów, tak wtedy, gdy o parytetach jeszcze się panom nie śniło, bywali tacy, którzy potrafili bez uprzedzeń ocenić pracę kobiet. - Jestem szefem dość pokaźnej ilości kobiet. Mam z nimi kłopoty. Ale jak trzeba umieją stanąć do pracy na sto dwa. Potrafią poświęcić osobiste sprawy dla dobra instytucji. Spora ilość podnosi swoje kwalifikacje zawodowe. Lubią i chcą się uczyć. Ale pierwsza sprawa, najważniejsza to zdobycie męża. Dopiero jak "najedzą się" małżeństwem są zdolne myśleć o sprawach ogólniejszych. W pracy są od mężczyzn pilniejsze, dokładniejsze. Gdyby tylko Ci mężczyźni „ nie mieszali” w ich życiu osobistym. I gdyby nie miały tyle trudności w prowadzeniu domu i wychowywaniu dzieci. Jednak jakoś sobie radzą i to jest godne podziwu - napisał w 1967 roku kierownik sklepu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Dziękuję za odzew

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie zgadzam się z Panią Aliną, nawet jeśli (tak jak sobie życzy) traktować jej tekst "z przymrużeniem oka". Po prostu nie ma w nim prawdy i tyle, za to jest wiele pewnie... wyobraźni. Możliwości rozwoju osobistego i korzystania z życia każdy stwarza sobie sam - znam dzisiaj osoby młode, które są mocno zagubione i takie, które prą do przodu czasem "po trupach" i te w środku. Tacy i tacy byli od zawsze, w PRL także. Znam dobrze środowisko młodych ludzi, ale przede wszystkim obserwuję własną rodzinę i ich przyjaciół. Naprawdę różnie z tym bywa - jedno jest pewne żyją w lepszym świecie, bo wolnym i mają prawo wyboru, które jest najważniejsze dla człowieka. Oczywiście to prawo wyboru i nasz obecny system polityczno-gospodarczy stwarza więcej możliwości, ale najwięcej zależy od nas samych.
Gdybym miała przyznać rację Pani Alinie, albo Autorowi tekstu musiałabym zaprzeczyć swemu życiu, życiu moich rodziców, a także życiu moich przyjaciół, bliskich, którzy wiele w życiu osiągnęli, a nie jest to środowisko związane, i nie było nigdy wcześniej, z żadną partią polityczną. Kiedy poprosiłam kilkanaście osób o przeczytanie tekstu i komentarzy - zwykle było wzruszenie ramion, zdziwienie, albo padało słowo "bzdury". Dziękuję Pani Alinie za dyskusję, Autorowi za tekst. Pozdrawiam:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sądzę, że w dzisiejszych czasach singielki i single mają większe możliwości rozwoju osobistego i korzystania z życia. Takie możliwości kształtują mentalność. Dodają odwagi. Dzisiaj młodzież jest odważniejsza. W rodzinach, mimo, że z reguły oboje małżonkowie pracowali przeważał jednak tradycyjny podział ról. Jednak być może, że w innym środowisku bywało tak, jak pisze pani Alicja. Myślę że tekst pana Michała ani mój nie pretendują do rangi pracy naukowej. To po prostu lekkie teksty, które należy traktować z przymrużeniem oka. Artykuł pana Michała bardzo mi się podoba.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Alino każdy oczywiście ma prawo do własnej oceny czasów swojej młodości, jednak to co Pani tutaj napisała to absolutne... bzdury. Przepraszam za zbyt nieładne słowo, ale ten tekst tylko na to zasługuje. A tak w ogóle czym różni się dzisiejsza "singielka", "singiel" od tych sprzed lat "starej panny", czy "starego kawalera" - niczym. Tamci też musieli pracować, aby utrzymać siebie, a w rodzinach zwykle pracowali oboje małżonkowie i nie było czasu na to, aby tylko żona gotowała czy sprzątała - jednak pracowali razem i w domu i poza domem. Oczywiście ja też wolę dzisiejsze warunki życia, ale głównie z powodu wolności, możliwości wyboru, wolnych mediów, możliwości podróżowania - ten wspaniały paszport w domu... I jeszcze jedno czym różni się dyrektorka w firmie państwowej od tej która pracuje dzisiaj jako dyrektor w korporacji - haruje tak samo, a zwykle dużo więcej. To takie same "bizneswoman" tylko inaczej się je nazywa. Co innego jeśli pracuje się na swoim tylko, że wtedy był to tzw. "prywaciarz", a dzisiaj biznesmen.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myślę, że artykuł prowokuje do dyskusji, tylko, że jak już zostanie otwarta ta puszka Pandory... ,więc może lepiej jej nie otwierać? Nic nie mówić? Ale powiem. Kobiety zmieniły się. Mężczyźni również. Doskonale widać to w porównaniu, które przedstawił autor. Zwłaszcza jak zestawi się to z własnymi wspomnieniami. Ja w roku 1967 byłam małą dziewczynką. To był czas kiedy kobiety gremialnie ruszyły do pracy. Dzieci musiały być samodzielne. Zgadzam się z autorem, że "o businesswoman nikomu się raczej nie śniło". Jeżeli już to tylko się śniło. Te czasy - to w zasadzie była jeszcze "szalejąca komuna". Sektor prywatny był bardzo mały i gnębiony podatkami. Marzeniem kobiet były stanowiska dyrektorskie w państwowych instytucjach. Aby awansować "płynnie" trzeba było zapisać się do PZPR albo ZSMP, w kwestionariuszach osobowych przy przyjęciu do pracy w miejscu wyznanie najlepiej był wpisać wierząca - niepraktykująca. Źle było widziane, jeżeli ktoś miał w rodzinie księdza, albo przestępcę. Jeżeli dopełniły tych formalności awansowały i to chyba częściej niż w dzisiejszych czasach. Tyle o biznesie.
Kobiety były przebojowe podobnie jak dzisiaj ale w domu za wszelką cenę starały się dogodzić mężczyźnie. To prawda. To bardzo duża różnica w porównaniu do dzisiejszych czasów. Niektóre kobiety chodziły do pracy na 5:00 rano aby na 14: ugotować mężowi regularny, domowy obiad. Taka była obyczajowość: potwierdzeniem wartości kobiety było posiadanie męża i utrzymanie go przez całe życie. O znalezieniu się na szczycie rankingu kobiet decydował wiek, w którym wstąpiło się na ślubny kobierzec: najlepiej jeżeli było to przed dwudziestym rokiem życia. Oznaczało to, że dziewczyna była piękna i miała powodzenie. "Stara panna" to była straszna obelga, "kobieta porzucona" też mogło doprowadzić do depresji. Dzisiejsze dziewczyny nie obawiają się samodzielności: świat przed nimi stoi otworem. W związkach stawiają warunki, jeżeli nie są zadowolone - odchodzą. Mają mieszkania, samochody, pracę. A mężczyźni. Chyba z nimi gorzej. Wtedy wielu mężczyzn zadowolonych z tego, że żona współuczestniczy w materialnym utrzymaniu rodziny, w tajemnicy przed innymi mężczyznami pomagało w domu. Dzisiaj jest równouprawnienie, jednak jest również ostra rywalizacja między kobietami i mężczyznami, dlatego różnie z tą pomocą bywa. Osobiście uważam, że plusów i minusów tamtego życia i dzisiejszego jest jednakowa ilość. I jak śpiewał Jan Kaczmarek w swojej piosence "Pero, pero bilans musi wyjść na zero" ... http://www.youtube.com/watch?v=PspnSmKwfu4

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy materiał i za to 5+

Sporo uogólnień. Wypadałoby porównywać czytelniczki "Przyjaciółki", a więc wnioski oprzeć na zestawieniu numeru z 1967 roku, z jakimś z 2010. Bardziej od markowych szpilek, interesują mnie dobre treki; nie czytam przyjaciółki, tylko Poza trasą http://www.poza-trasa.pl/ , czy to znaczy, że nie jestem "współczesną kobietą"? To oczywiście pytanie retoryczne :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Autor napracował się i to trzeba przyznać Panu Michałowi na +. Jednak sporo tu stereotypów, a także zwykłej nieprawdy o nas, o tamtych latach, o obyczajach tych w domu i tych w pracy. Niestety dość często ukazują się tego typu materiały, zwłaszcza w tv widać kompletną niekompetencję i niefrasobliwość w przedstawianiu, a zwłaszcza ocenianiu tamtych czasów, które przecież nie są wcale takie odległe. Żyją ludzie którzy mają 40, 50, 60, 70 i więcej lat - są w pełni aktywnymi ludźmi i nie warto pisać czegoś co budzi tylko uśmiech i pewne zażenowanie, że ktoś kto to pisze nie potrafi np. porozmawiać z osobami znajomymi, z rodziną, sąsiadami i spróbować uczciwie czegoś dowiedzieć się. Jednak Autorowi przyznaję 5+ za chęci.

Komentarz został ukrytyrozwiń

no i ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie mam pojęcia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szkoda, że tak daleko wrzucony i schowany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.