Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Styl życia > Podróże > Dahab – mekka nurkowania

Pozycja materiału w rankingach:

46475 miejsce

Dział: Podróże

Ocena: 0pkt

Oceń:

Dahab – mekka nurkowania


Wielka przegrana terrorystów. czyli jak podarowano nam drugie życie

Złośliwi mówią, że Synaj to olbrzymi obszar niczego. W środku pustynia, później wysokie na 2000 metrów góry i wreszcie morze. Zapominają jednak dodać, że góry są tak malownicze, że turyści wracają tu wiele razy, by oglądać ten sam widok o różnych porach dnia. Że żyją tu gatunki, które nie występują nigdzie indziej na świecie jak choćby hieny, góralki czy koziorożce.
Wreszcie, że tutejsza rafa koralowa jest uznawana przez nurków za drugą po australijskiej Wielkiej Rafie. Dahab - maleńka miejscowość nad zatoką Akaba stała się mekką nurkową z powodu najpiękniejszych na Morzu Czerwonym udostępnionych fragmentów rafy. Wszyscy znają Kaniony i Blue Hole, Light House i Three Pools.
Samo miasteczko składa się z jednego nadmorskiego bulwaru, kilku mniejszych uliczek i beduińskiej części Asala. Szukanie tu jakiś wyjątkowych atrakcji jest daremnym trudem.
Dahab składa się w 50% z Centrów Nurkowych, 30% knajp i 20% sklepów i hoteli. Zwykle jest tu sennie i bardzo, ale to bardzo spokojnie. Nasze nurkowania organizowała ekipa z OK Clubu - prawdziwie wielojęzycznego Centrum Nurkowego, które założył Siergiej - wielki i przemiły Rosjanin.

Po pierwszych dwóch dniach spędzonych na przybrzeżnej rafie i Light House'zie byliśmy szczęśliwi i odprężeni. Był poniedziałkowy wieczór 24 kwietnia. Nad Dahabem zachodziło powoli słońce. Krystyna wzięła statyw i poszła zrobić kilka wieczornych ujęć. Nie miało to trwać długo, bo słońce tu zachodzi ekspresowo i niebo traci swój koloryt. Siedziałem w knajpce przy stoliku i zamówiłem dla siebie piwo, dla Krystyny sok z melona. Po jakiś 20 minutach wróciła twierdząc, że niebo się skończyło. Piliśmy spokojnie planując jutrzejszy wyjazd na zdjęcia. Wyjazd, który mógł nigdy nie dojść do skutku.

O 19 nastąpiły trzy wybuchy. Pierwszy przy mostku od strony restauracji Alcapone. Drugi z przeciwnej strony mostku. Trzeci na uliczce niedaleko Gazala Market. Stałam tam trzy minuty temu - wyjąkała Krystyna. Wokół rozległ się płacz dzieci. Niecałe 20 metrów od nas swoje żniwo zbierała śmierć. Krystynie los podarował nowe życie!

Następnego dnia Dahab pełen był ekip telewizyjnych i dziennikarzy. Przy ruinach sklepów ustawiały się "gadające głowy" a japońscy turyści fotografowali krwawe ślady na chodniku. Wszystko się tu zmieniło. Teren otoczyła żandarmeria a zamiast zwyczajowego " miło cię widzieć" słychać było " cieszę się, że żyjesz". Coś wisiało w powietrzu. Bariera dzieląca turystów i miejscowych była tak cienka, że w końcu musiała pęknąć.
Nagle od strony Light House nadeszła bajecznie kolorowa demonstracja beduińskich kobiet i dzieci. "Islam to nie terroryzm", "Dzieci z Dahabu nie chcą bomb". Reporterzy ukradkiem przecierali oczy by ukryć wzruszenie. W końcu do pochodu dołączyli się arabscy mężczyźni. Jeszcze później turyści. 5 godzin kolorowej manifestacji i coraz większe emocje. Wieczorem na chodniku nadmorskiego bulwaru Dahabu zapłonęły świeczki.
W środę zapraszają nas do domu beduini z Asali. 16 letnia Nadia Ali jest piękną dziewczyną. Gdy w arabskiej telewizji usłyszała, że bomby w Dahab podłożyli tutejsi beduini była bliska płaczu. To niemożliwe - powiedziała. Beduini nie poranili by własnych dzieci. My żyjemy z turystyki i nie będziemy jej niszczyć. Nadia chce zostać farmaceutką. Sprzedaje sznurkowe bransolety w najróżniejszych kolorach. Dziś są w modzie jak nigdy, bo wszystko w Dahab jest kolorowe. Na przekór wszystkiemu. Na przekór bólowi i żałobie po ofiarach poniedziałkowych zamachów. Turystów jak na lekarstwo, ale ci, którzy zostali są tu z przekonania. Swoją obecnością protestują przeciw bombom i kojarzeniu terroryzmu z islamem.
Po demonstracjach Dahab z oazy spokoju przeistoczył się w światową oazę pokoju. Nadia i jej koleżanki prowadzą nas do swoich domów. W jednym z nich spotykamy Mohameda Sobayha, 10 letniego chłopca, który w momencie eksplozji grał z kolegami w piłkę przy mostku obok restauracji Alcapone. Wybuch zranił go w brzuch. Nie czuł bólu ale zaczął płakać i wołać mamę. Mama nie przyszła i Mohamed znalazł się w szpitalu. Obrażenia nie były groźne. Już jest w domu. Brat 16-letniej Nadii Ahmed - Mohamed miał mniej szczęścia. Stracił palce u ręki, ale jeszcze o tym nie wie. Na razie nie słyszy i nie wiadomo, co będzie z nim dalej. Wszyscy tu mają rannych przyjaciół, znajomych lub kogoś w rodzinie. Wszyscy powoli tracą źródło dochodu.
Nadia Ali nie przyjmuje do wiadomości, że turystyka w Dahab może umrzeć. Dla niej oznacza to nędzę i koniec marzeń o farmaceutycznych studiach w Kairze. Razem z Fatmą Sobayha i innymi kobietami zorganizowała wczoraj demonstrację pokojową. Wierzą, że turyści zrozumieli jej przesłanie. Zbieramy się w sobie. Następnego dnia nasza ekipa jedzie wypełnionymi jeepami na Three Pools - jedno z bardziej znanych miejsc nurkowych w tym regionie. Trzy baseny oddzielone od siebie maleńkimi przepływami otoczone piękną rafą. Miejsce przyjemne i łatwe nurkowo, ale widoki są rzeczywiście niezapomniane. Wszyscy powoli wracają do siebie. Egipcjanie próbują nie wspominać o niedawnej tragedii i zająć nas turystyką, bo przecież po to tu przyjechaliśmy. W końcu im się to udaje. Ani razu nikt nie wspomniał o zamachach. Wszyscy delektują się podwodnymi widokami. Rozpędzamy się w naszych turystycznych planach. Z klasztoru św. Katarzyny i góry Synaj już nic nie wyjdzie. Policja twierdzi, że tam jest zbyt duże zagrożenie terrorystyczne i nie wpuszczą nas.

Wybieramy tutejsze Kaniony. Jakieś 75 kilometrów na północ jest miejscowość Nuwejba. Stamtąd już niedaleko do dwóch kanionów: kolorowego i białego. Zawsze próbowałem je sobie wyobrazić, wąskie przesmyki, urwiska i różnokolorowe skały. Kobiety robią sobie ochrą beduiński makijaż. Praży niemiłosierne słońce. Prawie 39 stopni w kwietniu nie jest tu normalną temperaturą. W białym kanionie czeka na nas mała niespodzianka. Zejście po linie z 20 metrowej ściany. Wydeptane ślady sprawiają, że zejście jest banalnie proste, ale są tacy, którzy rezygnują. później będą żałować widoków. Wreszcie dochodzimy do oazy Ayn Hudra. Tu wita nas stary beduin Atu Atła, który w czsie okupacji izraelskiej nie opuścił swojego domu.
– Wiedziałem, że mogę zginąć ale za to na swojej ziemi – wspomina dawne czasy.
Częstujemy się herbatą i ruszamy w dalszą drogę po pustyni. W popołudniowym słońcu podziwiamy jej urok i wracamy do hotelu.
Spełniliśmy swoją misję na Synaju. Kobiety organizujące demonstrację chciały, by turyści nie rezygnowali ze zwiedzania ich kraju, bo wtedy terroryści dopną swego i zwyciężą. Zobaczyliśmy co się dało. Czeka na nas, pominięty z powodu tragedii, podwodny kanion. Blue Hole, klasztor św. Katarzyny i góra Synaj. Może następnym razem? Na pewno następnym razem! Tuż po zamachu samoloty do Egiptu były puste jak nigdy. Są jednak tacy, którzy na wieść o zamachu zmienili swoje plany. Joanna Kannenberg - Course Director PADI z katowickiego Centrum Nurkowego Divemaster przyjechała do Dahabu we wtorek- tuż po tragedii. Często prowadzi tu kursy, teraz po prostu odwiedziła przyjaciół.
– Nikt mnie stąd nie wykurzy - mówi. Terroryści nie wygrają z Dahabem jak nie wygrali z Bali i Sharm el Sheik. Ma rację. Nurków i turystów niełatwo zastraszyć dlatego Nadia Ali spokojnie może śnić swój sen o farmaceutycznych studiach.
TEKST I FOTO: Krystyna i Aleksander Rabij

Komentarze: 0

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.