Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

13973 miejsce

Dając 1 proc. podatku, dasz 100 proc. serca

Czasem zamykam oczy i marzę… Myślę wtedy, co bym ubrała, jak się uczesała i gdzie bym poszła… gdybym tylko mogła chodzić - mówi Agnieszka Podgórska.

Agnieszka sprzed wypadku… / Fot. A. PodgórskaTego dnia Agnieszka Podgórska wstała wcześnie rano, chwilę później pojechała z mamą na zakupy, a potem do niej na śniadanie. Kiedy wróciła do domu, zaczęła sprzątać. Zrobiła pranie, obiad, powycierała kurze - zajęła się zwyczajnymi domowymi obowiązkami.
– Około godziny północy zaczęło strasznie wiać i pobiegłam do domu, żeby zebrać pranie. Szybko wpadłam na balkon, stanęłam na krzesełku i... Nie pamiętam, jak to było, że się przechyliłam i wypadłam. Trwało to ze dwie sekundy. Nie straciłam przytomności, kiedy leżałam na trawie, tylko nie mogłam się ruszyć, bo już wtedy nie czułam nóg – opisuje Agnieszka.

Było późno, ciemno i nie było prawie żadnej szansy na to, że ktokolwiek jej pomoże. Prawie, bo gdyby nie telefon komórkowy, który miała w kieszeni puchowego bezrękawnika leżałaby na trawniku przed blokiem do rana. Pierwszą osobą, o jakiej pomyślała była jej mama, która mieszka parę bloków dalej. Wyobraźcie sobie, co może czuć matka słysząc w słuchawce telefonu takie słowa: mamo możesz przyjść, bo wypadłam przez balkon i nie mogę się ruszyć, leżę w ogródku – brzmiała treść najgorszego telefonu, jaki kiedykolwiek w swoim życiu otrzymała mama Agnieszki.Kiedy pani Joanna Podgórska przybiegła, młoda kobieta powoli już zaczynała tracić przytomność.
– Poprosiłam ją, żeby mnie przechyliła na bok, bo plułam krwią i nie mogłam oddychać. Pamiętam jak pukała w okno do sąsiadów i prosiła, żeby zadzwonić po pogotowie, ktoś dał mi koc. Ja już nic więcej nie pamiętam, ale mama powiedziała, że jak przyjechała karetka, to wrzucili mnie na nosze, nie założyli mi nawet gorsetu na szyję. Zawieźli mnie na pogotowie i tam ratowali mi życie… I tu zaczyna się historia mojej walki – dodaje Agnieszka. Ta noc skazała młodą osobę na życie ze sparaliżowanym ciałem od pasa w dół. Wszystko wydarzyło się 6 maja 2006 roku w Świdnicy.

Złamane kręgi

Agnieszka z mamą, najukochańszą i najwytrwalsza osobą pod słońcem. / Fot. A. PodgórskaAgnieszka, zanim znalazła się na wózku inwalidzkim i zanim mogła walczyć o swoje w miarę sprawne życie w domu, najpierw musiała stoczy bój o to, żeby w ogóle dalej żyć.
– Nigdy nie zapomnę snów, jakie wtedy miałam. O drzewku, któremu uszkodzili rdzeń i zaczęło umierać, o piramidzie, w której się unosiłam, o dżungli, w której fruwałam na lianach – mówi młoda kobieta.

Ale była to także walka o to, żeby ktoś w końcu zauważył, że Agnieszka ma złamane kręgi. 26 maja 2006 roku na prośbę mamy, młodej kobiecie zrobiono zdjęcie kręgosłupa. Widać na nim wyraźnie, że ma złamane kręgi Th8 i L4, czyli dwa pęknięcia w obrębie kręgosłupa. Tyle, że nikt z lekarzy tego wtedy nie zauważył. Agnieszkę przez cały czas bolało, ale nie wiedziała z jakiego powodu. Podczas rehabilitacji dźwigała kilogramy, bo takie były zalecenia lekarzy.
14 września zrobiłam prywatnie rezonans, na którym wyszło, że podczas upadku złamałam jeszcze jeden krąg - Th8 – mówi Agnieszka. To było jej pierwsze odkrycie. Drugie kosztowało 80 złotych, brzmiało jak wyrok i były to cztery sztuki zdjęć RTG, na których widać złamany krąg L4. Potem już była tylko długa i bardzo kosztowna rehabilitacja.

Z głową pełną marzeń

Agnieszka po wypadku. Chociaż na wózku- uśmiecha się. / Fot. A. PodgórskaPotrafisz czuć? Spróbuj poczuć ból młodej kobiety, której u progu życia odebrano plany, marzenia i to, czego człowiekowi najbardziej w życiu potrzeba – możliwości do działania. Nikt z nas nie jest w stanie zrozumieć w stu procentach cierpiącej osoby, ale możemy próbować. Tylko od nas, ode mnie, od ciebie zależy, czy ten ból będzie mniejszy, a może nawet zniknie całkowicie. Agnieszka od wczesnej młodości pasjonuje się dietetyką i żywieniem człowieka. Swego czasu nawet prowadziła własne zajęcia odchudzające.
– Pracowałam z kilkoma paniami. Dobierałam im diety, uczyłam liczyć kalorię. Nawet odniosłyśmy razem małe sukcesy. Udało się im zrzucić parę kilogramów. Tak naprawdę zawsze marzyłam o swoim własnym gabinecie, który będzie nastawiony nie tylko na odchudzanie, ale na szeroko pojętą pomoc. Chciałam pomagać osobom chorującym na dolegliwości żywieniowe – mówi Agnieszka.

Ta młoda, piękna dziewczyna nie podejrzewała, że w niedługim czasie będzie zmuszona do tego, żeby opracować specjalną i dość skomplikowaną dietę dla samej siebie. Mimo tego nie ma bardziej pogodnej osoby od niej. Dalej wierzy, że jej marzenia się ziszczą. Nie pozostaje bierna. Można powiedzieć, że wręcz pochłania niesamowite ilości książek o tematyce żywieniowej, zapoznaje się nowinkami z zakresu technologii żywienia i czeka… aż kiedyś wstanie z wózka inwalidzkiego, ubierze swoje ulubione szpilki i wyruszy pomagać innym.

Każdy dzień, to cicha walka

Agnieszka opowiada, że jej codzienne życie wygląda jak scena z pola bitwy. Tylko, że tutaj nie walczy się z wrogiem, walczy się z samym sobą, a raczej ze swoją niepełnosprawnością.
– Rano wstaję. Przychodzi moja mama, razem ćwiczymy, wykonujemy masaże sparaliżowanych części ciała. Potem przychodzi moja wierna rehabilitantka, która od dwóch lat pamięta o mnie praktycznie każdego dnia i ona ze mną walczy – mówi ze smutkiem w głosie.

Joanna Podgórska, mama tej młodej, odważnej dziewczyny wiele lat poświęciła edukacji kilku młodych pokoleń uczęszczających do świdnickiego liceum Kasprowicza. Kiedy przeszła na emeryturę zaczęła prowadzić w filii Akademii Medycznej w Świdnicy terapię zajęciową. Mimo podeszłego wieku towarzyszy swojej córce w chorobie każdego dnia. A Agnieszka nie poddaje się.
– Nie słucham lekarzy. Ja muszę chodzić. Czasem w to wątpię. Myślę sobie, że pewnie już nigdy nie zejdę o własnych siłach z czwartego piętra. Ale nie tracę nadziei na długo. W końcu się uda.

Na razie Agnieszka wciąż ćwiczy. Narodowy Fundusz Zdrowia finansuje dwa tygodnie leczenia w ośrodku rehabilitacyjnym. Miesiąc pobytu kosztuje 4 tysiące złotych. Żeby zauważyć efekty, poprawę, okres rehabilitacji musi trwać aż 6 lat. Dziewczyna ostatni raz była na dworze w Sylwestra. W jej bloku nie ma windy. Ktoś musiałby ją znosić na rekach. Nie stać ją na mieszkanie na parterze. Nie stać ją na rehabilitację. Ty możesz pomóc!

Cudowna winorośl

To jest marzenie jej życia. Móc zatańczyć jak kiedyś. / Fot. A. PodgórskaNajwiększym marzeniem panny Agnieszki jest móc zatańczyć. Na razie to pozostaje wizją prawie nie do spełnienia. Bo jak tu liczyć na taki cud, skoro każdy kolejny dzień, to kombinowanie jak związać koniec z końcem? Ona nie wybrała sobie takiego losu. Pracowała, zarabiała i dzięki temu kupiła mieszkanie – niestety na kredyt. Banki to nie ludzie, nie wiedzą, co to znaczy nie móc chodzić, a co dopiero zarabiać pieniądze. Gdzieś pośród każdego dnia niekończącej się walki bliscy tej młodej kobiety i ona sama marzą o tym, że któregoś dnia Agnieszka wstanie z wózka i zatańczy z mężczyzną swojego życia. To marzenie kosztuje 300 tysięcy złotych i polega na bardzo trudnej operacji. Dokładnie chodzi o przeszczep komórek glejowych z nosa powyżej miejsca urazu. Po usunięciu blizny pourazowej one właśnie tworzą pomost, po którym „biegną” komórki nerwowe łącząc się z miejscem poniżej urazu. Ta operacja gwarantuje odzyskanie sprawności fizycznej w 90 proc. Czasem tylko częściowej. Wszystko zależy od indywidualnego przypadku, a Agnieszka ma szansę chodzić! Czym jest 300 tysięcy złotych w porównaniu z bezcennym istnieniem? Ile dałbyś za życie i zdrowie swojego dziecka, rodzica, bliskiego? Rodzice sparaliżowanej dziewczyny dają wszystko, co mają. Czy i Ty pomożesz?

Pomoc, która nic nie kosztuje

Teraz jest okazja do tego, żeby pomóc. Właśnie trwa okres rozliczania podatkowego. Wystarczy, że wypełniając PIT przekażesz 1 proc. swojego podatku na szlachetny cel. Ty też możesz to zrobić! Dodatkowe informacje, jak pomóc akurat Agnieszce znajdziesz na stronie www.agapodgorska.pl. Czy dla Ciebie 1 proc. to dużo? Dla Agnieszki ta jedynka ma magiczną moc - oznacza jej przyszłe życie. Nie pozostawaj obojętny. Może kiedyś zatańczysz z Agnieszką, a może będziesz oglądać ją w tańcu….

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

i dlatego warto przeczytać o strajku włoskim w skarbówce, bo mimo szczerych chęci wielu podatników może nie zdążyć z przekazaniem 1% swojego podatku.
link zie_wiecej_czasu_na_60732.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry i mądry tekst... i otwarte serce.Gratuluję dwóch dobrych tekstów (w tym debiutu) jednego dnia. Duży i zasłużony plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale ważne, że walczysz. Gorsi są ci co nie robią nic.

Komentarz został ukrytyrozwiń

O to właśnie chodziło- o pomoc. Ale to uniwersalny temat i naprawdę szkoda, że uniwersalny bo to powoduje, że nie każda potrzebująca osoba otrzymuje pomoc jakiej naprawdę potrzebuje. Wciąż jednak walczę z wiatrakami...

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) za dobrey tekst..ale historia? jedna z kilkuset tysięcy...ale o tym trzeba mówic i jeżeli ten artykuł komuś pomoże to ja jestem z ciebie dumny... 1%..to tylko 1%..pamietrajmy że trzeba tak nie wiele by zrobić wiele

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.