Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16434 miejsce

Dalajlama już teraz może wyznaczyć swojego następcę

Podczas wizyty w Japonii duchowy przywódca Tybetu ogłosił, że wbrew wielowiekowej tradycji, rozważa wybór kolejnego dalajlamy jeszcze za swojego życia. Rewolucyjny pomysł skierowany jest przeciw Chińczykom.

XIV Dalajlama / Fot. www.buddhismus.at. , materiały prasoweWe wrześniu tego roku chińskie władze wydały przepis, dzięki któremu mogą zatwierdzać wybór dostojników buddyjskich w Tybecie. Dotychczas była to wewnętrzna sprawa opatów klasztorów i samego Dalajlamy. W 1995 roku zdarzyło się jednak, że Chińczycy nie zaakceptowali, wskazanego przez XIV Dalajlamę nowego Panczenlamy, drugiej co do ważności osoby w buddyzmie tybetańskim i wybrali własnego. Oczywiście Tybetańczycy nie uznają chińskiego „fałszywego lamy”. Tenzin Gyatso, obecny Dalajlama, woli jednak uniknąć sytuacji, w której istnieją jakiekolwiek wątpliwości co do legalności następcy. Rozwiązaniem ma być wybór dokonany przez samego Dalajlamę lub jego otoczenie, na zasadzie konklawe, czyli w bardziej demokratyczny sposób niż dotychczas.

- Jeśli Tybetańczycy chcieliby zachować system dalajlamów, jedną z możliwości, którą rozważam, jest wybór kolejnego dalajlamy, kiedy ja jeszcze żyję - XIV Dalajlama powiedział we wtorek japońskiemu dziennikowi Sankei Shimbun.

W poszukiwaniu Żywego Buddy


Tym samym zostałaby zarzucona wielowiekowa tradycja, na podstawie której Kundun wskazywany jest przez regenta i panczenlamę. Procedura wyboru owiana jest nimbem tajemnicy, wiadomo tylko, że lamowie kierują się wyroczniami, snami i wskazówkami pozostawionymi przez poprzedniego dalajlamę. Kandydat na Żywego Buddę musi jeszcze wskazać wśród identycznych przedmiotów, rzeczy należące do poprzednika. Podobnie postępuje się podczas poszukiwań prawie każdej reinkarnacji (tulku), co doprowadziło już do wielu kontrowersji, jak np. przy wskazywaniu ostatniego Karmapy - innej bardzo ważnej postaci buddyzmu tybetańskiego. Spór co do tego wyboru zaowocował rozłamem w szkole Kagju.

Sprawa Tybetu


Potala w Lhasie / Fot. Nathan Freitas, licencja Creative Commons (cc-by-sa-2.0), źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Across_from_the_Potala,_the_growth_of_wes 72- letni Dalajlama pragnie uniknąć podobnej sytuacji, tym bardziej, że Pekin uznaje XIV Dalajlamę za separatystę i obawia się jego niesłabnącej popularności wśród krajanów. Dlatego odmawia mu się powrotu do kraju i przyznania autonomii temu regionowi, w granicach, jakich domaga się Tenzin Gyatso. Obecnie poza Tybetańskim Regionem Autonomicznym (TRA) mieszka około 2,9 mln Tybetańczyków. Inna sprawa, że obszar, o który walczy rząd na uchodźstwie, obejmuje rejony, gdzie Tybetańczycy generalnie są mniejszością, a przy tym jest dwukrotnie większy niż TRA. Patrick French w książce „Tybet, Tybet” ostro skomentował te żądania: „Zadziwiające, że to ewidentne nadużycie zostało gładko zaakceptowane i jest popierane przez większość obcokrajowców wspierających sprawę Tybetu”.

Zachód i tak jedzie na igrzyska


Olimpiada w Pekinie / Fot. Reporterzy Bez Granic www.rsf.org , materiały prasoweJak na razie jedynym sukcesem kampanii na rzecz wolnego Tybetu jest osobista popularność charyzmatycznego Dalajlamy i zakodowany w powszechnej świadomości obraz prześladowanych Tybetańczyków. Nie przekłada się to jednak na konkretne działania. Zachód poprzestaje na pięknych gestach i szczerych wyrazach sympatii, a politycy robią wszystko, by rodzime firmy nie straciły dostępu do lukratywnego rynku chińskiego. Nawet niedawne przyznanie Dalajlamie wysokiego odznaczenia przez amerykański Kongres, wywołało tylko obowiązkową wymianę not dyplomatycznych, po czym zapadła znacząca cisza. Nic dziwnego skoro Chińczycy lokują spore sumy w obligacje rządu federalnego a giełdowe „blue-chipy” zapuściły korzenie w chińskiej ziemi. Do tego stopnia, że Google cenzuruje chińską wersję swojej wyszukiwarki, a Yahoo ściga wraz z chińskimi służbami niezależnych dziennikarzy (sprawa skazanego na 10 lat Shi Tao).

Dlatego oczekiwania, że przyszłoroczna olimpiada w Pekinie, może być jakąś formą nacisku na Chiny, wydają się po prostu naiwne. I najwyraźniej Tenzin Gyatso na to nie liczy, skoro w tak radykalny sposób reformuje tak ważną instytucję jaką jest urząd dalajlamy.

Dalajlama z duchem czasu


Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół w wypowiedzi Dalajlamy dla japońskiego dziennika. Tenzin Gyatso mówił, w trybie warunkowym, o kontynuacji systemu dalajlamów . Chińczycy od zawsze zarzucali hierarchom buddyjskim łączenie władzy świeckiej i religijnej. Politbiuro widzi w tym duże zagrożenie, alergicznie reagując na większe ruchy religijne. Nie tylko sekta Falun Gong jest represjonowana; także przedstawiciele Watykanu spotykają się z nieprzyjemnościami ze strony władz.

Dla Tybetańczyków to wciąż jednak Dalajlama jest jedynym autorytetem, i jak na razie nie powiodły się próby wypromowania świeckiego przedstawiciela rządu na uchodźstwie. Żywy Budda kilkakrotnie sondował już nastroje wśród rodaków, wspominając, że może się już nie reinkarnować jako XV Dalajlama, bo może nie być takiej politycznej potrzeby. Jednak nie zanosi się na to - stąd rewolucja w sposobie wyboru kolejnego tulku i ostatnie zapewnienia, że „nowy” Budda na pewno nie narodzi się na terenie dzisiejszych Chin. Całkiem prawdopodobne wydają się też opinie, że będzie pochodził z terenu Nepalu lub Indii, gdzie w obozach dla uchodźców żyje spora grupa Tybetańczyków. Z bardzo prozaicznego powodu, to właśnie im bardzo potrzebny jest Dalajlama na wygnaniu. Szacunek jakim cieszy się urząd dalajlamy w Indiach, chroni uciążliwe dla kraju obozy przed zamknięciem.

Bliższa wolność w autonomii


Przyszłość sprawy tybetańskiej nie rysuje się najlepiej. W hasło „Wolny Tybet” mało kto już wierzy, i nawet jeśli rząd na uchodźstwie zapewnia twardą walkę, jest to optymizm urzędowy w kolejce po dotację. A sam Dalajlama przyznał, że zachodnia pomoc skończyła się wraz z końcem zimnej wojny, gdy CIA przestało finansować partyzantkę szkoloną w nepalskim Mustangu, na granicy z Tybetem.

Tybetańczycy mogą więc liczyć tylko na siebie. Organizacje uchodźców i klasztory na obczyźnie sprawdzają się w ochronie dziedzictwa kulturowego ale już nie mają realnego wpływu na sytuację swoich ziomków w Tybecie. Pozostaje wierzyć w zmianę i rozsadzenie systemu politycznego Chin od środka, w rozwijanie autonomii w ramach chińskiego prawa. Na to potrzeba jednak czasu, może i kilku pokoleń.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 16.05.2008 13:14

Więcej tak dobrze opracowanych materiałów, proszę (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
Bardzo bardzo ciekawe

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.