Pozycja materiału w rankingach:
Podczas wizyty w Japonii duchowy przywódca Tybetu ogłosił, że wbrew wielowiekowej tradycji, rozważa wybór kolejnego dalajlamy jeszcze za swojego życia. Rewolucyjny pomysł skierowany jest przeciw Chińczykom.
We wrześniu tego roku chińskie władze wydały przepis, dzięki któremu mogą zatwierdzać wybór dostojników buddyjskich w Tybecie. Dotychczas była to wewnętrzna sprawa opatów klasztorów i samego Dalajlamy. W 1995 roku zdarzyło się jednak, że Chińczycy nie zaakceptowali, wskazanego przez XIV Dalajlamę nowego Panczenlamy, drugiej co do ważności osoby w buddyzmie tybetańskim i wybrali własnego. Oczywiście Tybetańczycy nie uznają chińskiego „fałszywego lamy”. Tenzin Gyatso, obecny Dalajlama, woli jednak uniknąć sytuacji, w której istnieją jakiekolwiek wątpliwości co do legalności następcy. Rozwiązaniem ma być wybór dokonany przez samego Dalajlamę lub jego otoczenie, na zasadzie konklawe, czyli w bardziej demokratyczny sposób niż dotychczas.
72- letni Dalajlama pragnie uniknąć podobnej sytuacji, tym bardziej, że Pekin uznaje XIV Dalajlamę za separatystę i obawia się jego niesłabnącej popularności wśród krajanów. Dlatego odmawia mu się powrotu do kraju i przyznania autonomii temu regionowi, w granicach, jakich domaga się Tenzin Gyatso. Obecnie poza Tybetańskim Regionem Autonomicznym (TRA) mieszka około 2,9 mln Tybetańczyków. Inna sprawa, że obszar, o który walczy rząd na uchodźstwie, obejmuje rejony, gdzie Tybetańczycy generalnie są mniejszością, a przy tym jest dwukrotnie większy niż TRA. Patrick French w książce „Tybet, Tybet” ostro skomentował te żądania: „Zadziwiające, że to ewidentne nadużycie zostało gładko zaakceptowane i jest popierane przez większość obcokrajowców wspierających sprawę Tybetu”.
Jak na razie jedynym sukcesem kampanii na rzecz wolnego Tybetu jest osobista popularność charyzmatycznego Dalajlamy i zakodowany w powszechnej świadomości obraz prześladowanych Tybetańczyków. Nie przekłada się to jednak na konkretne działania. Zachód poprzestaje na pięknych gestach i szczerych wyrazach sympatii, a politycy robią wszystko, by rodzime firmy nie straciły dostępu do lukratywnego rynku chińskiego. Nawet niedawne przyznanie Dalajlamie wysokiego odznaczenia przez amerykański Kongres, wywołało tylko obowiązkową wymianę not dyplomatycznych, po czym zapadła znacząca cisza. Nic dziwnego skoro Chińczycy lokują spore sumy w obligacje rządu federalnego a giełdowe „blue-chipy” zapuściły korzenie w chińskiej ziemi. Do tego stopnia, że Google cenzuruje chińską wersję swojej wyszukiwarki, a Yahoo ściga wraz z chińskimi służbami niezależnych dziennikarzy (sprawa skazanego na 10 lat Shi Tao).Zobacz także:
Artykuły
(11)
Galerie
(2)
Średnia ocen
(5.00)
Wiek: 31 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: Ekonomista i podróżnik. Zajmuję się Azją.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Autor usunął profil 16.05.2008 13:14
Więcej tak dobrze opracowanych materiałów, proszę (+)
Sondaż TNS Polska: Platforma w górę, PiS i Ruch Palikota mocno w dół
(odsłon: +3053)