Facebook Google+ Twitter

Dama spod ziemi. Brunetka w kopalni

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2007-03-16 14:39

Mężczyznom nie mieści się w głowie, żeby kobiety pracowały na dole Agnieszka Ciborek pracuje w stacji tąpań. Jest geofizykiem i jedyną kobietą w kopalni „Pokój” w Rudzie Śląskiej, która regularnie zjeżdża pod ziemię. Sprawdza wówczas czujniki rejestrujące drgania górotworu.

Baba na dole przynosi pecha – taki jest górniczy przesąd. Nie wiedziała o nim. – Nie można wykonywać tego zawodu i nie być na dole – mówi 28-letnia Agnieszka Ciborek. Zjeżdża na dół co najmniej dwanaście razy w ciągu miesiąca i sprawdza, jak zostały zabudowane geofony czy sejsmometry. Zakłada biały kask, taki kolor przypisany jest pracownikom dozoru, ubranie robocze, zabiera lampę i akumulator oraz ważący około 3,5 kg tzw. aparat ucieczkowy, który pozwala oddychać, gdy atmosfera na dole staje się nie do zniesienia.

Jest niewysoką szczupłą brunetką, pełną energii i optymizmu. Sama wybrała sobie zawód. Skończyła studia interdyscyplinarne na Uniwersytecie Śląskim, Wydział Nauk o Ziemi, prowadzone z Instytutem Fizyki. Jej rodzina pochodzi z Rudy Śląskiej i tutaj mieszka. Tata pracuje także w górnictwie, w dozorze. – Powtarzał, że w kopalni zawsze trzeba słuchać starszych, którzy mieli cokolwiek wspólnego z górnictwem. Kopalni nie nauczysz się z książek – mówi pani Agnieszka.
Tata nie odradzał zmiany zainteresowań, mama się bała, ale też zaakceptowała jej wybór.

Czy miała kłopot z akceptacją ze strony męskiej części załogi? Na górze nie. Na dole poszło gorzej. Pamięta pierwsze zjazdy i zdziwienie: „Ty, patrz – baba!”. Zobaczyli ją zaraz przy wyjściu z klatki, którą zjechała w dół. Na wszelki wypadek nie podjęła rozmowy, niczego nie wyjaśniała. Kolejni górnicy reagowali podobnie, ale niektórzy zdążyli przywyknąć. Pracuje w kopalni „Pokój” dwa lata. Swoją dniówkę na dole wykonuje już bez emocji, ale nie mówi, że jest lekko.
– Bywa, że muszę pokonać 12 kilometrów w górę i w dół – dodaje.
Nie myśli już o tym, czy się boi. Słucha, jak pracuje górotwór, jak się odpręża. Trzeszczy i stuka. Za pomocą geofonów, działających podobnie jak mikrofon, wychwytuje mikropęknięcia. Na górze w stacji tąpań następuje wizualizacja tego, co rejestrują czujniki. Dane analogowe przetwarzane są na cyfrowe i określa się stan zagrożenia.

Wstrząsy występują codziennie. Spokojniej może być tylko w soboty i niedziele.
– Kiedy przychodzi na górę sygnał o drganiu górotworu, lokalizuje się ten wstrząs – na jakiej głębokości, z której ściany – i określa jego energię. Potem nanosi na mapę, a na koniec dnia przygotowywany jest raport – wyjaśnia Agnieszka Ciborek.
Gdy jest wstrząs, z aparatury wydobywa się przerywany i przeraźliwy pisk. Geofizyków stawia na nogi. Czasami wszystkie metody zawodzą. W nocy 27 lipca 2006 roku w kopalni „Pokój” na skutek tąpnięcia zginęło czterech górników. Wstrząs był nagły, niekontrolowany i miał olbrzymią siłę. W niektórych miejscach zawalonego wyrobiska podłoga niemal zetknęła się ze sklepieniem. Objęty zawałem chodnik był pochyły, biegł między 750 a 790 metrem pod ziemią.
Agnieszka Ciborek nie była wtedy na nocnej zmianie, ale dyżury ma takie same jak inni koledzy, w nocy i w święta.
– Następnego dnia trzeba było robić swoje, ale żal pozostawał, że nic nie mogliśmy zrobić. Nie było żadnych symptomów zagrożenia – mówi. Wszystkie jej dyżury od dwóch lat przebiegały spokojnie.
– I niech tak zostanie! – dodaje.
Agnieszka Ciborek z Kopalni
Jest najmłodsza w zespole, na etacie starszego specjalisty ds. geofizyki górniczej pod ziemią. Stacja czynna 24 godziny na dobę. W zwykły dzień zawsze jest starszy kolega. W weekendy zazwyczaj są pojedyncze dyżury. Samemu trzeba zlokalizować wstrząsy.
Na razie jest zadowolona z wyboru zawodu. Jako geofizyk mogła szukać pracy w urzędach gminnych, w firmach zajmujących się pomiarami geofizycznymi. O kopalni nie myślała, póki nie dowiedziała się, że właśnie jest potrzebny geofizyk. Złożyła papiery i została przyjęta. Rywalizowała z samymi mężczyznami. Nie musiała udowadniać, że umie więcej niż mężczyźni, aby dostać tę pracę. Tak twierdzi.

Czy dół kopalni to odpowiednie miejsce dla kobiet?
– Nie! I nie chodzi o dyskryminację. Warunki pracy na dole są naprawdę trudne. Ciepło, duszno, pył – mówi. – Kobieta mimo wszystko jest słabsza fizycznie. Słyszę często: Dlaczego dziewczyny nie mogą być ratownikami górniczymi? Ekwipunek ratownika waży około 15 kg. Trzeba go znieść na dół, dobiec z nim do przodka i pracować. W ogóle nie wyobrażam sobie kobiet w tym miejscu.
Na swoją przyszłość patrzy raczej optymistycznie i zdobywa kolejne uprawnienia. Co będzie później, kiedy zdecyduje się na założenie rodziny?
– Nie wiem, czy są medyczne przeciwwskazania, nie zastanawiałam się jeszcze nad tym – ucina rozmowę.
Pochodzi ze śląskiej rodziny. – U nas sie godo – podkreśla. – I w robocie też większość godo. Nie mam z tym problemów.
Na dole jednak unika rozmów. Wiadomo, górnicy zachowują się tam dość swobodnie, nie przebierają w słowach. Nie ogłasza im z dala swojej obecności. Stara się zachowywać naturalnie, by nie tworzyć wokół siebie otoczki jakiejś sensacji. Niby już się faceci przyzwyczaili do jej obecności, niby już wiedzą, że mogą się jej tam spodziewać. Nadal jednak słyszy zdziwione głosy: „Ty, baba była dzisiaj na kopalni”.

Polskie Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej wyraża zgodę
Kobiety wrócą do kopalń?


M iędzynarodowe Biuro Pracy już dziesięć lat temu zaapelowało o odrzucenie tzw. Konwencji nr 45 zakazującej zatrudniania kobiet przy pracach pod ziemią we wszelkiego rodzaju kopalniach.
Konwencja 45 przyjęta została w Genewie w 1935 roku przez Międzynarodową Organizację Pracy. Obowiązuje od maja 1937 roku, ale dziś w Europie toczy się dyskusja, by ją wypowiedzieć. Teraz bowiem naczelną jest zasada równego traktowania kobiet i mężczyzn w zakresie dostępu do zatrudnienia, kształcenia, awansu zawodowego oraz warunków pracy. Zakaz jest sprzeczny z obowiązującymi w Europie standardami, które skupiają się na ocenie ryzyka i zarządzaniu ryzykiem, zapewniając odpowiednie środki ochrony wszystkim pracownikom kopalń.

Konwencję nr 45 wypowiedziało już sześć państw: Finlandia, Holandia, Irlandia, Luksemburg, Szwecja i Wielka Brytania. Osiem kolejnych zgłosiło Międzynarodowemu Biuru Pracy chęć jej wypowiedzenia: Austria, Czechy, Estonia, Grecja, Hiszpania, Węgry, Portugalia i Słowacja.
Polska jeszcze nie ogłosiła oficjalnego stanowiska w sprawie wypowiedzenia Konwencji nr 45, ale Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej już wypracowało stanowisko, że jest za równością i za wycofaniem się ze starych zakazów. Teraz projektem zajmie się Rada Ministrów.
Nasz kraj ratyfikował Konwencję nr 45 dopiero pod koniec maja 1957 roku, obowiązywała po roku. W myśl tych przepisów „żadna osoba płci żeńskiej nie może być zatrudniona przy pracach pod ziemią, z wyłączeniem osób zajmujących stanowiska kierownicze, zatrudnionych w służbie sanitarnej i społecznej, skierowanych na praktykę w okresie studiów oraz udających się do podziemnych części kopalni dorywczo i niewykonujących tam prac o charakterze fizycznym.”

Każde państwo członkowskie MOP może wypowiedzieć unormowania z 1935 roku po upływie każdych dziesięciu lat od pierwotnego jej wejścia w życie. Ma na to rok.
Dla Polski ten czas właśnie się zbliża. Możemy odrzucić Konwencję nr 45 począwszy od 30 maja 2007 roku do 30 maja 2008 roku. Jeżeli tego nie uczynimy, będziemy związani jej postanowieniami przez kolejnych 10 lat. ?
Wiesław Smolicha , lekarz Instytutu Medycyny Pracy i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu

Z medycznego punktu widzenia nie ma przeciwwskazań dla pracy kobiet pod ziemią. W końcu kobiety pracują na wysokości, latają w kosmos, pilotują boeingi. Wprawdzie nie wyobrażam sobie górniczki przodowej, ale kombajnistkę – owszem. Jeżeli mężczyźni mogą pracować w zapylonym środowisku, to kobiety również. W niektórych kopalniach występuje promieniowanie jonizujące i jeżeli normy tego promieniowania zostaną przekroczone, to rzeczywiście może mieć ono wpływ na rozrodczość. Jednak w takim samym stopniu ma ono zły wpływ na mężczyzn i na kobiety.

Nie pracują fizycznie


W kopalniach katowickiej Kompanii Węglowej pracuje pod ziemią 19 kobiet, w kopalniach Katowickiego Holdingu Węglowego – 10. Nie zjeżdżają na dół codziennie i nie pracują fizycznie, bo to jest zabronione. Zatrudnione są głównie w działach mierniczo-geologicznych, w stacjach tąpań. Kobieta geofizyk jest także w kopalni „Halemba” i niedługo wybiera się na emeryturę.
– Słucham o pracy kobiet górniczek z mieszanymi uczuciami, choć nie skreślam tego typu pomysłów – mówi Jan Sienkiewicz z kopalni „Halemba” w Rudzie Śląskiej. – Nie ma na rynku kobiet wykwalifikowanych górników. Mężczyźni są i oni pewnie szybciej znajdą pracę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

he he ...czytałem artykół iż feministki pragną zjerzdzać pod ziemie a tu Brunetka ???

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.