Facebook Google+ Twitter

Damsko-męski świat Katarzyny Grocholi

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2006-12-23 07:55

Judyty we mnie jest z pięć procent, ale Katarzyny Grocholi w Judycie jest stówa - podkreśla w wywaidzie Katarzyna Grochola, pisarka

Tytuł pani najnowszej książki, "A nie mówiłam! ", można odnieść do tego, iż miała pani rację, że takie powieści są w Polsce potrzebne. Czy odczuwa pani z tego powodu satysfakcję?

- Ha, ha, ha... Nigdy nie mówiłam, że takie książki są w Polsce potrzebne. Mówiłam, że są mnie potrzebne. Katarzyna Grochola Fot. MWMedia

Ale okazały się też potrzebne czytelnikom.

- To jedna z przyjemniejszych rzeczy, które mnie spotkały. Ale nie satysfakcja. Satysfakcja jest, kiedy mój pies przestaje sikać na dywan, a zaczyna na dworze.

Czy z bohaterką tej powieści, Judytą, która występuje też w trzech innych pani książkach "Nigdy w życiu!", "Serce na temblaku", "Ja wam pokażę! " odczuwa pani osobistą więź? To w końcu długi związek...

- Chyba najsilniejszy ze wszystkich moich bohaterów. Judycie użyczyłam dużo ze swojego życia, z obserwacji, pożyczyłam jej swoje zwierzaki, a nawet sąsiadów (śmiech). Więc jestem do niej bardzo przywiązana.

Czy można określić procentowo, ile jest Katarzyny Grocholi w Judycie?

- Judyty we mnie jest z pięć procent, ale Katarzyny Grocholi w Judycie jest stówa.

Tytuły książek o Judycie układają się w emocjonalną opowieść o kobiecie: "Nigdy w życiu! ", "Ja wam pokażę! ", "A nie mówiłam! ". Czy będzie też "Nie bo nie! "?

- Nie może być "Nie bo nie! ", bo ktoś już kręci film "Dlaczego nie". Nie, bo nie używam tego wyrażenia. Natomiast nadużywałam: "A nie mówiłam", "Ja wam pokażę". Jak oblałam maturę i wychodziłam ze szkoły, to wykrzykiwałam: "Popamiętacie mnie!" I za trzy miesiące, gdy maturę zdałam, pocałowałam jej próg.

Życie Judyty wydaje się nierzeczywiste, zbyt łatwe. To prawda, czy też może właśnie na tej nieprawdziwości polega urok pani książek?

- Wszystkie rzeczy, które są opisane w "Judytach", zdarzyły się. Oczywiście, nie jednej osobie. Ich bajkowość polega na tym, że wyjęłam tylko rzeczy dobre i zabawne.

Mężczyźni może dlatego w to nie wierzą, że prosto i jasno myślą o rzeczywistości, natomiast dla kobiet te bajkowości są pewnie oczywiste...

- Też myślę, że jak kobieta widzi spadającą gwiazdę, to natychmiast wbija ręce w faceta i krzyczy: "Boże! Zobacz, gwiazda! Pomyślałeś sobie życzenie?". Natomiast jak mężczyzna widzi spadającą gwiazdę...

... to spada gwiazda....

- ... to po prostu spada gwiazda. To kawałek meteorytu, wchodzi w stratosferę, ma określoną temperaturę, pali się, nie ma w tym nic nadprzyrodzonego. Jeżeli kobieta widzi białego konia, to krzyczy: "O Jezu! Biały koń! Pomyśl sobie marzenie". A mężczyzna myśli: "Po pierwsze nie biały, tylko siwy, bo białych nie ma, a po drugie konie są różne - kare, siwe, jabłkowite". Mój przyjaciel terapeuta powiedział, że cykl o Judycie napisałam dla mężczyzn. Tylko że kobiety się na tym wcześniej poznały. Bo to jest właściwie instruktaż próby zrozumienia kobiety.

Rzeczywiście jest coś takiego, że po przeczytaniu pani książki przychodzi myśl, że może muszę tej mojej kobiecie kupić jakiegoś kwiatka...

- Bo pan wie, o co jej chodzi? Bardzo dziękuję, to komplement - proszę to włączyć do wywiadu (śmiech).

"Nigdy w życiu! " i "Ja wam pokażę!" trafiły do kin. Tak będzie i z "A nie mówiłam!"?

- Mam problem z odpowiedzią na to pytanie. Nie chciałabym powtórki z rozrywki. Ciągnięcia czegoś, co ma pierwszą, piątą, dziesiątą część. Telewizja kupiła prawa do serialu "Ja wam pokażę! ", który będzie inny niż film: zagrają inni aktorzy i dla mnie, jako autorki scenariusza, to będzie nowe dzieło. Przy "A nie mówiłam! " musiałabym zastanowić się, co dołożyć. Bo umówmy się, o czym jest ta książka: to kawałek życia, nikt nie ginie, nie szukamy mordercy. Film musiałby być poszerzony.

Czy myśli pani, że gdyby ekranizacja powstała, znowu powinna zmienić się obsada?

- To chyba dobry pomysł, choć przykry, bo przywiązałam się do postaci.

Gdy po zmianie Danuty Stenki z pierwszego filmu na Grażynę Wolszczak w drugim narzekano, to po kolejnej będzie się może mówić, że tak miało być.

- Może coś kieruje nami oprócz chęci? Ktoś lub coś się nami opiekuje i dopiero po jakimś czasie widać, że wybraliśmy słusznie.

Czy do ekranizacji ma pani podobny stosunek emocjonalny, jak do książek?

- Nie, bo książkę piszę sama. I nikt nie ma wglądu, oprócz wspólniczki, która każe mi wyrzucić rozdział, co wybaczam jej już po sześciu tygodniach. Film nie ja reżyseruję, nie ja gram. Mam nadzieję, że "Osobowość ćmy", która ma być ekranizowana, będzie moim własnoręcznie urodzonym dzieckiem. Jeszcze nie wiem, jak to się stanie.

Pomimo różnych rzeczy, które pani w życiu robiła, pisanie przyszło chyba w sposób naturalny. Czy to jest to, co chce pani robić do końca życia?

- Na pewno chcę pisać do końca życia i chciałam pisać od początku życia. Przez wszystkie te różne zawody dostawałam po łbie. A człowiek dostając po łbie może albo się z tego cieszyć, bo zasób jego doświadczeń się zwiększa, albo się smucić, że nie jest od razu dyrektorem. Więc wybieram wersję pierwszą. Myślę, że dobrze się stało, że nie było łatwo, że oblałam maturę z chemii i fizyki, pracowałam w szpitalu, by zdobyć punkty na medycynę. Tam dostałam ostrą szkołę, może nawet trochę za wcześnie, ale to zaowocuje. Jak już będę bardzo dobrze pisać.

Ma pani pragnienie, by jako autorka spróbować innego gatunku, choćby fantastyki?

- Nie. Do science fiction akurat nie mam serca. Mogę je oczywiście czytać, bo moją ulubioną lekturą w młodości były znakomite tomy opowiadań "Kroki w nieznane". Nie umiałabym sobie wyobrazić ludzika, mogę sobie wyobrazić anioła. Ale nie ukrywam, że ciągnie mnie do kryminału, ale nie takiego, że ktoś wydłubał komuś oczy. Raczej by tam się pojawiło, jak się ludzie nie mogli spotkać.

Czy sukces pozwala spełniać marzenia, te finansowe też?

- Pieniądze pomagają spełniać marzenia. Bo mogę mieć samochód, którego przez 43 lata nie miałam. Mam dom, a nie miałam nawet mieszkania. Mogę sobie kupić buty, na które mnie nie było stać. Więc w tym sensie spełnia. Ale nic poza tym i to jest smutne. Co z tego, że mogę sobie polecieć, gdzie chcę, skoro boję się latać. Miałam ojca ciężko chorego na raka i mogłam mu załatwić leczenie w dowolnej klinice na świecie. Nie miało to znaczenia, te same lekarstwa były tutaj. Nic się nie dało zrobić.

Wróćmy do książki. Mimo etykietki literatury feministycznej nie stawia pani mężczyzn i kobiet w opozycji, tylko nawet chyba lubi facetów.

- Fajnie. Dobrze, że pan tak myśli, bo ja tak czuję.

Za co można kochać mężczyzn?

- Absolutnie za wszystko. Za to, że jak widzi spadającą gwiazdę, to mówi "aha" (śmiech). Ponieważ to ciekawe, że ktoś może traktować świat w sposób tak prosty, wyjaśniający. Coś, co można wyjaśnić, nie powoduje strachu. Niech pan zapyta kobietę, która nigdy nie zmieniała koła w aucie, jak jest sparaliżowana, podczas gdy obok jest facet, który ma obie ręce złamane i mówi spokojnie: tu lewarek, podłóż, odkręć, nie idzie, poczekaj, kopnę nakrętkę. Natychmiast strach likwiduje.

Myślę, że faceci są taką połową ludzkości, która przy swojej wrażliwości - a byłam na grupach terapeutycznych i wiem, że mężczyźni są też wrażliwi - inaczej to okazują. Ale też i dużo łatwiej ich przez to zranić, no, bo babę jak się zrani, to płacze, krzyczy, a facet nic nie będzie robił, czyli można go trafić bardziej i jeszcze bardziej...

Ale jak się wtedy odwinie...!

- Najczęściej to się odwija na pięcie i odchodzi, miast rzec: to boli. Ale jest kawałkiem czegoś stałego, na co można liczyć. Kobieta jest wodą, mężczyzna brzegiem.

Najfajniejsze jest to, że się różnimy. A mam wrażenie, że się z tym walczy...

- Rozumiem walkę kobiet o ich prawa, natomiast nie może się odbywać kosztem mężczyzn. Bo to jest tak, jak byśmy chciały sobie doprawić penisy, poobcinać piersi, kazać rodzić dzieci mężczyznom. Równość polega na uznaniu różnic i na tym, żeby rzeczywiście pomóc kobiecie zajść w ciążę, wychowywać dziecko, a jeśli chce przy okazji robić karierę, spróbować jej to ułatwić.

Natomiast nie wolno zabierać miejsca należnego mężczyznom, tak samo jak wy nie powinniście zabierać miejsca, które nam się należy. Feminizm traktuje się w sposób stereotypowy: chciałaś równych praw, to ci drzwi nie otworzę, to 25-kilowy worek cementu sama podnieś.

A może to jest jak z wahadłem zegara. Najpierw było wychylone w jedną stronę, teraz w drugą, i musi się po prostu wyrównać.

- Też tak myślę. Dlatego kobiety wrzeszczą, że za długo były po tamtej stronie i niech sobie powrzeszczą. Ale jak kobieta krzyczy, znaczy, że histeryczka, a jak mężczyzna krzyczy, to ma powód. Jak kobieta nie chce iść do łóżka, to zimna suka, jak chce, to rozwiązła dziwka. A jeżeli mężczyzna nie chce iść do łóżka, to jest porządny i płacze po innej kobiecie, jeżeli chce, to macho.

Nie do końca się zgodzę, bo myślę, że teraz jest przegięcie w drugą stronę i od mężczyzn się wymaga, by się musieli ciągle sprawdzać.

- Nie musicie być bez przerwy fizycznie gotowi. Nie dawajcie się na to nabrać.

A chciałaby pani być przez kilka dni mężczyzną?

- Mogłabym (śmiech). Ale nie dłużej niż tydzień. Pamiętam, jak mój przyjaciel kiedyś powiedział: ale wy macie dobrze, bo możecie się puszczać z każdym. A ja mu na to: jak ja bym była facetem, to bym dopiero poszalała.

A będąc wcześniej kobietą, wiedziałaby pani, jak kobiety uwodzić...

- Mmmm... strasznym bym była facetem.

Czy z powodu pani książek często zwracają się do pani ludzie po porady miłosne?

- Bywa, że po spotkaniach autorskich zostają dwie osoby, które mają armatę i jak walną, to na strzępy. To sprawy, z którymi sobie nie radzą. Jak odkrycie, że mąż jest gejem albo że kobieta żyjąca w szczęśliwym związku pokłóciła się z mężem i ten jeden, jedyny na osiem lat raz przespała z przyjacielem. I zaszła w ciążę, w którą nie mogła zajść z mężem. Na ogół odsyłam do dobrych terapeutów. Ale wpisy w książkach, o jakie ludzie proszą, są niezwykłe. Raz chłopak chciał, bym napisała: "Moniko, wysłuchaj go choć przez pięć minut, w imieniu Darka - Katarzyna Grochola".

Bo chyba ludzie czasem myślą, że pisarze wiedzą wszystko?

- Nic nie wiedzą. Może Lem wiedział, ja nie.

Nad czym pani teraz pracuje?

- Nad powieścią, która będzie inna niż poprzednie i bardzo ważna. Dla mnie z pewnością. Oczywiście o miłości. Ale nie romansie, tylko miłości głębiej pojętej.

Rozmawiał Dariusz Pawłowski

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.