Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10385 miejsce

Daniel Domaradzki - rzeźbiarz i... położnik

Świątki na podwórku, a w każdym kącie mieszkania rzeźby, maski i inne cuda wydłubane z drewna. Po latach wędrówki Daniel Domaradzki wraz z rodziną w Godowie na Śląsku znalazł swoje miejsce i wielką pasję.

Rzeźba prawie 3-metrowego Świątka przewędtowała z Domaradzkimi pół Polski. / Fot. Małgorzata SarapkiewiczStojąca na wjeździe do posesji duża rzeźba jest jak drogowskaz prowadzący do domu Daniela i Izabeli Domaradzkich w Godowie. Nie sposób nie trafić. W głębi podwórka napotkać można kolejne rzeźby, ozdobne donice, stylowy płot ze słupkami, ze szczytu których patrzą twarze świątków. Nawet pies ma stylową budę na wzór góralskiej chaty. Wszystko to dzieło rąk głowy rodziny Daniela Domaradzkiego. I choć jego wykształcenie ze sztuką ma niewiele wspólnego, jest na czym zawiesić oko. Domaradzki z zawodu jest mechanikiem, ale pracuje w kopalni. Po powrocie do domu oddaje się swojemu wielkiemu hobby jakim jest rzeźbiarstwo.

Zaczęło się od Diabła


Ogrodnik to prawidziwa ozdoba ogrodu Domaradzkich. / Fot. Małgorzata SarapkiewiczDo Godowa na Śląsk Domaradzcy przywędrowali z Bieszczadów 9 lat temu. Od tego czasu zaczęła się wielka przygoda pana Daniela z drzewem i dłutami. Rzeźbił wprawdzie już wcześniej, ale jak mówi „tak bardziej od święta”. Jednak sentyment do pierwszych dzieł pozostał, bo kilka z nich przewędrowało z rodziną spory kawałek Polski. Zabierali je z sobą wszędzie tam, gdzie się przeprowadzali. -To taka nasza wizytówka -mówią małżonkowie.
Domaradzki pochodzi z Bieszczad, stąd jego zamiłowanie do sztuki ludowej. -Świątków, figurek i rzeczy w stylu ludowym. W nowoczesnej sztuce nie czuję się dobrze - mówi. Nigdy poważnie nie myślał o rzeźbiarstwie. Zaczęło się przypadkiem, w czasie jedynych ze świąt spędzanych w Bieszczadach u rodziców Domaradzkiego. Od żony i... diabła. -Teść, który jest rzeźbiarzem dał szwagierce pięknego diabła. Też chciałam taką rzeźbę, ale usłyszałam -niech ci Daniel zrobi, to nic trudnego -wspomina Iza Domaradzka. Zaczęła więc suszyć mężowi głowę. - W końcu wziąłem drzewo, nóż, usiadłem i zacząłem dłubać. Wystrugałem boksera... naszego psa. Zrobiłem go na zasadzie „to nie może być trudne, jak inni potrafią to ja też”. Potem była twarz ludka w czapeczce i choć może „toto” do krasnoludka było mało podobne, ale zaczęło mi się podobało. A potem, jakoś samo poszło - opowiada pan Daniel.

Kawałek Bieszczadów na Śląsku


Na wiosnę Domaradzki struga żonie piękne donice. / Fot. Małgorzata SarapkiewiczRzeźbienie zaczęło go wciągać. Kupił specjalne dłuta, w szopie na podwórku zrobił warsztat. Ile w ciągu tych 9 lat zrobił rzeźb? - Pokaźną kolekcję. Na sztuki trudno policzyć, łatwiej byłoby na tony. Kilka ładnych ton by się uzbierało - mówi. Swoje rzeźby rozdawał i rozdaje -sąsiadom oraz znajomym. Wszystkim, którym się podobają. Kiedy jednak żona zaczęła marudzić, że obcy mają jego rzeźby, a oni nie, zaczął więcej robić dla siebie. - Zawsze marzyłem, że jak już będę miał swój dom, to na działce przy domu staną moje rzeźby, a wszystko otoczy własnoręcznie rzeźbiony płot. Taki mój mały świat - kawałek Bieszczadów na Śląsku - mówi. To marzenie już zaczął realizować.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Małgosiu, bardzo dobrze, że wyciągnęłaś tego artystę na szerszą... światową arenę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bieszczadzkie biesy, Bieszczadzkie anioły ....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Każda pasja jest na wagę złota!! Gratulację dla artysty i autorki artykułu:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.