Facebook Google+ Twitter

Danielu, co Ty naprawdę kombinujesz?

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2009-03-30 23:03

30 lat temu Daniel Ortega kierował rewolucją, która obaliła autokratyczną dynastię Somozy. Dzisiaj, będąc drugi raz prezydentem Nikaragui, zaczyna zachowywać się jak ludzie, przeciwko którym kiedyś walczył. Przynajmniej według Amerykanów.


Gdy Wuj Sam cię nie lubi…

Zapis historii zaangażowania Stanów Zjednoczonych w sprawy wewnętrzne państw latynoamerykańskich mógłby zapełnić dziesiątki kronik kryminalnych. "Chroniąc” i "zabezpieczając” swoje interesy w tej części świata Amerykanie wspierali militarne prawicowe rządy, sponsorowali kontrrewolucyjne partyzantki i kontrolowali znaczną część przedsiębiorstw w Ameryce Południowej. Dla wielu Latynosów USA była tym, czym ZSRR dla mieszkańców Europy Wschodniej. Nikaragua mogła przekonać się o tym w wyjątkowo dotkliwy sposób.

Pod koniec lat 70. rząd Cartera cofnął swoje poparcie dla Somozy, jednak Amerykanie nie chcieli, aby został on zastąpiony przez rząd lewicowy. FSLN, ze swoją polityką nacjonalizacji majątków przedstawicieli byłego reżimu i części przedsiębiorstw (aczkolwiek za rekompensatą), bliskimi kontaktami z Kubą i Europą Wschodnią oraz socjalistyczną retoryką, został więc uznany za zagrożenie. Rząd USA obawiał się, że przykład nikaraguańskiej rewolucji może zainspirować podobne ruchy w sąsiednich krajach. Gabinet Ortegi oskarżany był ponadto o wspieranie antyrządowych bojówek FLMN w Salwadorze. Nawet jeśli faktycznie miało to miejsce, asysta słabiutkiej Nikaragui nie mogła mieć większego znaczenia przy wojskowej pomocy, jaką Stany udzielały rządowi w San Salvadorze.

Stanowisko nowej administracji Ronalda Reagana było jednoznaczne – Sandiniści muszą zostać odsunięci od władzy za wszelką cenę. USA nałożyło na Nikaraguę embargo ekonomiczne i izolowało kraj na arenie międzynarodowej. Od 1981 roku CIA i inne firmy pośredniczące przekazywały pieniądze i organizowały szkolenia dla bojówek Contras (od hiszp. contrarevolucionario). W skład tych oddziałów wchodzili byli żołnierze somozowskiej Gwardii Narodowej, byli członkowie FSLN, którzy z powodów ideologicznych opuścili organizację w latach 70., przedstawiciele mniejszości Indian Miskito, jak i pospolici kryminaliści. Strategicznym celem Contras było odsunięcie od władzy Sandinistów, jednak taktyka, jaką obrali, polegała głównie na atakowaniu ludności cywilnej. Chcieli przez to zmusić Nikaraguańczyków do odwrócenia się od FSLN, gdyż dominacja tej partii oznaczała, że Contras nie zrezygnują ze swojego terroru. Partyzanci, ukrywający się na terenie Kostaryki i Hondurasu, byli niewiarygodnie brutalni. Przeprowadzali czystki etniczne i kampanie gwałtu, porywali ludzi, palili wioski i niszczyli obiekty takie jak szkoły i szpitale.

Walka z rebeliantami, którzy zamiast atakować wojsko nękają cywili, jest bardzo trudna. Gdy już dochodziło do bezpośrednich starć, sfrustrowani żołnierze także zachowywali się bardzo brutalnie, dochodziło do aktów pacyfikacji osad przychylnych kontrrewolucjonistom, szczególnie indiańskich; egzekucji bez wyroku i tortur. Mimo że brutalność armii była nieporównywalnie mniejsza niż wspieranych przez USA Contras, każda akcja wojsk rządowych była nagłaśniana przez amerykańskie media niemal jako akt ludobójstwa i dowód na dyktatorskie zapędy Ortegi.
M.S.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.