Facebook Google+ Twitter

„Dante 01” - francuski przerost formy nad treścią

Marco Caro, współtwórca czarnej komedii „Delicatessen” oraz mrocznego „Miasta Zaginionych Dzieci”, powraca z nowym filmem - „Dante 01”, łącząc w nim mitologię, religię i fantastykę. Czy udanie? Moim zdaniem - nie.

Plakat kinowy / Fot. Fotm. materiały prasoweRozgrywająca się w odległej przyszłości historia opowiada o grupie skazańców, poddawanych dziwnym eksperymentom w więzieniu znajdującym się na orbicie bliżej niezidentyfikowanej planety. Nie godząc się ze swoim losem, pod przewodnictwem demonicznego Cezara, postanawiają uciec z ośrodka wykorzystując do tego najbliższy transport. Jednak ich plany komplikuje przybycie na stację nowego, tajemniczego więźnia - św. Jerzego (Lambert Wilson).

Marco Caro miał plan stworzenia filmu pełnego symboliki oraz odwołań do literatury, mitologii i religii. Jednym słowem chciał stworzyć dzieło ambitne, zmuszające widza do refleksji. Pomysł, trzeba przyznać iście heroiczny i szlachetny, zwłaszcza w dobie zalewającej ekrany kin bezmyślnej tandety. I wszystko byłoby w porządku gdyby nie brak umiaru i jasnej koncepcji jeśli chodzi o konstrukcję warstwy scenariuszowej. Chęć upchnięcia przez reżysera tylu nie pasujących do siebie pomysłów w jednym filmie pozostanie dla mnie niezrozumiałą tajemnicą. Czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby skupienie się na jednym wątku mitologicznym (religijnym) a nie wrzucanie ich wszystkich razem do jednego wora? W rezultacie takiego działania przez ekran przewijają się postacie takie jak Św. Jerzy, Atilla, Budda, Persefona, Rasputin i Charon.

Żeby było jeszcze ciekawiej, sceny nawiązujące do powtórnego przyjścia Chrystusa i zbawienia świata (ostatnie sceny) przeplatają się z alegoriami dotyczącymi „Boskiej Komedii” Dantego. Po takim koktajlu mitologiczno - religijnym widz zamiast oddać się rozmyślaniu na tematy egzystencjalne ma kompletny mętlik (jeśli nie pustkę) w głowie. Jeśli ten film miał stanowić inteligentne połączenie religii i science fiction, to zbyt wiele jest w nim przypadkowych lub wręcz prostackich alegorii (więzień imieniem Moloch – zgadnijcie jak wygląda?) oraz niepotrzebnych i nielogicznych scen.

Sceny – te na szczęście prezentują się znacznie lepiej niż warstwa merytoryczna filmu. Każdemu, komu spodobała się stylistyka „Delicatessen” czy „Miasta Zagubionych Dzieci”, oglądając „Dante 01” będzie czuł się jak u siebie w domu. Atmosfera jest mroczna, przytłaczająca i gęsta (przywołuje na myśl kultowy „Cube”). Ujęcia i kadry oddają klaustrofobiczny klimat ciasnych korytarzy i pomieszczeń więziennego ośrodka, potęgując efekt zagubienia i wyobcowania bohaterów. Zastosowane ujęcia z ręki, w połączeniu z ciekawymi efektami wizualnymi, ukazujące świat z perspektywy tracącego zmysły św. Jerzego, wypadają bardzo sugestywnie i oddają w pełni stan jego rozbitego umysłu. Stronę wizualną wspomagają także bardzo dobre efekty dźwiękowe i potęgująca klimat tajemniczości muzyka.

Mimo tych plusów, po obejrzeniu tego filmu miałem mieszane uczucia. Z jednej strony mamy mnóstwo symboliki i odwołań do mitologii i religii, z których, niestety, nie można ułożyć jednolitego obrazu; z drugiej strony dostajemy bardzo dobrze zrealizowaną, mroczną i sugestywną, pasującą do twardego science fiction oprawę audio-wizualną. Niestety „Dante 01” padł ofiarą syndromu zwanego „przerost formy nad treścią” – a szkoda, bo gdyby dopracować scenariusz, mielibyśmy bardzo ciekawy film fantastyczny.

Zapewne fani science fiction obejrzą ten film (na bezrybiu i rak ryba?), niestety w tym fantastyczno-religijnym miszmaszu zbyt wiele jest przypadkowości i niedopowiedzeń, by móc polecić go przeciętnemu widzowi. Gdybyście się jednak zdecydowali, pamiętajcie - zostaliście ostrzeżeni.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.