Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

70015 miejsce

Dantejskie sceny na Łazienkowskiej!

Do niecodziennych wydarzeń doszło wczoraj na meczu 12. kolejki ekstraklasy pomiędzy Legią Warszawa a Ruchem Chorzów. Niestety nie po raz pierwszy wydarzenia sportowe zeszły na drugi plan.

 / Fot. screen legialive.plWszystko za sprawą kilku incydentów, które miały miejsce na trybunach jak i w późniejszym etapie pod stadionem. Ale od początku. Konfrontację Legii z Ruchem miała poprzedzić uroczystość oddania hołdu minutą ciszy zmarłemu wczoraj członkowi i współzałożycielowi grupy ITI - Januszowi Wejhertowi. Gdy spiker przekazał tę informację, „gniazdowy” wyraził swoje prywatne zdanie na ten temat, i wezwał kibiców do bojkotu.

Prowadzący doping uznał, iż wina leży po stronie zarządu, który kilka miesięcy temu odmówił podobnego oddania czci jednemu z kibiców. Ostatecznie wspomniana minuta ciszy nie odbyła się, a gdy piłkarze wychodzili na boisko „gniazdowy” zaintonował głośne - „jeszcze jeden” co szybko podchwyciła większość widowni. Nic nie zapowiadało dalszego przebiegu wydarzeń.

Wodzirej kibiców Legii prowadził doping, a kibice godnie wspierali swoich ulubieńców. Niestety nie na długo. Dosłownie po kilku minutach od pierwszego gwizdka na trybunę przed krytą weszło kilku ochroniarzy, którzy siłą starali się usunąć „Starucha” z sektora. W tej samej chwili w stronę ochroniarzy poleciało kilka krzesełek, i innych przedmiotów podręcznych.

Podczas gdy Legia zdobyła pierwszą bramkę na trybunach zamiast owacji słychać było głośne „ITI s…j” oraz „precz z komuną”. Ostatecznie po użyciu gazu łzawiącego sytuacja się uspokoiła, a prowadzący doping został wyprowadzony.

Jakby tego było mało część kibiców dała wyraz swojemu rozgoryczeniu opuszczając stadion, niektórzy wyrzucając na boisko swoje karty kibica. Część z nich pozostała jeszcze pod murami stadionu gdzie zostali ponoć potraktowani tym razem przez policję - gazem łzawiącym. Po meczu policja została poinformowana o pobiciu przez ochroniarzy jednego z pracowników służby medycznej.

Wydarzenia z trybun komentuje rzecznik KP Legia - Michał Kocięba: "Wszyscy widzieliśmy co się działo na początku spotkania. To jest skandal. Zachowania podjęte przez ochronę było adekwatne do sytuacji".

Według członków zarządu klubu, skandowane na początku meczu słowa „jeszcze jeden” miały być życzeniem śmierci pod adresem nie lubianego przez część kibiców Mariusza Waltera. Czy jednak rzeczywiście prowadzący doping miał zamiar w tak drastyczny sposób wyrazić swoją niechęć do właścicieli? Czy może jest to nadinterpretacja?

W Polsce kodeks karny definiuje złamanie wolności słowa poprzez znieważenie, pomówienie czy zniesławienie tak więc z prawnego punktu widzenia ciężko potraktować okrzyk „Starucha” jako złamanie prawa. Tak więc wypada się zastanowić czy akcja ochrony była przeprowadzona legalnie? Oto pytania, które stawiają sobie dziś kibice Warszawskiej Legii, wśród których zdania co do racji są podzielone. Zakładając, że wersja KP Legia jest wersją prawdziwą, i „gniazdowy” chciał obrazić właściciela klubu, nie zmienia faktu, iż interwencja ochrony była zbyt brutalna.

W całej sprawie pewne jest tylko jedno. Jest to największy skandal w Legii od czasów akcji „widelec”, a całe zamieszanie na pewno nie ominie sądowej wokandy.

Więcej szczegółów na legialive.pl

Zapraszam do dyskusji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Artykuł ok, tylko jedna sprawa - Staruch nie nawoływał do skandowania "jeszcze jeden", powiedział, że to jest jego prywatna inicjatywa.
fakt faktem to największy skandal .. :(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.