Człowiek realizujący swoje pasje potrafi stać się autorytetem młodych ludzi. Tak jest w przypadku muzyka Dariusza Proszaka - założyciela zespołu muzycznego „Orffa”.
Czy bliscy, np. z czasów studiów lub dzieciństwa, mieli wpływ na pana obecną drogę zawodową? Jeśli tak, to kto i w jaki sposób?
- W okresie studiów poznałem wielu ciekawych ludzi, którzy mieli ogromne doświadczenie, to właśnie im zawdzięczam moją zdobytą wiedzę. Takim czołowym mentorem okazał się prof. Feliks Flis. Kolejnymi osobami - wszystkim znanymi- byli Janusz Kazimierczak i Leszek Woszczyński. Pierwszy z nich prowadził „Wesoły autobus”, znaną i lubianą audycję radiową. Drugi był założycielem Zespołu Pieśni i Tańca „Anilana”. Do dzisiaj są to osoby z ogromną charyzmą. Myślę, że nie tylko na mnie wywarli oni ogromny wpływ. Nie mógłbym nie wspomnieć tu o moim ojcu. Człowiek ten rozbudził we mnie pasję i dzięki niemu obrałem tę właśnie drogę.
Jakie, prócz zespołu „Orffa”, są inne formy artystyczne, w których młodzi ludzie mogą się realizować pod pańskim kierownictwem?
- Prócz zespołu „Orffa”, współpracuję również z Zespołem Pieśni i Tańca „Anilana”. Jego siedzibą jest Widzewski Dom Kultury. Ale to nie jedyne zajęcia w tym miejscu. Prowadzę tam zajęcia wokalne przeznaczone dla najmłodszych dzieci.
Kolejnym moim oczkiem w głowie jest szkoła baletowa. I tu można zacząć mówić o tańcu przez wielkie „T”.
Na przestrzeni ćwierć wieku Pan i pana podopieczni mieli szansę zwiedzić dużą część świata. Gdzie udało Wam się wystąpić?
- Były to koncerty w kraju i za granicą. Odwiedziliśmy między innymi Anglię, Francję, Niemcy, Belgię, Algierię, Izrael i Koreę. No i oczywiście Włochy, z którymi wiąże się niesamowita przygoda! Podczas naszej podróży mieliśmy awarię silnika. Proszę sobie wyobrazić, ogromny stres i rozpacz, że nie dotrzemy na czas. Ale ku naszemu zdziwieniu, przejeżdżał autokar, którego kierowca poinformował o naszym wypadku i przysłał wsparcie. Z wielogodzinnym, opóźnieniem dotarliśmy do Włoch i do samego ich serca, Rzymu. Mieliśmy w planach występy na Placu św. Piotra w Watykanie. Jednym z widzów był sam Jan Paweł II, który był zachwycony naszym występem i postanowił zaszczycić nas swoją obecnością.