Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

17252 miejsce

David Bowie zapewnił sobie nieśmiertelność. Ostatni album wokalisty jest jednym z najlepszych w jego karierze

Można mieć pewność, że twórczość Davida Bowiego będzie nadal zachwycać i inspirować. To forma nieśmiertelności, na jaką zasługują tylko najwięksi artyści. Kilka dni przed śmiercią trafił na rynek - jak się okazało - ostatni album muzyka pt. "Blackstar".

 / Fot. Stephen Chernin/AP Photo (aip)David Bowie zmarł w niedzielę, 10.01.2016 r. wieczorem po trwającej od ok. półtora roku chorobie nowotworowej. Stało się to w dwa dni po jego 69-tych urodzinach i wydaniu ostatniego w jego dorobku albumu studyjnego "Blackstar". Odszedł jeden z największych artystów w całych dziejach muzyki popularnej, jeden tych, którzy podnieśli rocka do rangi sztuki.

Pozostała po nim wspaniała, powstała na przestrzeni blisko pięćdziesięciu lat, dyskografia i kilka ról filmowych. Można mieć pewność, że ta twórczość będzie nadal zachwycać i inspirować. To forma nieśmiertelności, na jaką zasługują tylko najwięksi.

David Bowie przerwał karierę w połowie poprzedniej dekady. Trzy lata temu powrócił. „Blackstar” jest jego drugą płytą z późnego okresu. Płyta oficjalnie ukazała się 8 stycznia, czyli w 69 urodziny Davida. Że będzie udana, właściwie było wiadomo na długo przed premierą. Znany był już tytułowy singiel, a w ubiegłym roku w nieco innych wersjach niż te zamieszczone na „Blackstar” pojawiły się jeszcze dwie kompozycje. Mimo to całość zaskakuje swoim poziomem i już została przez krytyków muzycznych zaliczona do grona najlepszych płyt w całym dorobku mistrza.

Bowie zapowiadał w ubiegłym roku, że jego nowe dokonanie będzie inspirowane jazzem. I tu nie minął się z prawdą, choć „Blackstar” nie jest płytą jazzową, w każdym razie nie czysto jazzową. W przeciwieństwie od większości innych brytyjskich twórców rockowych, którzy debiutowali w latach 60., Bowie nie wyrósł z muzyki skiffle, czyli mieszanki folku miejskiego z rock & rollem, ani z bluesa, ale od lat nastoletnich pasjonował się z jazzem. Opanował nawet umiejętność gry na saksofonie, nie do tego stopnia jednak, by grać na nim zawodowo. Stał się więc tym, kim jest, czyli wybitnym wokalistą i kompozytorem, możemy więc mówić o szczęściu.

Tworzący nowy zespół Bowiego muzycy to wzięci nowojorscy jazzmani. Saksofonista Donny McCaslin, gitarzysta Ben Monder, klawiszowiec Jason Linder i perkusista Mark Guiliana są artystami o otwartych umysłach, potrafią więc umiejętnie balansować pomiędzy stylistykami rocka, jazzu i eksperymentalnego popu i umożliwiają liderowi ułożenie wszystkich tych inspiracji w nowym porządku. Głos Bowiego, płytki i o wiele mniej donośny niż kiedyś, znakomicie nadaje się do tej gry ze schematami z jego wcześniejszej twórczości.

Najmocniejsze punkty całości trwającej niewiele ponad 40 minut to, oprócz wspomnianego „Blackstar”, „Lazarus” z ubiegłorocznego spektaklu teatralnego o tym samym tytule, dynamiczny „Sue”, wstrząsający „Girl Loves Me” i dwa ironiczne numery zamykające krążek - „Dollar Days” i „I Can’t Give Everything Away”, w którym David śpiewa: „Widzieć więcej i czuć mniej/ Mówić „nie”, lecz myśleć „tak”/ O to tylko mi chodziło/ Taką wiadomość wam ślę”. Odkrywa karty czy znów kpi ze słuchaczy? Prawdopodobnie i jedno, i drugie. Nikt nigdy nie robił tego lepiej i długo jeszcze nie będzie. Dlatego David Bowie jest niezastąpiony.

Tomasz Rozwadowski (aip)


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.