Pozycja materiału w rankingach:
Legendarny muzyk zagra 26 sierpnia. Koncert odbędzie się ramach obchodów 26. rocznicy powstania Solidarności. Organizatorz spodziewają się do 100 tys. widzów. Koncert odbędzie się pod hasłem "Zaczęło się w Gdańsku - Przestrzeń Wolności".
W 1987 roku zespół Pink Floyd wkroczył do studia, by przygotować swój trzynasty album. Dla Davida Gilmoura nie była to po prostu kolejna sesja nagraniowa. Po blisko 20 latach występów we Floydach przyszło mu wziąć wyłącznie na siebie ciężar odpowiedzialności za całość poczynań zespołu. Oczekiwania fanów i krytyki były ogromne. I był też ktoś, kto z całych sił zaciskał kciuki, żeby przedsięwzięcie okazało się niewypałem. To Roger Waters, autor większości repertuaru grupy i wszystkich tekstów. Człowiek, który uwierzył, że Pink Floyd to on i dlatego spodziewał się, że jego odejście będzie końcem zespołu.
Choć skład Pink Floyd był wyjątkowo stabilny w porównaniu z ciągłymi roszadami, jakie miały miejsce w innych grupach, zespół kilkakrotnie przechodził poważne przeobrażenia, a każdy ruch personalny oznaczał właściwie trzęsienie ziemi. Zaczynali w szalonym swingującym Londynie połowy lat 60. Pink Floyd należał do najbardziej „odjechanego” nurtu tamtejszej sceny muzycznej – psychodelii. Ale też zapłacił wysoką cenę za ową, nie tylko muzyczną, podróż w głąb świadomości.
W tamtym czasie najważniejszą postacią w Pink Floyd był Syd Barrett – gitarzysta, wokalista, autor niemal wszystkich piosenek, pomysłodawca jego nazwy i wreszcie spiritus movens całego przedsięwzięcia (zmarły przed trzema tygodniami). Nieokiełznaną wyobraźnię Syd podkręcał popularnymi wówczas środkami halucynogennymi. Trudno powiedzieć, czy psychiczna choroba była rezultatem zażywania środków psychotropowych, czy też tylko przyspieszyły one jej rozwój. Grunt, że tuż po nagraniu debiutanckiej płyty zespół praktycznie stracił lidera. Barrett, jeśli w ogóle docierał na koncerty i miał akurat ze sobą gitarę to albo grał coś bez ładu i składu, albo potrafił stać przez cały występ z opuszczonymi rękami. Pozostali muzycy: Roger Waters, Richard Wright i Nick Mason doszli do wniosku, że dalej tak się nie da pracować i znaleźli następcę Barretta. Był nim właśnie David Gilmour.
Gilmour od początku znalazł się więc w sytuacji niezręcznej. Szczególnie że z odejściem Barretta nie potrafili się pogodzić zarówno ówcześni menedżerowie zespołu, jak i spora część fanów, niezdająca sobie sprawy z jego stanu. Motyw wyrzutów sumienia w stosunku do usuniętego kolegi jeszcze długo powracał w ich piosenkach. Być może wpłynął też na wzajemne relacje wewnątrz zespołu. W tym czasie muzycy dzielili się po równo odpowiedzialnością za jego artystyczne oblicze. W epoce gitarowych herosów, supersamczych wokalistów i „zwierzaków” za perkusją, taka kolektywność, a nawet pewna anonimowość członków Pink Floyd, była czymś niezwykłym. Również w tekstach ich piosenek zwraca uwagę fakt, że bardzo często pisane były one w drugiej osobie (co w angielskim może czasem być odpowiednikiem formy bezosobowej) – tak, by zasugerować słuchaczowi, że śpiewają nie tyle o sobie, co właśnie o nim.
Album „Wish You Were Here” z 1975 r. miał okazać się ostatnim klasycznym albumem Floydów. Punkowa rewolucja, która ogarnęła Londyn, a potem cały świat, skierowana była właśnie przeciwko takim dinozaurom, jak oni. Podobno starający się o przyjęcie do Sex Pistols Johnny Rotten zgłosił się na przesłuchanie w koszulce z ręcznie wymalowanym napisem: „Nienawidzę Pink Floyd”. Natomiast Bob Geldof, w owym czasie lider punkowej formacji Bomtown Rats, długo zastanawiał się, czy przyjąć główną rolę w filmie „The Wall” według płyty Floydów, bo mieć z nimi coś wspólnego to był w tym środowisku duży obciach.
Druga połowa lat 70. i początek następnej dekady to także okres całkowitego przejęcia kontroli nad zespołem Pink Floyd przez Rogera Watersa. Narzucił im nowy – nieco histeryczny – styl, nowy repertuar z piosenkami niemal pozbawionymi melodii, przegadanymi i raczej wykrzykiwanymi niż śpiewanymi. Teksty kręciły się wokół obsesji związanych z utratą ojca we wczesnym dzieciństwie, młodzieńczym nieprzystosowaniem w szkole, kryzysem małżeńskim w wieku dojrzałym oraz sytuacji artysty, niemogącego nawiązać autentycznego kontaktu z odbiorcami jego sztuki. Tematy te powracały z intensywnością, która może sugerować paranoję.
W końcu Waters uznał, że stary szyld nie jest mu do niczego potrzebny i ogłosił, że więcej pod tą nazwą pracować nie będzie. Nie spodziewał się, że ktokolwiek inny może się poważyć na kontynuację działalności Floydów. A jednak Gilmourowi się udało, z niewielką pomocą Masona i Wrighta. Odrodzony Pink Floyd niczego rewolucyjnego już wprawdzie nie pokazał, ale moda na klasycznego rocka, jaka powróciła na początku lat 90. wywindowała frekwencję na koncertach i sprzedaż płyt.Tymczasem niespodziewanie wrócił do gry Roger Waters, który wcześniej odsądzał kolegów od czci i wiary, procesował się z nimi, a nawet wynajmował dziennikarzy, żeby wyszukiwali kompromitujące ich informacje. Waters mówił w tym roku w wywiadzie dla „Gazety Poznańskiej”, że proponował Gilmourowi odnowienie współpracy pod szyldem Pink Floyd. Ten jednak odmówił. Być może fakt, że Gilmour nagrywa i koncertuje pod własnym nazwiskiem, a nie jako Pink Floyd, jest swoistym kamuflażem, mającym pozwolić na utrzymanie Watersa z dala od całej imprezy. Bowiem program koncertów, z jakimi Gilmour od wiosny jeździ po świecie, i jaki najprawdopodobniej przedstawi w Gdańsku, nie pozostawia wątpliwości: najpierw materiał z nowej płyty, a potem „the best of Pink Floyd”, w najlepszym dostępnym obecnie na żywo wykonaniu. A co, jeśli do Gdańska zawita Roger Waters, który dzień wcześniej w Poznaniu uczestniczyć będzie w premierze swojej opery „Ca Ira”? Tym bardziej warto przyjść do stoczni 26 sierpnia.
The Beatles
Zobacz także:
Sortuj komentarze:
majk wodzirej 07.08.2006 14:58
CIEKAWY ARTYKUL. DLA WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH POLECAM KONKURS GDZIE MOZNA WYGRAC BILETY NA KONCERT DAVIDA GILMOURA W GDANSKU: http://www.infomusic.pl/konkursy.php?sonda_id=47
Wojciech Janiszewski 06.08.2006 13:08
Warto być to jest legenda rocka polecam
5. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie oraz 80. urodziny Wojciecha Kilara. Relacja
(odsłon: +427)