Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

20825 miejsce

Dawałem matołom wyższe wykształcenie

  • Źródło: Express Ilustrowany
  • Data dodania: 2006-11-24 08:34

– Dwa lata byłem murzynem – tak mówi absolwent wydziału filologicznego łódzkiej wyższej uczelni. – Na początku czułem się jak szmata, ale szybko mi przeszło. Brałem wszystko: magisterki, prace licencjackie i semestralne... Rocznie w komputer wklepywałem ponad trzydzieści dzieł. Nawet jeden doktorat mi się trafił. I właśnie na nim się poślizgnąłem...

fot. Express IlustrowanyZamiast godzinami ślęczeć nad książkami w bibliotece uniwersyteckiej, wielu studentów wybiera znacznie łatwiejszy, choć droższy sposób na zdobycie pracy naukowej - zamawiając ją u murzyna.

Niemoralna propozycja


Niedawno upieczony doktor habilitowany zasiada za biurkiem i zapala westa. Zaciągając się dymem spogląda smętnie w dal za oknem. Łokieć odziany w oliwkowy, gładki sweter opiera o udo w dżinsach. Drapie się po brodzie i chwilę milczy. Typowy wykształciuch. Wokół biurka góry notatek i sterty książek. Co my tu mamy? Frycz Modrzewski "De Republica emendanda" (kto czyta "O poprawie Rzeczypospolitej" po łacinie?!), chyba połowa bibliografii Stanisława Lema, obok kilka pozycji mistrza horroru Stephena Kinga i jakieś podręczniki do fizyki.

- Czytam co popadnie, to taki mój bzik - tłumaczy wyrwany z zamyślenia. - Jak zacząłem pisać prace za kasę? Wszystko przez Grześka. Już na pierwszych zajęciach zwracał na siebie uwagę. Bystry, dowcipny, jako jedyny spośród setki studentów zapytał o spis lektur, gdy nie podając jej chciałem zakończyć wykład. Po pierwszym roku był jednym z najlepszych. Któregoś razu, był chyba na III semestrze, wpadł do mnie na dyżur. Rzucił prosto z mostu: "Mam biznes, który nam obojgu się opłaci. Mój kolega ma napisać licencjata na temat: "Słowacki - poeta zaangażowany". Kompletnie nie ma czasu. Dziecko mu się urodziło. Haruje jak wół do nocy, rano leci na uczelnię. Kaplica, mówię panu... Chodzi o to, żeby ktoś napisał za niego tę pracę. Trzy tysiące daje. O Słowackim wie pan sporo, więc może... - nie dokończył. Wyrzuciłem go za drzwi.

Najtrudniejszy pierwszy raz


fot. Express IlustrowanyO Grześku myślałem jak o bezczelnym smarkaczu. Ja, idealista, człowiek z akademicką misją, miałem pisać za pieniądze?! Przez miesiąc nie przychodził na moje ćwiczenia. I słusznie. Po miesiącu jednak sam do niego zadzwoniłem. Rozchorował mi się syn. Leczenie miało być długie i kosztowne. Odkładaliśmy na mieszkanie, bo gnieździliśmy się w wynajmowanej kawalerce. Pieniędzy z uczelni czasem nie starczało nawet na chleb z masłem. Na leki poszły oszczędności, a na dodatek zaczęło się psuć między mną a Kaśką. Żona coraz głośniej wyrażała swoje opinie na temat moich dochodów, wyzwała od nieudacznika. Wyprowadziła się do rodziców.

Zlecenie Grześka było aktualne. Odłożyłem na bok swoją habilitację i wziąłem się za robotę. Po tygodniu chłopak przyszedł po dyskietkę z pierwszym rozdziałem magisterki. Promotor był zachwycony, a ja dostałem tysiąc złotych zaliczki. Od razu dałem wszystko Kaśce, oczywiście nie chwaląc się, jak zarobiłem, ale nie wróciła. Teściowa już zaczęła jej kłaść do głowy, że powinna mnie rzucić...

Jak to się mawia, najtrudniejszy jest ten pierwszy raz. U mnie też tak było. Potem już poleciało z górki. Grześ był bardzo operatywny. Kolejne zlecenia posypały się jak z rękawa. Najpierw pisałem tylko prace humanistyczne. Ale że szybko się uczę, po paru miesiącach pracowałem nad siedmioma magisterkami jednocześnie. Ceny - od półtora do trzech tysięcy złotych. Zgłębianie wiedzy z różnych dziedzin to moja pasja. Potrafiłem rano zajmować się bankowością, a wieczorem przygotowywać ankiety dla uczniów do pracy z pedagogiki.

Pisałem z ochrony środowiska, administracji, prawa, filozofii, socjologii, psychologii... więcej grzechów nie pamiętam - za żaden nie żałuję. Nie jest to gorsze od tego, co robią profesorowie, którzy narzucają studentom tematy prac magisterskich po to, by zerżnąć wyniki ich badań, a później wydać książkę rzekomo własnego autorstwa.

fot. Express IlustrowanyOrganizacja to podstawa


Dziewięćdziesiąt procent sukcesu to dobra organizacja. Często używane cytaty miałem posegregowane tematycznie. Magisterka była dla mnie układanką - pisałem tylko kontrowersyjny wstęp i zakończenie, a do środka dopasowywałem mniej więcej to samo, tyle że w innej kolejności czy kombinacjach. Miesięcznie wyciągałem osiem, dziewięć tysięcy. Kto korzystał z moich usług? Nigdy nie widziałem żadnego klienta. We wszystkim pośredniczył Grześ. Opowiadał mi tylko z jakiego człowiek jest miasta i na której uczelni studiuje. Nie brakowało kierowników dużych firm, którym zależało na dyplomie, ale najwięcej było studentów prywatnych uczelni. Był też stały klient. Zamawiał rozprawki, prace zaliczeniowe, potem magisterkę. Aż któregoś razu Grześ powiedział, że gość chce mieć doktorat. Tłumaczyłem - jak w filmie Lubaszenki "E=mc2" - że trzeba coś wiedzieć itd., ale on się upierał. Tłumaczył, iż facet jest na studiach doktoranckich, zapłaci teraz piętnaście tysięcy złotych, a przewód otworzy za trzy lata. To mnie przekonało. Zwłaszcza, że mieliśmy wpłacić dwadzieścia tysięcy złotych zaliczki na mieszkanie, a sporo mi brakowało.

Napisałem.


Grześ już był wtedy świeżo upieczonym magistrem. Pracę wysłałem mu mailem, umówiliśmy się, że kasę przyniesie mi w czwartek. W piątek mieliśmy termin wpłaty zaliczki na mieszkanie. Ale mój wspólnik nie dotarł. Komórka milczała. Mieszkanie przepadło, bo nie wywiązaliśmy się z umowy przedwstępnej. Oszukał mnie. Od dawna miał załatwiony wyjazd na stałe do USA. Do dziś nie wiem, co zrobił z doktoratem...

Ja od tamtego dnia murzynem nie jestem. Może i dobrze, bo przez takich jak ja, po Polsce chodzi paru niezłych matołów z wyższym wykształceniem...

* * * * *


Przedstawiając jako własną pracę, napisaną przez kogoś innego wprowadza się w błąd osobę upoważnioną do wystawienia dokumentu (czyli dyplomu). Zachowanie takie wobec powyżego może stanowić przestępstwo z art. 272 k.k., który stanowi: "Kto wyłudza poświadczenie nieprawdy przez podstępne wprowadzenie w błąd funkcjonariusza publicznego lub innej osoby upoważnionej do wystawienia dokumentu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3".

Iwona Polak - Express Ilustrowany
(Imiona bohaterów zostały zmienione)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (12):

Sortuj komentarze:

Ten, który pisze zarabia na głupocie innych. Natomiast Ci, którzy nie chcą napisać swojej pracy okazują się ludźmi bez charakteru.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ze stronu studentów to braku dyscypliny jak i wewnętrznego imperatywu moralnego. Ze strony "murzynów" to zwyczajny skok na kasę, w końcu nadal funkcjonuje hasło "pierwszy milion trzeba ukrasc", z kolei osoba która z powodów losowych pracy napisac nie może, stoi przed grubą decyzją - zostac rozstrzelanym, czy samemu strzelac.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Mam biznes, który nam obojgu (..)" --- i to mówi facet do faceta... Obojgu... No, chyba że po zmianie płci...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak ocenić kupowanie/sprzedawanie prac magisterskich? Przecież nic nikczemniejszego wśród inteligencji chyba nie może być biorąc pod uwagę masowość zdarzeń i nonszalancję! To chyba tylko studencka prostytucja może być bardziej naganna. Już nawet nie chodzi o karalność i karanie owych studentów i pomagierów, ale ETYKA! Jeśli dopuszczamy takie hece w Polsce, nie ma większego napiętnowania, wielu profesorów ściąga cudze prace a Temida specjalnie nie jest wobec nich surowa, to znaczy, że Polska upada moralnie. Dodając innego typu upadki (młodzieżowe molestowania, współpraca policji z gangami, łowiectwo skórne wśród lekarzy) to pytam - czy już Polska jest na dnie moralnym czy jeszcze można nieco bardziej upaść?
A jak do tego dodam nasze podwórko - z jednej strony artykuły omawiające wydarzenie bez jakiejkolwiek własnej myśli, bez cegiełki od siebie, a zamieszczonee na W24 z jednej strony, zaś z drugiej - omówienie faktu, skomentowanie i dodanie pewnego pomysłu i szarpanina o każde słowo i pogląd, aby to zamieścić - z drugiej strony, to już sam nie wiem - gdzie nasza etyka?
W życiu nie podszyłem się pod innego autora, każdy artykuł ma pewien pomysł lub dowcip (z którym można dyskutować) i muszę się przepychać przez spiętrzone trudności tłumacząc, że mam jakieś inne zdanie. A ktoś machnie przepisanko BEZ jakiejkowiek własnej myśli i... zamieszczono.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Całe szczęście w tym ze nie pisał prac z medycyny... choć nie wątpię w to że mamy w Polsce wielu takich specjalistów...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przerażające.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"zamawiając je u murzyna" bosz, kto to puścił ?!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Są ludzie, którzy zarabiają na pisaniu prac innym. Pamiętam kiedyś burzliwą dyskusję w grupie znajomych. Była mowa o człowieku, który swego czasu napisał kilka prac komuś (ale nie były to mgr). Twierdził, że skoro ma wiedzę, to dlaczego ma na niej nie zarabiać...

A że studia juz dawno przestały być czymś elitarnym, fakt. Jednak pamiętać trzeba, że jeśli ktoś nie ma talentu i wiedzy, tylko spryt i pieniądze, bez względu na to ile będzie miał kwitów i dyplomów w kieszeni, pozostanie tylko mizernym, głupawym oszustem...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Straszne. Lecz cóż, prace wszelakie zawsze w CENIE, wszak o kasę się tu rozchodzi. Jakby polscy intelektualiści zarabiali jakąś rozsądną kasę to inaczej by to wyglądało. Najgorzej zawsze mieli humaniści!

Komentarz został ukrytyrozwiń

wydaje mi się, że mniej! To jest smutne. Ci którzy samodzielnie pracowali z większym lub mniejszym powodzeniem muszą czuć się oszukani. Są próby walki z tego typu praktykami, ale efekty jak widać mizerne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.