Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11651 miejsce

Dawid Murek - ten, przed którym klękała publiczność

Oficjalnego zakończenia kariery jeszcze nie ogłosił, ale w roli zawodnika raczej go nie zobaczymy. Z jednej strony legenda, ikona i autorytet dla całego pokolenia, z drugiej - introwertyk, której głośno przemawiał tylko na boisku.

Dawid Murek / Fot. Grzegorz Gałasiński/ PolskapresseGrudzień 2009 r., 8. kolejka sezonu. W Kędzierzynie-Koźlu trwa zacięty pojedynek gospodarzy z AZS-em Częstochowa. W trzecim secie, przy wyniku 17:20 Paweł Zagumny posyła piłkę na prawe skrzydło do Michała Ruciaka, który na pełnym zasięgu próbuje ominąć blok ustawiony przez Dawida Murka. Obaj zawodnicy lądują na linii środkowej. Pierwszy kontakt z wykładziną łapie przyjmujący ZAKSY, Murek spada na jego nogę i doznaje otwartego złamania stawu skokowego. Członkowie obydwu ekip są tak wstrząśnięci, że odwracają wzrok. Komentatorzy Polsatu apelują do realizatora, żeby zaniechał pokazywania powtórek - obraz jest zbyt drastyczny. Kontuzjowanego zawodnika natychmiast położono na noszach i zawieziono do szpitala. Na miejscu okazało się, że groźba utraty nogi była realna.

Murek miał wtedy 33 lata i nie należało się zdziwić, gdyby powiedział, że jego czas dobiegł końca. Wszystko co najlepsze miał za sobą. Przed AZS-em, wówczas jeszcze drużynie starającej się popsuć plany ligowej czołówki, nie rysowała się świetlana przyszłość. Każdy wybijający się zawodnik uciekał do innego klubu (Wierzbowski, Drzyzga, Wiśniewski, Hebda, Bociek), w częstochowskiej hali Polonia zrobiło się miejsce dla debiutantów i kilku tańszych starszych zawodników. Po 10 miesiącach były reprezentant Polski wraca na boisko. Sam przyznaje, że nie reprezentuje tego poziomu co kiedyś, ale nadal kocha grać. Dzięki również niemu odseparowany od triumfów zespół sięga jeszcze po zwycięstwo w Challange Cup. Nie jest on nazywany nawet pucharem pocieszenia, nie da się na nim wiele zarobić, ale pierwsze międzynarodowe trofeum trafiło do gabinetu zarządu Akademików.

W dwóch ostatnich sezonach częstochowianie zajmowali przedostatnie miejsce. Murek, pamiętający z boiska lata chwały z końcówki lat 90., jako kapitan zabrał głos w kwestii braku porozumienia między trenerem Markiem Kardosem a grupą młodych zawodników. W jego ocenie niewłaściwie podejście sztabu szkodziło drużynie, która na brak kłopotów i tak nie narzeka. Nowo oddano do użytku hala zwykle świeci pustkami, mocniejsze argumenty finansowe cały czas trzyma w ręku konkurencja, rozwój zespołu jest niezauważalny. Zakwestionowanie jakości pracy przełożonych nie spodobało się prezesowi Konradowi Pakoszowi i dyrektorowi sportowemu Ryszardowi Boskowi, który prowadził go w reprezentacji i Jastrzębskim Węglu. Ktoś musiał w tej sytuacji odejść, tlenu dla wszystkich by nie starczyło. Padło na "Murasa", z którym nie przedłużono kontraktu. Do dziś nie podpisał umowy z nikim innym, choć PlusLiga powiększyła się do 14 drużyn i oferuje większą liczbę miejsc pracy. Na stronie AZS-u nie znajdziemy jego zdjęcia w zakładce "Sławy".

Pan Siatkarz

Po cichu odchodziło pokolenie z lat 70., które położyło gigantyczny fundament po sukcesy obecnej generacji. Sebastiana Świderskiego zmusiła do tego kontuzja, Piotr Gruszka swój ostatni sezon zaliczył w słabiutkim AZS-ie Olsztyn, gdzie nie zawsze miał miejsce w wyjściowym składzie. Z honorami pożegnano go dopiero na inaugurację polskiego mundialu. Jak dotąd z pokolenia mistrzów świata juniorów z 1997 r. tylko Paweł Papke zszedł z boiska z tarczą. Uznał, że nie dla niego jest rola drugiego atakującego w potężniejącej Resovii, a nie potrafi grać dla innego klubu, który de facto o nic nie walczy.

To ci zawodnicy (plus Stelmach, Zagumny, Ignaczak, Szczerbaniuk i kilku innych) wydźwignęli kadrę z peryferii wielkiej siatkówki, gdzie została wytransportowana w czasie transformacji ustrojowej. Polaków zabrakło na siatkarskich mundialach w 1994 i 1998 r., na mistrzostwach Europy nie wspięli się ponad przeciętne siódme miejsce. Dzięki wykluczeniu Argentyny z Ligi Światowej oraz zdolnościom nawiązywania kontaktów z wpływowymi decydentami z FIVB prezesa PZPS Janusza Biesiady otrzymaliśmy szansę regularnego skrzyżowania broni z najlepszymi zespołami świata. Jak wiele zmieniło się od tego czasu świadczy fakt, że Spodek był jedyną halą, która spełniania wszystkie standardy organizacyjne.

Wtedy łapaliśmy wiatr w żagle, wypływaliśmy na nieznane wody, cumując do najbardziej luksusowych portów. Podpatrywaliśmy, korygowaliśmy, uczyliśmy się na błędach własnych i rywali. Z czasem nabyliśmy umiejętność przeciwstawiania się medalistom najważniejszych imprez. Selekcjoner nietykalnej u progu XXI w. Brazylii Bernardo Rezende zdradził, że najbardziej bał się grać z Polakami, bo zostawiali na boisku najwięcej serca ze wszystkich jego rywali. Kiedy w 2002 r. Murek ze Świderskim rzucili wyzwania Canarinhos, za oknem jaśniała noc, a kraj powoli ogarniał siatkoszał.

Brakowało tylko jednego - namacalnych sukcesów. Żadna reprezentacja dekadę temu nie przegrywała decydujących meczów tak pięknie. Trzykrotny mistrz Polski doczekał się własnej klątwy - nie zawiesił na szyi medalu poważnego turnieju. Otrzymał jeszcze powołanie na Ligę Światową 2006 (zagrał we wszystkich poprzednich edycjach), ale na rozgrywane jesienią mistrzostwa świata w Japonii nie pojechał z powodu kontuzji. Kilka razy do mediów przeciekały plotki, że ma problemy nawet z chodzeniem po schodach. Raul Lozano wymagał od zawodników notorycznej gotowości do treningu maksymalnego, a Murek, eksploatowany niemiłosiernie, rozgrywający od kilkunastu lat po kilkadziesiąt meczów rocznie, nie był w stanie tych oczekiwań spełnić. Biało-czerwoną koszulkę założył jeszcze dwa lata później na nieudanym turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Pekinie, ale i wtedy był liderem, który jako jedyny po powrocie zebrał pochwały. Gdy schodził z reprezentacyjnej sceny, współkształtowany przez niego gen zwycięzców dopiero wkraczał w fazę rozwoju.

Łukasz Kadziewicz swojego starszego kolegę nazwał "Michaelem Jordanem polskiej siatkówki", środowisko postrzegało go jako "Milczka". Nie pasował do postmodernistycznego stereotypu sportowca, któremu agent podpowiada, żeby traktował siebie jak prywatną firmę, udzielał się w internecie i programach rozrywkowych. Trzykrotny mistrz Polski z Częstochową robił swoje pod siatką, nie miał w zwyczaju poświęcania czasu czatującym na autograf fanom. Po zakończeniu meczu udawał się na krótkie rozciąganie, potem szedł do sali konferencyjnej (obowiązek kapitana), z której schodził prosto do szatni.

Jakie cechy powinien posiadać siatkarz idealny? Brawurowa odwaga w ataku, uniwersalność, szlachetna rzetelność, inteligencja i elegancja, autorytet w oczach kolegów. Dawid Murek miał je wszystkie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.