Facebook Google+ Twitter

Dawid Podsiadło - Comfort and Happiness

Zwycięzca drugiej edycji pewnego talent show, a prywatnie członek zespołów Curly Heads i Reaching for the Sun. Choć równie dobrze mógłbym tę kolejność zmienić, bo Podsiadło na płycie nie wykazuje żadnych znaków bycia medialnym produktem.

Okładka płyty / Fot. brak danychMówi się, że konkursy talentów traktują uczestników przedmiotowo. Takie tam zwykłe źródło zarobku. Trudno się z tym nie zgodzić, chociaż bądźmy szczerzy - ciężko nie manipulować kimś, kto własną wizję artystyczną zostawił w przedszkolnym nocniku. Nie dziwią przemiany growlującej wokalistki, w "artystkę", która scenariusz na teledysk musiała chyba podkraść z garderoby samej Dody. Dzięki programom tego typu uważniejszy widz wysuwał następujący wniosek - sam talent nie wystarczy. Brakowało ludzi z pomysłem na siebie. I chyba coś drgnęło.

Drgnęły struny głosowe, o których od czasu zgarnięcia czeku na sto tysięcy złotych było dosyć cicho. Pociesznie określany jako kudłaty fajtłapa, Dawid Podsiadło, nagrał płytę, na którą - jak to się mawia przy takich okazjach - czekała cała Polska. A podejrzewam, że mógł na nią czekać cały świat. Bo dwa pierwsze utwory, które ujrzały światło dzienne były tylko podpuchą. Dawid na Comfort and Happiness śpiewa po angielsku.

Podsiadło pokazał, że nie da sobie w kaszę dmuchać. Jego udział w nagrywaniu płyty nie ograniczył się jedynie do zarejestrowania partii wokalnych. Sam uczestniczył w pisaniu utworów, co zresztą słychać. Dzięki temu jego pierwszy longplay brzmi dokładnie jak Dawid Podsiadło, a nie jak Sony Music Entertainment feat. Dawid Podsiadło. Komercyjne stacje radiowe ze zdenerwowania obgryzają paznokcie, bo oprócz Trójkątów i Kwadratów, ciężko będzie wepchnąć coś z tej płyty do ramówki między Lou Begą, a Maroon 5. Jest bardzo osobista.

Bywa mocniej, jak w Nieznajomym, by za chwilę zauroczyć wspaniałym i melodyjnym Vitane, choć ta amplituda nie jest wysoka. Comfort and Happiness jest bardzo stonowana, nie zaskakuje niczym nowym, nie ma szybkich gitarowych solówek, ani bass dropów. Zaskakuje dojrzałością. Podsiadło opowiada tę płytę jak historię, czasem się unosi, później uspokaja. Jest romantyczny, jak chociażby w Bridge. Po n-tym przesłuchaniu przeskakiwałem niektóre piosenki. Bynajmniej dlatego, że były słabe. Po prostu nie mogłem się tak doczekać niektórych z nich. Każdy znajdzie swoich faworytów.

Debiut Dawida Podsiadło to płyta bardzo solidna. Nie wyznaczył nią nowego szlaku w polskiej muzyce, Grammy też pewnie nie zdobędzie. Niektórych może znudzić. Zaznaczył nią jednak swój teren, wokół którego będzie się obracał. Sprawił, że strona Deezera (bo tam póki co Comfort and Happiness przez ostatnie dni jest możliwa do odsłuchu) stała się moją stroną startową. Narobił niesamowitego apetytu na więcej i więcej. I co najważniejsze, udowodnił, że stojąc z ogromnym czekiem na chwilę po ogłoszeniu jego wygranej w X Factorze, był właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Słuchałem już tej płyty jak była przedpremierowo w serwisie Deezer. Teraz mam już w swojej kolekcji fizycznie :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Producentem muzycznym tej płyty jest Bogdan Kondracki (współpracował m.in. z Anią Dąbrowską, Moniką Brodką, Noviką). Dawid Podsiadło wystąpi 2 czerwca na warszawskim Torwarze w roli suportu przed Laną Del Rey.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dawid na pewno ma talent, ale muszę się przyznać, że największe wrażenie zrobił na mnie cover Adele śpiewany przez niego w eliminacjach :)
Don`t you remebeeeeer...tralala...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.