Facebook Google+ Twitter

Dawniej zasiadaliśmy do pośnika

Na wigilijna kolację nic się nie kupowało. Wszystko było swoje. Chleb, kapusta kiszona, groch, grzyby, ryby, perlak, kluski, mak.

 / Fot. fot. Jerzy Kirzyński / Fot. fot. Jerzy Kirzyński-Dania były proste- wspomina mieszkanka Krasewa / lubelskie/ Zofia Bieniek.- Racuchy, kasza jaglana, parowańce, pierogi z grzybami i kapustą, kluski z makiem.

Ojciec po śniadaniu szedł do stodoły i cepami młócił żyto. Później do domu przynosił pęk kłosów żyta, owsa, pszenicy oraz siano pod obrus. Z pierwszą gwiazdką, wypatrzoną przez dzieci rozpoczynał się pośnik. Był to pierwszy posiłek, można było się tylko napić wody.

Ojciec żegnał się, brał do ręki opłatek i rozpoczynał kolędowanie, czyli składanie życzeń i dzielenie się z każdym z domowników opłatkiem.

Po kolacji z kolorowym opłatkiem szedł do obory, a my szykowaliśmy się na pasterkę do kościoła w Ulanie.

- Dopiero następnego dnia , na śniadanie, na stole pojawiała się wędlina i dania mięsne- dodaje Jan Witek. Wyroby robił najczęściej ojciec. Pamiętam, że kiełbasę napychało się palcem przez ucho od klucza od drzwi wejściowych.
Matka przygotowywała pierogi, ciasta, kompot z suszonych jabłek, gruszek.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.