Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15171 miejsce

Dawno, dawno temu, czyli o dzieciństwie lat osiemdziesiątych

Współczesne dzieci nie muszą czekać na porę bajki, a dorośli cieszą się powszechnym dostępem do informacji. I pomyśleć, że jeszcze dwadzieścia lat temu było zupełnie inaczej...

Z dzieciństwa pamiętam niedziele, rozpoczynające się śniadaniem i uroczystym wybieraniem się do kościoła. Msza dla dzieci była o dwunastej. W lecie każdego tygodnia miałam cichą nadzieję na to, że po niej rodzice zaproponują lody. Dwie cukiernie, obok otwartych przed południem kiosków, były w niedzielę jedynymi czynnymi sklepami. Moje marzenia często się spełniały: podobnie jak wielu innych, moi rodzice ustawiali się w kolejce wijącej się aż po ulicę .

Było w tym wszystkim coś magicznego. Lody, kościół, spacer, wizyta u rodziny - schemat spędzania niedzielnego czasu... Tak samo jak programy dla dzieci w telewizji, których w porównaniu z dzisiejszymi czasami było niewiele, a na które czekało się z utęsknieniem. To pozostało do dzisiaj: ciągle nie lubię czwartku, bo dawno temu tego dnia w telewizji leciał "Kwant", na który byłam za smarkata (ale i tak go oglądałam, na czym pewnie więcej zyskałam niż straciłam). Mimo to tamte czasy wspomina się z pewnym rozrzewnieniem (nie mieszając do tego, broń Boże, kwestii politycznych). Bo młodość, bo dzieciństwo? Pewnie tak. Jedno jest pewne: wówczas wszystko miało swój czas. Bajki, filmy, programy informacyjne - na wszystko to trzeba było czekać. Nie dostawaliśmy tego na talerzu, o dowolnej porze. Dzieci nie siedziały przed telewizorem wpatrzone w Cartoon Network, a dorośli, łaknący informacji, nie mogli tak po prostu wklikać odpowiedniego adresu w okno przeglądarki. Dlatego wszystko było takie wyjątkowe.

Bajki mojego dzieciństwa były kolorowe. To nieważne, że dopiero wkrótce po moich siódmych urodzinach do naszego mieszkania zawitał kolorowy telewizor. Dla mnie wszystko, co oglądałam, miało swoje barwy, zdecydowanie występujące poza ograniczoną paletę szarości. Nie przypominam sobie, żebym czuła brak kolorów na ekranie. Kiedy odwiedziliśmy ciotkę w Warszawie, kolorową dobranocką byłam oczywiście zafascynowana. To było takie proste! Ale ja i bez tego wiedziałam, że Smerfy są niebieskie.

Szczęśliwi urodzeni we wczesnych latach osiemdziesiątych, wychowywani w małych miastach, gdzie wszystko docierało nieco później! To właśnie my pamiętamy słuchowiska radiowe, takie jak "Radio dzieciom" (swoją drogą, dowiedziałam się, że ten program zniknął z anteny Jedynki dopiero w 2005 roku! Czy ktoś go przez ostatnie piętnaście lat sluchał?), to my słuchaliśmy bajek z taśm magnetofonowych. Kilka takich kaset mam do dziś, zwracam na nie uwagę przy świątecznych porządkach i włączam, żeby wrócić pamięcią do dawnych, często jeszcze przedszkolnych czasów.

Dość długo obcy był dla mnie wynalazek pozwalający odtwarzać filmy. I chociaż w późniejszych latach obficie czerpałam z dobrodziejstwa kaset VHS, a ostatnio płyt DVD, często w momentach, w których zatrzymuję film przypominam sobie słowa Andrzeja Wajdy, który z pewnym przerażeniem oceniał fakt, iż widz będzie miał możliwość tak po prostu wstrzymania sobie grającego na ekranie Zbyszka Cybulskiego.

Większość zabawek typu lalki Barbie czy klocki Lego były dla nas niedostępne, ewentualnie dostawaliśmy je na Boże Narodzenie. Pamiętam, jak przechodząc koło Peweksu wpatrywałam się chciwie w jego wystawę. Teraz te wszystkie zabawki leżą swobodnie na półkach supermarketów i nie stanowią szczególnej atrakcji.

Czasu cofnąć się nie da, nawet nie powinno się próbować. Wszystko ma swoją kolej. Za piętnaście, dwadzieścia lat współczesne dzieciaki będą z nostalgią wspominać swoje dzieciństwo. Oby. Tak czy siak, cieszę się, że załapałam jeszcze skrawek czasów, w których nic nie było. Po prostu wszystko musiałam sobie wyobrazić... I wtedy to istniało. Dlatego na dzieciństwo nie zamieniłabym się za nic w świecie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Dominika Gogołek
  • Dominika Gogołek
  • 07.11.2011 20:37

Ja również poprzez ten komentarz,mam uczucie jakbym przeniosła się w czasie:)Ponieważ jestem osoba bardzo sentymentalną,tym bardziej dziękuję za te wspomnienia:)

Komentarz został ukrytyrozwiń
Dominika Gogołek
  • Dominika Gogołek
  • 07.11.2011 20:35

Ja również poprzez ten komentarz przeniosłam się w czasie:)Dzięki wielkie za te wspomnienia:)

Komentarz został ukrytyrozwiń
Fabian Mańka
  • Fabian Mańka
  • 17.07.2011 14:34

Autorka tekstu do dzisiaj nie lubi czwartków, ja nigdy nie przestanę nienawidzić niedziel, bo kojarzą mi się z Kościołem.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 28.08.2009 12:06

Fajny tekst. Czytam takie publikacje z rozrzewnieniem i choć lata osiemdziesiąte to raczej nie moje dzieciństwo, a raczej okres dorastania, to myślę, że każde pokolenie wspomina w ten sposób własną młodość, która często kojarzy im się choćby z muzyką, pierwszą miłością, szalonymi imprezami. Tak jak dla moich rodziców były to lata 60-te i np. Beatelsi tak dla mnie właśnie lata 80-te i M. Jackson, czy dyskotekowe hity kiczowatych Modern Talking czy Sabriny! Jednak kicz kiczem, ale dla mnie to wspaniałe wspomnienia kojarzące mi się z moją młodościa, gdzie wszystko było prostrze i takie oczywiste.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.12.2008 14:51

Mam podobne wspomienia. Też chodziłem z tatą na lody włoskie, zabawki znajdowało się tylko pod choinką, chodziłem do Baltony i uwielbiałem magnetowid:D zatrzymywałem bajki (ale to już we wczesnych latach 90tych) i przerysowywałem bohaterów kreskówek na papier:) Super!

Komentarz został ukrytyrozwiń

podoba mi się temat i podejście do niego. poza tym podzielam opinię autorki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ładne wspomnienia dziecka owych lat. Ja mam wspomnienia matki, ktora w owym czasie urodziła dziecko z chorobą trzewną. To były lata horroru, dziecięcego płaczu, wzdętego brzuszka, biegunek, spuchniętych wydalin przekraczających swą objętością wielokrotnie masę pokarmową, cukru na kartki, wreszcie kartek na wszystko.
Konieczne do wyżywienia dziecka produkty istniały w przepisach dietetycznych czasopism lekarskich.Zamiast pieczywa bezglutenowego mała dostawała bułkę z mlekiem z adekwatnym skutkiem.
Do tej pory wizyta mojej już dorosłej córki oznacza dla mnie zapełnienie lodówki wszelakim jadłem, żeby dożywić biedne, zagłodzone dziecko. Mijaja lata, nie mija moja obsesja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piękny artykuł, piękny tekst, który sam sobą zatrzymał czas i przeniósł w swiat dzieciństwa, powolnego, długiego, kolorowego, pełnego zapachów, tajemnic i tylko dobrych wiadomości... Dziękuję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.