Facebook Google+ Twitter

Dawno temu był w Berlinie mur...

18 lat temu upadł Mur Berliński. Gdy władze NRD otworzyły granice, wprawdzie stał jeszcze, ale należał już do historii.

Mural na pozostałym fragmencie Muru Berlińskiego. Na tablicy rejestracyjnej kultowego niemieckiego Trabanta wypisano datę upadku muru. / Fot. Przemyław TrubalskiNiektórzy z czytelników Wiadomości24.pl być może tamtego historycznego dnia jeszcze się nie urodzili. Od 1961 r. Berlin, Niemcy i Europę dzielił Mur Berliński. Protestowano, gdy powstawał, ale nikt w państwach zachodnich nie chciał eskalacji protestu. Zbyt dobrze jeszcze pamiętano II wojnę, a podział Europy na Zachodnią i Wschodnią wydawał się trwały i nienaruszalny. Skończyło się więc na deklaracjach słownych i niegroźnym demonstrowaniu siły. Z czasem wszyscy do muru się przyzwyczaili, mimo że w brutalny sposób przecinał miasto na dwie części.

Dziewiątego listopada 1989 r. o godzinie 6 wieczorem, zapowiedziana była konferencja prasowa Komitetu Centralnego SED, czyli rządzącej we wschodnich Niemczech partii komunistycznej. Początkowo przebiegała zgodnie z tradycją, czyli na pytania dziennikarzy dawano odpowiedzi ogólnikowe, pełne ideologicznych frazesów. Aż nagle padło pytanie o zmiany regulacji prawnych, określających, komu wolno wyjeżdżać z Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Z NRD było bowiem wyjechać jeszcze trudniej niż z ówczesnej Polski, a wyjazdy na Zachód były ograniczone maksymalnie restrykcyjnie.

Flaga Niemieckiej Republiki Demokratycznej / Fot. Wikimiedia CommonsTym większe zdziwienie wzbudziła odpowiedź sekretarza KC SED, G. Schabowskiego, o podjęciu decyzji, że każdy obywatel NRD może swobodnie przekraczać granice. Nie potrzebuje dokumentować, w jakim celu następuje wyjazd. Żeby zrozumieć tę sytuację, trzeba sobie uświadomić, że władze NRD żyły w panicznym strachu przed ucieczką swoich mieszkańców do sąsiednich Niemiec Zachodnich. Wyjeżdżało się na Zachód, na pogrzeb najbliższych i po przejściu na emeryturę. Otwarcie granic było rewolucją. Do tego Schabowski dodał: "Zgodnie z moją wiedzą nowe zasady wyjazdów wchodzą w życie od zaraz". Około godziny 19 wiadomość o upadku Muru Berlińskiego była już w mediach, a swoboda wyjazdów oznaczała koniec muru. Tego samego wieczoru na przejścia graniczne zaczęły napływać tysiące ludzi.

Co pamiętają?


Obchodzimy właśnie 18. rocznicę upadku Muru Berlińskiego. W Niemczech jest to też okazja do postawienia pytania, jaka jest pamięć o tamtych wydarzeniach. Fascynujące pytanie, podobne do tego o pamięć młodych Polaków o Solidarności, stanie wojennym i latach osiemdziesiątych. Artykuł o dzisiejszej pamięci o NRD i Murze Berlińskim zamieściła niemiecka „Die Welt” (9.11.2007) i nie jest on bardzo optymistyczny. Niewiedza, stereotypy, idealizowanie dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej, która była przecież brutalną dyktaturą. Według wielu młodych ludzi był to sympatyczny, mały kraj, który gwarantował dobre świadczenia socjalne. Wprawdzie nie według większości, ale według licznej grupy.

We wschodniej części Berlina prawie 1/4 młodzieży (15-17 lat) nie uważa NRD za dyktaturę. Co ciekawe, tak samo sądzi ponad 20 proc. w zachodniej części, gdzie tradycje demokratyczne powinny być znacznie mocniejsze. Wybory się odbywały, więc była demokracja – to kolejny argument. Służby bezpieczeństwa w NRD były jednymi z najliczniejszych i brutalniejszych w krach komunistycznych. Dla prawie 40 proc. młodych ludzi we wschodniej części Berlina nie różniły się niczym od takich służb w jakimkolwiek demokratycznym państwie.

Gospodarka planowa? Dla 20 proc. młodzieży całego Berlina jest równie dobra jak wolny rynek. To tylko inne, równoprawne rozwiązanie. Ponad 13 proc. wierzy, że Mur Berliński zbudowali alianci zachodni, mała grupa – że byli to Amerykanie, a prawie 5 proc. - że Niemcy Zachodnie. Zresztą, jedna piąta Niemców chciałaby, żeby mur stanął znowu.

Co z tego wynika?


Nie trzeba tych danych demonizować. Dwadzieścia procent chce muru, ale 75 proc. jest zadowolone ze zjednoczonych Niemiec. Jednakże widać, że także w Niemczech system edukacji konfrontowany jest z trudnym pytaniem, jak przekazywać młodym ludziom wiedzę o historii. Także dlatego, że stabilna demokracja potrzebuje wiedzy o dyktaturach. Jeżeli nie ma takiego punktu odniesienia, to sporej części społeczeństwa jest „wszystko jedno”.

Wydaje się jednak, że zadania edukacji historycznej coraz silniej łączy się z instytucjami zajmującymi się edukacją polityczną i szkolnictwem, a coraz mniej z niemieckim odpowiednikiem Instytutu Pamięci Narodowej. Początkowo nazywany, od swoje szefa, Urzędem Gaucka, a obecnie urzędem Birthler, budzić zaczyna wątpliwości. Tym ciekawsze, że uważany był za symbol sukcesu rozliczenia z komunizmem: zgromadzone 50 km archiwaliów, udostępniane akta, liczne publikacje.

Dzisiaj coraz częściej pojawia się pytanie, czy ten urząd nie należy już do przeszłości. Czy opłaca się jego utrzymanie? Dlaczego jego pracownicy mają pełniejszy wgląd w akta niż badacze z zewnątrz? Ponadto liczba zapytań kierowanych do urzędu zaczyna spadać. Stąd coraz częściej pojawiający się wniosek, żeby archiwa urzędu przekazać do centralnego archiwum niemieckiego (Bundesarchiv).

Pojawiają się jednak problemy związane chociażby z dostępem do takich materiałów. W archiwach udostępnia się z zasady dokumenty po 30 latach. Takie trudności są jednak do obejścia: w Niemczech specjalna ustawa zdjęła te ograniczenia z materiałów NRD znajdujących się już w Bundesarchiv. Przy tym pojawia się ważny argument, że w normalnym archiwum lepiej byłyby przestrzegane prawa do ochrony prywatnych danych.

Czy koniec IPN-ów?


Niemiecki IPN powinien więc tracić na znaczeniu i wreszcie, w którymś momencie odejść do historii. Natomiast edukacja historyczna, ciągłe przypominanie na czym polega zło dyktatury, są konieczne. Ale nie tylko przypominanie zła. To kolejny problem dostrzeżony w niemieckiej debacie: mówienie jedynie o czarnych stronach historii NRD nie służy edukacji historycznej. Znamy te dyskusje także z Polski, bo życie codzienne w dyktaturach nie składa się jedynie ze strachu i prześladowań. Jeżeli zaczyna się kreślić taki jednostronny obraz historii, doprowadza się do jej relatywizacji. Taki czarny obraz jest zbyt sprzeczny z wyobrażeniami wielu jeszcze żyjących, czy to Niemców, czy to Polaków. A skoro jest tak sprzeczny, to tamten system „nie był taki zły”. Ten jednolicie czarny obraz nie jest także w stanie przekonać ludzi młodych, którzy urodzili się już po demokratycznym przełomie.

I to o ich pamięć historyczną toczy się walka: w Niemczech i w Polsce. Dzisiaj, 18 lat po upadku Muru Berlińskiego widać, że jest to jeszcze zadanie na długie lata.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Nocny Marku, masz rację, że grupa niezadowolonych ze zjednoczenia Niemiec ma specyficzną strukturę społeczną. To jasne, że zazwyczaj do niezadowolonych należą ci, którzy na zjednoczeniu nie zyskali, dla których oznaczało ono bezrobocie, degradację społeczną. Nie znam dokładnych danych, na pewno byłoby ciekawe gdybyś je podał.
Ale trzeba pamiętać o problemie, że liczba niezadowolonych ze zjednoczenia dość niezmiennie wynosi w ostatnich latach 20-25%. To mniejszość, oczywiście. Zadaniem polityki jest jednak doprowadzić do zmniejszania się jej. Przy świadomości, że jest to zadanie na długie lata.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
W Polsce mamy podobne zjawisko. Utarło się ostatnio, że PRL to był taki zabawny kraj, gdzie wszystko było takie śmieszne jak w "Alternatywy 4".
Bardzo wazne słowa:
"Jednakże widać, że także w Niemczech system edukacji konfrontowany jest z trudnym pytaniem, jak przekazywać młodym ludziom wiedzę o historii. Także dlatego, że stabilna demokracja potrzebuje wiedzy o dyktaturach. Jeżeli nie ma takiego punktu odniesienia, to sporej części społeczeństwa jest „wszystko jedno”.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Popieram Maćka. Napisz, Adam :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.11.2007 10:12

Zwroce uwage jeszcze na pewien drobiazg, ktory pominal "Die Welt". Jest prawda, ze ok. 20 procent Niemcow "chce muru". Dziennik nie wspomina jednak, do jakiej grupy spolecznej naleza ci, ktorzy tak twierdza. Nazwijmy ich ludzmi prostymi i niewyksztalconymi - by wyrazic sie oglednie. Te tzw. "Stammtischparolen", czyli gromkie hasla wypowiadane przy piwie w knajpie, sa charakterystyczne dla tej wlasnie grupy. "Dajcie mi cement i cegly, a mur sam postawie" - czesto slyszane powiedzenie, powoduje jedynie poblazliwy usmiech i wzruszenie ramion wiekszosci.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na pewno sądzisz Wojciechu, że ten tekst nijak ma się do PRL, jeżeli chodzi o problemy pamięci o historii?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.11.2007 09:25

(+) Przezylem ten dzien niejako na wlasnej skorze. Bylem wtedy w dawnym Berlinie Zachodnim i wraz z grupa znajomych wybralismy sie do Checkpoint Charlie. Atmosfera nie do opisania. Duzy plus za informacyjny, ciekawy tekst.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W tagach zamiast PRL powinien być raczej NRD. Wszak artykuł nie mówi ani słowem o PRL-u.
Artykuł byłby dużo ciekawszy, gdyby autor napisał lub co czuł (choćby tak, jak Agata w komentarzu), co robił danego dnia - weszłay w niego iskierka życia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mocny plus, przeczytałem jednym tchem - sporo informacji, danych, faktów, w dobrym "opakowaniu".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie należy się nic innego jak (+).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rok temu byłam w Niemczech (Bawaria, a więc "zachodnia" część sprzed zjednoczenia) i byłam zdziwiona, że tam o tej rocznicy w ogóle nie słychać...

Pamiętam upadek muru z dzieciństwa: miałam sześć lat, rodzice płakali a ja nie wiedziałam co się dzieje - bałam się, że idzie wojna :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.