Facebook Google+ Twitter

"Death in Danzig" i życie Gdańska

"Hanemann" Stefana Chwina przedstawia miasto, które jest świadkiem zmian zachodzących pod koniec II wojny światowej, kiedy Niemcy w panice opuszczają swoje domy, a ich miejsce zajmują przesiedleńcy ze wschodu.

Okładka angielskiego wydania "Hanemanna" / Fot. amazon.comTytułowy bohater - Hanemann - to profesor anatomii, który, w przeciwieństwie do większości swoich rodaków, nie decyduje się na ewakuację z obleganego przez Sowietów Gdańska. Pogrążony w apatii po stracie najbliższej osoby, zdaje się nie zauważać toczącego się w jego stronę walca historii. Choć wcale tego nie oczekuje, szczęście jest po jego stronie - polska rodzina, która zajmuje kamienicę przy Lessingstrasse 17, pozwala mu zatrzymać pokój na piętrze.

Dookoła zmieniają się nazwy ulic, sąsiedzi, obyczaje, lecz Hanemann niezmiennie tkwi we własnej sentymentalnej pustce. Budzi go dopiero samobójcza próba Hanki, ukraińskiej służącej gospodarzy oraz pojawienie się Adama - niemej, bezdomnej sieroty, którą Hanka traktuje jak własne dziecko. Życie profesora powoli znów zabiera koloru, jednak w międzyczasie zaczynają interesować się nim komunistyczne służby bezpieczeństwa...

Miasto

Akcja toczy się powoli, a na pierwszy plan często wysuwa się jej tło - poraniony, lecz niezmiennie dumny Gdańsk. Chwin przedstawia duszę miasta jako składową jego ulic, infrastruktury, domów i przedmiotów codziennego użytku - bez mieszkańców. Dusza ta pozostaje taka sama, gdy Niemców zastępują Polacy, a nazwę Danzig - Gdańsk.

Barwne opisy nadają najzwyklejszym przedmiotom osobowość, przedstawiają ich dylematy i tęsknotę za dawną świetnością. W tych niepewnych czasach ostre noże boją się tego, do czego mogą zostać wykorzystane, a porcelanowe zastawy zazdroszczą przydatności starym metalowym talerzom. Wykwintne kreacje dałyby wszystko, by móc zamienić się w stary moherowy płaszcz, w którym łatwiej umknąć uwadze sowieckich żołnierzy.

Porzucone przez dotychczasowych właścicieli zabudowania i przedmioty stają się świadomymi, choć niemymi, obserwatorami zmian. Gdańsk to tak naprawdę główny bohater książki, zaś sam Hanemann - wycofany i obojętny - jest tylko jego częścią, taką samą jak stary piec kafelkowy na parterze jego kamienicy.

Żywa historia

Miasto to element stały, ale Chwin doskonale portretuje również to, co się zmienia, czyli mieszkańców. Fakty historyczne, takie jak ewakuacja kilkuset tysięcy Niemców, zamieniają się w osobiste dramaty. Strach, niepewność, poczucie straty wywołują diametralnie różne reakcje. Jedni licząc na szybki powrót zostawiają wszystko tak, jakby tylko wyjeżdżali na weekend. Inni - być może bardziej świadomi tego, co ich czeka - tuż przed opuszczeniem domów własnoręcznie demolują dorobek życia. Niektórzy próbują zagłuszyć rozpacz i sowiecką artylerię - spirytusem.

Zupełnie inne emocje towarzyszą wkraczającym do miasta Polakom, którzy niosą ze sobą cały swój dobytek, plus spory bagaż tragicznych przeżyć. Podniecenie, kiedy pierwszy raz w życiu widzą morze. Nieśmiałość, gdy przechadzają się wśród opustoszałych kamienic i zajmują domy, jeszcze niedawno zamieszkałe przez kogoś obcego. Wreszcie skrępowanie, które każe im spać na własnym, starym prześcieradle, zamiast na czystym, wyprasowanym i pachnącym, które znaleźli w szafie.

Śmierć w Gdańsku

"Death in Danzig" - bo tak zatytułowane jest angielskie wydanie "Hanemanna" - jest sentymentalną opowieścią o stracie, śmierci i odrodzeniu, mocno osadzoną w kontekście skomplikowanych stosunków polsko-niemieckich. Nie jest raczej pozycją, po którą sięgną przeciętni europejczycy, gdyż aby ją docenić potrzeba przynajmniej podstawowej znajomości dziejów Gdańska. Niektóre wątki, jak szczegóły samobójstwa Witkacego opowiedziane Hanemannowi przez polskiego przyjaciela, uzyskują pełne znaczenie dopiero podparte szerszą wiedzą o historii Polski.

Książka Chwina poruszy głównie byłych i obecnych gdańszczan. Starsze pokolenie Niemców z pewnością doceni obrazy swojej małej ojczyzny i znajdzie dla nich miejsce tuż obok dzieł Güntera Grassa. Z kolei dla dzisiejszych mieszkańców Gdańska powieść może być swoistym wehikułem czasu, który przeniesie ich w okres, kiedy Dwór Artusa był Artushofem, Wrzeszcz Langfuhrem, a Brzeźno nazywało się Brösen.

Zarówno Polacy, jak i Niemcy, mają dzięki tej książce okazję spojrzeć na ówczesne wydarzenia oczami drugiej strony. Dlatego "Hanemann" jest ważną pozycją w dyskusji o losach mieszkańców Ziem Odzyskanych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

+ Recenzja jak... poezja. Książka niewątpliwie interesująca. Ważna pozycja w bibliotece miłośników Gdańska.

Komentarz został ukrytyrozwiń

też się skuszę :) (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

* nocnej
hyhyh

Komentarz został ukrytyrozwiń

świetna recenzja.
Gdańsk jest mi też bliski. Kolejna lektura na mojej niocnej szafce;]

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

i ja
+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się z przedmówcą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

dobrze napisana recenzja, przeczytałem z ciekawością

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.