Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

35776 miejsce

Debata jak teleturniej

Debata przypominała klasyczny polski teleturniej, w którym zamiast Ibisza bądź Hajzera wystąpiły dwie dziennikarki i Krzysztof Skowroński, który - jako jedyny - odnalazł się w roli dobrego prowadzącego.

Kaczyński kontra Kwaśniewski. Dwie ważne osobistości, przedstawiciele wyborców, politycy walczący o głosy elektoratu. Ich rozmowa miała przekonać nie tylko, na którą partię głosować, ale także dać ogląd tego, jak jedne z najważniejszych postaci w tym kraju widzą Polskę.
Debata - z definicji - jest dyskusją o dosyć sformalizowanej postaci, która niewątpliwie polega na wymianie zdań. Zarówno Kaczyński, jak i Kwaśniewski ewidentnie pragnęli rozmowy, jednak forma programu - jak wspomniał Skowroński - została tak ustalona, że praktycznie obaj politycy nie mieli na to szans.

Główny fotel w studiu, na którym zasiadali dziennikarze, był ustawiony tak, że redaktor zadawał pytania naprzemiennie obu panom. „Dzięki temu”, politycy nie debatowali między sobą - a odpowiadali na postawione pytania. Sceny te były dosyć komiczne i wywoływały wielokrotne oburzenie tej dwójki, gdyż ciągłe przypominanie o czasie było, delikatnie mówiąc, niestosowne.

Dziennikarka Polsatu, prowadząca debatę jako pierwsza, strofowała polityków jak małe dzieci, co krok przypominając, jaki pozostał im czas. 30 sekund na odpowiedź, półtorej minutki na pytanie i 30 sekund na ripostę. Teraz mówi pan prezydent, teraz odpowiada pan premier. Brakowało jeszcze tylko upomnień w stylu: "Olku, popraw krawacik, Jarku, nie siedź bokiem". Czy sytuacja, w której dwóm dorosłym mężczyznom mówi się, kiedy mają mówić, odpowiadać, ripostować i kończyć swoją wypowiedź, nie jest komiczna? Dlaczego wymagano od polityków odpowiadania w minutę na 7 pytań? Przygotowanie obu pań do wywiadu wyglądało niestety tak, że zasypały polityków zbyt dużą liczbą różnych pytań, z których każde wymagało co najmniej kilkuminutowej odpowiedzi. Następnie dziennikarki przerywały im w pół słowa, gdy ci chcieli się do zadanych pytań ustosunkować. Na domiar złego, prowokowały ich pytaniami o podsumowanie pracy przeciwnej partii bądź nakłaniały do formowania zarzutów wobec siebie nawzajem, nie pozwalając im później na właściwą ripostę. W rezultacie, osoba komentująca temat jako ostatnia, mogła „zaszaleć” w słowach i nie musiała już wysłuchiwać odpowiedzi oskarżonej strony.

Te ograniczenia czasowe powodowały nie tylko bardzo skrócone wypowiedzi, ale również frustrację Kaczyńskiego i Kwaśniewskiego, czemu drugi z nich wiele razy dawał upust, apelując o to, by nie przesadzać i dać mi się wreszcie wypowiedzieć. Potem panowie zaczęli przedrzeźniać się i kpić z zasad debaty, oddając sobie w geście uprzejmości "4 sekundy".
Pani Monika Olejnik, która niewątpliwie jest w świecie mediów dziennikarskim guru, nie potrafiła się odnaleźć, natomiast pomagał jej w tym Aleksander Kwaśniewski, który wczuł się w rolę prowadzących i sam zaczął przypominać, kto kiedy może zacząć mówić.

Obie Panie zasypały polityków masą pytań i niestety nie wypadły dobrze. Ciągłe przerywanie, przypominanie o czasie i wchodzenie politykom w słowo nie prezentowało się jak na takiej klasy dziennikarskie sławy przystało. Świetnie, dla odmiany, wypadł pan Skowroński, który zadawał po jednym pytaniu, dawał czas na odpowiedź, zachęcał polityków do dyskusji (a nie udzielania dziennikarzowi odpowiedzi) i przede wszystkim, nie przerywał, co na pewno wskazało na wyższą kulturę w sposobie prowadzenia rozmowy niż to, co pokazały obie panie.

Ale czy ta debata musiała wyglądać jak teleturniej? Po pierwsze, powinna trwać dużo dłużej, ponieważ trzeba wziąć pod uwagę tendencję polityków do poprzedzania każdej wypowiedzi historią w stylu "co było kiedyś, a jak jest teraz". Niestety, debata, o której mówiono od tygodnia, została przeprowadzana w taki sposób, jakby najważniejsze było wyrobić się przed emisją "M Jak Miłość" o 21.05. Czas antenowy to niewątpliwie świętość, ale w takim razie należało go od początku wygospodarować więcej, szczególnie na wydarzenie, o którym mówiono od tak długiego czasu.

Po drugie, debata powinna być dyskusją na podany przez dziennikarza problem, a nie odpowiadaniem na jego pytania, których było o wiele za dużo. Dziennikarz nie powinien także przerywać, tylko umiejętnie prowadzić rozmowę. Dłuższy czas na pewno dałby możliwość poruszenia większej liczby kwestii i nie zmuszałby do rzucania oskarżeń bez możliwości odpowiedzi na zarzuty. Na domiar tego takie ograniczenie czasowe powoduje, że polityk zmuszony jest do zawierania pewnej treści, którą chce przekazać, w bardzo skondensowanej formie. Zdanie, które rodzi się z takich pigułek myślowych, jest często tajemniczym i pełnym niedomówień oskarżeniem.

I po trzecie, zabrakło na debacie Donalda Tuska. Lider PO nie powinien zostać pominięty, a na pewno powinien się pojawić między Kaczyńskim a Kwaśniewskim, by Polacy mieli szansę zobaczyć przedstawicieli tych partii podczas takiej debaty.

Forma programu, mała ilość czasu antenowego i brak możliwości przeprowadzenia prawdziwej dyskusji spowodował, że cel debaty - określenie zwycięzcy tego telewizyjnego spotkania - nie mógł zostać do końca spełniony.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

olku popraw krawacik ;-) + a zauważyliście , że Olkowi wyraźnie żołądek dokucza ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

plus :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Całkowita zgoda, oprócz tego, ze Monika Olejnik nigdy nie była "guru" dziennikarskiego świata. Z tego co wiem, w środowisku kpiono z jej kompetencji i wątpliwej inteligencji dość często.
Wczorajszy występ Olejnik, mam taką nadzieję, może być jednym z ostatnich. Zupełnie pomieszało się jej w główce. Rozmówcy to dla niej zaledwie nędzna scenografia na której ma świecić jej gwiazda "polskiej Oriany Fallaci". Wczoraj było to widoczne jak na dłoni - żałośnie nieprzygotowana, jak zwykle niekompetentna i arogancka - uważała się za centrum politycznego i dziennikarskiego wszechświata.
Coraz bardziej przypomina mi tego dziwoląga Raczyńską.

Komentarz został ukrytyrozwiń

:))) dobrze powiedziane

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zamiast " M jak Miłość", mieliśmy "D jak Debata", takie preludium do "W jak Wiejska".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.