Facebook Google+ Twitter

Deficyt bardzo polityczny

Spór o deficyt budżetowy nie ma nic wspólnego z gospodarką. To polityka w najczystszej postaci.

52 mld deficytu w przyszłorocznym budżecie – informacja tej treści zdominowała weekendowe przekazy medialne i polityczne dyskusje. Nie analizowano skutków ekonomicznych, nie wskazywano alternatyw, ale newsa wykorzystywano politycznie – opozycja złorzeczyła na rząd, koalicja złorzeczyła na resztę świata nierozumiejącego konieczności zapisania w budżecie gigantycznego deficytu.

Tymczasem informacja o gigantycznym deficycie tak naprawdę jest oskarżeniem wobec całej klasy politycznej. Za groźbę zadłużania się na niespotykaną dotąd skalę solidarnie odpowiada rząd i właśnie opozycja, szczególnie ta wspierająca prezydenta.

Informacja o planowanym deficycie poszła w świat zaledwie dzień po „twardych” zapowiedziach prezydenta Kaczyńskiego, że nie będzie popierał prywatyzacji. Co więcej – będzie bronił części strategicznych firm przed prywatyzacją. Niestety, nie wiemy co miał na myśli. Czy owe gospodarcze perły to np. generujące milionowe straty kopalnie? Czy może coś innego? W efekcie gróźb blokowania prywatyzacji, rząd zaczął straszyć deficytem. Bo kwota 52 mld wydaje się być straszakiem. Prezydent nie chce podnosić podatków, nie chce prywatyzować? Więc zadłużenie wzrośnie absurdalnie – do tego sprowadza się faktyczny przekaz koalicji rządowej.

Ale to nie tylko „złośliwostka” w stronę prezydenta. Można założyć, że deficyt nie przekroczy 45-46 mld zł. Rząd czeka wtedy seria pochwał za oszczędność. Problem jednak w tym, że te oszczędności będą pozorne. Na faktyczne wprowadzenie czeka szereg zmian strukturalnych, pozwalających zaoszczędzić na wydatkach – reforma KRUS, zmiany w ZUS, otwarta pozostaje kwestia wprowadzenia kas fiskalnych w wielu dziedzinach gospodarki. Do tego dochodzi wprowadzenie jednak (zaniechanej ostatnio) reformy emerytur mundurowych, uporządkowanie finansów publicznych poprzez likwidację absurdalnie rozbuchanej liczby agend i urzędów.

Problem w tym, że w 2010 i 2011 r. będą wybory – najpierw prezydenckie, potem parlamentarne. Rząd i koalicja w imię partyjnych interesów nie będą porządkować finansów państwa. I na tym właśnie polega największy kłopot z deficytem budżetowym…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

I to sedno sprawy!
Do wyborów nie tkną niczego, bo każdy temat, w tym KRUS, ZUS, to jak "gorący kartofel",
którym będą się przerzucali z coraz większym zapałem. Polityczne kunktatorstwo czystej wody!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Krótko, rzeczowo i na serio.
"Czy owe strategiczne perły..." - nic dodac, nic ująć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.