Facebook Google+ Twitter

Demokracja, czy władza (połowy) ludu?

Kampania i wybory za nami. Wynik powszechnie znany. Nie możemy jednak powiedzieć, że mamy prezydenta wszystkich Polaków.

http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Wybory_urna_polska.png / Fot. wikimedia commonsNieco ponad połowa naszego społeczeństwa w ogóle zechciała dokonać wyboru. Dwa tygodnie temu zakreślili na karcie do głosowania jedną z kratek i dzięki nim prezydentem Polski jest Bronisław Komorowski.

Nie jestem jednak przekonana, że określenie - dzięki nim - jest do końca zgodne z rzeczywistością i prawdą.

Wydaje się właśnie, że wszystko stało się dzięki tym, którzy do urn pofatygować się nie chcieli. To te czterdzieści kilka procent sprawiło, że 5 lipca zastała nas taka, a nie inna rzeczywistość.

Wynik wyborczy nie był przewidywalny do ostatnich chwil. Nauczeni sondażowymi wpadkami, albo zapowiedziami, w których prezydent był zupełnie kimś innym niż pokazała powyborcza rzeczywistość, nie pozwalały na żadne kategoryczne prognozy. Zmieniła się nawet definicja błędu statystycznego, który nagle ni stąd, ni zowąd potrafił przybrać dwucyfrowy wynik.

I ta właśnie zacięta walka do ostatniego gongu, bez widocznej przewagi, w którejkolwiek z rund, też była, dlatego, bo nie wszyscy głosowali.

Kto zastanawiałby się i snuł ostrożne scenariusze, co do ostatecznego rozwiązania, gdyby przypadło dołożyć jeszcze te kilkadziesiąt procent?

Kto myślałby o różnicach między prezydentem Kaczyńskim i prezydentem Komorowskim?

Pewnie nikt, bo potencjał wyborczy "niewyborczych" był tak ogromny, że nawet trudno z nazwiska, imienia, czy nawet partii, wybrać ewentualnego lidera. W zalewie 40 proc. dodatkowej populacji mogłoby okazać się, że Komorowski nie wszedłby do drugiej tury, a rozpędzona lokomotywa kampanii Kaczyńskiego trafiłaby jak kula w płot. I nikt nawet nie zająknąłby się o wybitnych zdolnościach Poncyliusza i Kluzik-Rostkowskiej.

Bo przecież mogło okazać się, że bliźniaczki Napieralskiego, tak spodobałyby się tym, co nie głosowali, że wygrałby z nimi pierwszą turę w cuglach. Do tego same zainteresowane raz na zawsze rozstrzygnęłyby konflikt między Dodą i Górniak, swoją ujmującą i głęboką piosenką.

Mnie ona nie ujęła, ale przecież nie wiem nic o tych czterdziestu procentach. Poza tym, że część z nich wzięła sobie po prostu urlop. Od wszystkiego!

Nie wykluczone też, do jakiejś sporej grupy "niewyborczych" trafiłaby bardzo multimedialna strona Waldemara Pawlaka. Bo on sam nie tafia chyba do nikogo, a przynajmniej bardzo ciężko dosłyszeć się w jego głosie chęci takiego trafiania.

Może dla domatorów i wielbicieli wirtualnej rzeczywistość, których przecież nie brakuje, www Pawlaka, dałoby mu drugą turę? A potem walkę z Bronisławem Komorowskim o prezydenturę. Ale pewnie nie byłaby to walka na słowa.

W każdym razie ostra jatka w koalicji byłaby gwarantowana. Nagle okazałoby się, że partie, które od trzech lat tworzą koalicję, nie mają ze sobą nic wspólnego, a ich rządową drogę można by porównać do zdrapki w lotto. PO po prostu zdrapało PSL - ot, cała historia.

Całkiem realne, że w kampanii do "wszystkich Polaków" zupełnie zniknąłby temat katastrofy smoleńskiej i czyjejś za nią odpowiedzialności. Może właśnie to spore grono stwierdziło, że kampania oparta na ciągłych wypominkach, jest co najmniej podejrzana, a niemieszanie się w nią, to zwykły wybór sumienia.

Wersji możliwych kombinacji w scenariuszu, w którym do urn idzie 100 proc. obywateli i wybrany zostaje prezydent "wszystkich" Polaków, jest tak wiele, że kolejne mnożenie ich przypominałoby nieskończoną liczbę Pi.

Całkiem niesłychane jest to, że gdyby wszyscy głosowali, któryś z nich, nawet ten najbardziej hardcorowy, mógłby się sprawdzić.

I chyba, dlatego wśród społeczeństwa, mamy tak wysoki odsetek tych, których urna parzy. A nam i całej reszcie jest wtedy, mimo wszystko, łatwiej przewidywać. Zawężenie rozstrzygnięcia do dwóch możliwości, to jednak spory sukces. I nawet ten "nowy" błąd statystyczny tak strasznie nie przeraża.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Jestem za wprowadzeniem obowiązku głosowania ;P
Bardzo trafne przemyślenia

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Robercie, myślę, że to by było trudne. Nie przychodzi mi żaden pomysł na egzekwowanie takiego obowiązku poza jakimiś drastycznymi metodami. ;) Natomiast ciekawe jak przełożyłoby się to na wyniki. Albo np. wprowadzenie egzaminów dopuszczających do wyborów.

W tej drugiej sprawie byłoby gorzej, bo mogłoby się okazać, że wielu kandydatów nie miałoby prawa głosu :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetne przemyślenia. Matematyka potwierdziła raz jeszcze , że nie jest to Prezydent wszystkich Polaków. 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Julita brawo. A może by tak w prowadzić raz obowiązek głosowania? Praktykuję się to przecież.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chodzi o mnie zapewniam, że nie był to tekst, który miał kogokolwiek, w czymkolwiek pouczać, a tym bardziej ganić. Proponuje nie brać go dokładnie i na serio, gdyż nie było to moją intencją :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trzeba się wreszcie pogodzić z tym, że demokracja to rządy większości. Więc niech większość decyduje. Oczywiście większość tych, którzy w decydowaniu chcą wziąć udział. Tym jednak, którzy wyjadą na urlop lub chcą zostać w domu bo żaden z kandydatów im nie odpowiada też przyznajmy prawo do podjęcia właśnie takiej decyzji. I, na Boga, nie próbujmy ich pouczać czy winą obarczać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przerażające jest, że 25 procent wybrało TAKIEGO prezydenta...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak się nad tym zastanowić, to rzeczywiście jest to na swój sposób przerażające. 25% wybiera prezydenta. A połowa uprawnionych do głosowania w ogóle "decyduje się decydować".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Raczej połowy z połowy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.