Facebook Google+ Twitter

Demokracja petentów

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2011-10-05 16:05

Demokrację wymyślili ludzie ekonomicznie równi. Czy pasuje ona do naszego, silnie zróżnicowanego społeczeństwa?

Jak to z demokracją było

Precyzyjne określenie źródeł, czy choćby sytuacji, w której powstawały demokracje (szczególnie te najwcześniejsze) nie jest chyba możliwe. Ja przynajmniej takich opisów ani analiz nie znam. Wydaje się jednak, że źródeł demokracji poszukiwać należy w sprzeciwie wobec rozmaitych hierarchii władzy, które odbierane były jako daleko odbiegające od hierarchii wartości. Przyroda reguluje kwestie przywództwa raczej prosto; rządzi silniejszy, tj. taki, który potrafi posłuszeństwo wymusić. Zmiany przywództwa też regulowane są naturalnie; trzeba je wywalczyć obalając starego władcę. Wygląda więc na to, że demokracja jest raczej bardzo „nienaturalnym” wynalazkiem człowieka, który musiał jakoś dojść do wniosku, że sprawność fizyczna to za mało, by zostać „osobnikiem alfa”.

Między „naturą”, a demokracją było pewnie mnóstwo etapów pośrednich, gdzie władca wykazać się musiał np. przebiegłością, a władzę zdobywał intrygami. Ale tak czy owak, gdzieś wystąpić musiała sytuacja, kiedy to tzw. lud dostrzegł słabość aktualnego władcy i brak sensownych kandydatów na jego miejsce. Być może zaważył tu przyrodzony wszystkim chyba „myślącym” stworzeniom brak zaufania do współplemieńców. Nie wiem czy to ten brak zaufania wygenerował pogląd, że wszyscy członkowie określonej, odpowiednio licznej grupy ludzi są „równi”, ale ta „równość” była chyba podstawową zasadą wczesnych demokracji. Była to równość praw, ale i obowiązków i odpowiedzialności. Nie ma sensu pisać tu o sprawach dobrze z historii znanych, ale warto przypomnieć, że wczesne demokracje dość surowo (choć nie zawsze uczciwie czy choćby sensownie, vide Sokrates) rozliczały swych członków. Równych sobie członków.

Ta równość miała charakter „ekonomiczny” w tym sensie, że każdy „demokrata” (przynajmniej w teorii) jakoś się samodzielnie utrzymywał, a grupa gwarantowała mu takie same prawa rozwoju jak pozostałym swym członkom.
Teoria a praktyka W praktyce pewnie jakaś część demokratów była jednak od innych zależna, ale ci „klienci” nie stanowili (przynajmniej we wczesnych demokracjach) większości wyborców wykształconych przez demokrację władz.

Dziś większość wyborców to właśnie klienci, którzy o samodzielności ekonomicznej pomyśleć nawet nie mają ochoty. To nie jest impertynencja; ja też nie dałbym sobie rady na „czysto ekonomicznym” rynku. To po prostu fakt; dla większości ludzi całkowicie samodzielne organizowanie sobie sposobu zdobywania dóbr jest zbyt trudne. Nie tylko ze względu na stopień komplikacji materii; tu trzeba jeszcze mieć tzw. charakter; wolę osiągania celów i determinację w realizacji prowadzących do tych celów postępowań. Ma to niewielki procent społeczeństwa. Ta reszta jest – jakkolwiek by to nie zabrzmiało - z konieczności klientami.

Immanentną cechą współczesnej demokracji jest jednak okresowa zmiana władzy. Sama struktura jej sprawowania, tj. hierarchia urzędów, system egzekucji należności czy nawet nacisków na aktualnie rządzących (organizacje pozarządowe) jest względnie stabilny, ale miejsc w tych instytucjach jest mniej niż osobników mających ambicje rządzenia i możliwości realizacji tych ambicji. Klient nie wie więc czyim jest właściwie klientem i staje się klientem urzędu, tj. petentem, który oczekuje, że urząd zapewni mu w miarę dostatnie życie. Ja tez takim petentem jestem.
(Waldemar Korczyński)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.