
Nic jednak nie przebije decyzji Komitetu Wyborczego w Soczi o otwarciu wyborów dla… mieszkańców pobliskiej Abchazji posiadających rosyjskie paszporty i zameldowanych w Soczi. W tym, historycznie abchaskim mieście, tysiące Abchazów melduje się, by otrzymywać rosyjską emeryturę i inne świadczenia. Nie jest to nawet żaden przekręt z ich strony. Władze centralne znają i popierają od lat ten proceder w imię ekonomicznej zależności Abchazji.
- Komitet wyborczy podjął decyzję bezprecedensową nawet dla putinowskiej Rosji -
pisze na swoim blogu Niemcow. W piątek, w przygranicznej miejscowości Wiesioloje ma zostać otwarty lokal wyborczy dla mieszkańców Abchazji. Ilu z nich stawi się na wyborach, a ile głosów zostanie po prostu wydrukowanych i na czyją korzyść - można tylko cynicznie prognozować.
Anatolij Pachomow nie wiecuje, nie musi. Od trzech miesięcy jest… merem Soczi, mianowanym przez
zaufanego na Kremlu gubernatora Kraju Krasnodarskiego, Aleksandra Tkaczowa. To już czwarty tymczasowy burmistrz w ciągu ostatniego roku, kiedy wybory odkładane były wyraźnie z myślą o tym terminie. Dziwnym zbiegiem okoliczności jest, że mer wybrany w wiosennych wyborach zakończy swoją kadencję akurat za 5 lat, czyli zaraz po zimowych igrzyskach w Soczi.
Jako aktywny mer i członek rosyjskiego establishmentu Pachomowowi przysługuje tradycyjna propagandowa obecność w mediach. Ten standard ustanowił jeszcze Leonid Breżniew. W ogólnorosyjskich wiadomościach codziennie od lat pojawia się Putin. Dmitrij Miedwiediew, który prezydentem jest od roku, w "Wiestiach" i "Nowostiach" gości dzień w dzień od półtora roku. Nietrudno zgadnąć, kto od trzech miesięcy króluje w wieczornym wydaniu lokalnej telewizji w Soczi. Pachonow raz wizytuje piekarnię, innym razem zleca postawienie nowych przystanków autobusowych, słowem - eksponuje swoją aktywność w sprawdzony i diablo skuteczny sposób.
Wszystko to sprawia, że wybory w Soczi to tak naprawdę wybory w Moskwie. To klasyczne wewnętrzne przedstawienie, demonstracja demokracji w starym dobrym rosyjskim stylu gdzie wrogiem jest własny oszukiwany obywatel. W zeszłym tygodniu prezydent Dmitrij Miedwiediew w
wywiadzie dla opozycyjnej „Nowoj Gaziety” wyraził zadowolenie, że o urząd starają się kandydaci opozycji. - W Soczi trwa pełnowartościowa polityczna potyczka. Dobrze, że uczestniczą w niej różne siły polityczne. Takie barwne kampanie służą demokracji - powiedział Miedwiediew. Farsa.
Źródła:
The Moscow Times,
Bloomberg.com,
Gazieta