Facebook Google+ Twitter

Demonstracja KOD: histeria i wrzask. Marsz po władzę

Pan Kijowski oszukuje twierdząc, że jego ruch jest neutralny politycznie. Nie jest i nie dajmy sobie tego wmówić. Na ulicę wyszedł elektorat PO, Lewicy i Nowoczesnej. Spory, ale mniejszościowy i nie tak dynamiczny jak zwolennicy "zmiany".

Mateusz Kijowski / Fot. Platforma Obywatelska RP- Obowiązkiem demokraty jest stawić się na proteście przeciw PiS – usłyszałam od jednej i drugiej koleżanki, kiedyś popierających PO, wcześniej Unię Wolności. Dziś obie koturnowo rwą włosy z głowy nad tragedią sędziego Rzeplińskiego.

Oficjalny przekaz głosi, że ruch zasilany przez establishment III RP jest zdystansowany do polityki i skoncentrowany na mechanizmach demokracji, na dodatek reprezentatywny dla całego społeczeństwa. To bzdura. Narracja o apolityczności KOD-u napędza zaufanie do nowej siły politycznej, która odbudowuje się na zgliszczach transformacji Balcerowicza i wizerunkowej dyktatury Donalda Tuska. A wyborców PiS ma więcej, niż wszystkie te partie łącznie.

Czytaj więcej: Kogo wyklnie Michnik?

Moje koleżanki nie mają jeszcze odwagi wznosić okrzyków poparcia dla nowej siły politycznej. Jeszcze jej nie ma. Ale nie tracą nadziei, że wkrótce się narodzi i nie mają co do jej charakteru wahań. Będzie europejska, obca Kościołowi, narodowi i pro korporacyjna. Czas zmienić barwy partyjne. Może nie teraz, wkrótce.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (58):

Sortuj komentarze:

Jestem bardzo zawiedziony >:->, gdyż myślałem, że cała sfora "pisiakóW lub "kodzików" mnie obsiądzie i wykaże luki w mojej wiedzy z logiki, a tu cisza...

A miałbym do obu takich "adwersarzy" jeszcze np. takie pytanie:

Po co ta walka "na niby" obu rzekomych odwiecznych wrogów, PO i PiS? A okazuje się, że ich azymut jest zgodny, tylko niektórzy ludzie drą ze sobą koty. Tak jak w każdej jakiejś większej zbiorowości. Natomiast w sprawach strategicznych nie ma między nimi rozbieżności. Dla kogo ten teatrzyk?

Weźmy np. takiego pana ambasadora R. Schnepfa. Człowiek bardzo "zasłużony" dla stosunków polsko-amerykańskich, jak sam o sobie mówi. Już za czasów Marcinkiewicza, jako jego doradca, przyklaskiwał północnej rurze gazowej niemiecko-rosyjskiej z pominięciem terytorium Polski ("Dziennik" 12 maja 2006), a nawet poza jego plecami opowiadał, że rząd polski chce zaproponować udział w jego budowie (po czym go zdymisjonowano). Podobno z tego też powodu nie został ambasadorem w Madrycie. Pan Schnepf jest również znany z lobbingu na rzecz roszczeń żydowskich wobec Polski.

Co taki człowiek jeszcze robi w naszej ambasadzie za patriotycznych rządów PiS-u? Tym bardziej, że pan Schnepf był pupilkiem innego odwiecznego PiS-owskiego wroga - R. Sikorskiego, który chciał "dorżnąć watahy".

Takich ciekawych kwiatków można by zebrać jerszcze sporo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mało tego, kilka dni temu opublikowano projekt nowelizacji ustawy hazardowej, w której wrócił sobie niepostrzeżenie "rejest stron niedozwolonych".

To co chciała wprowadzić PO, która po prostestach ostatecznie zrezygnowała z pomysłu, teraz forsuje PiS i najprawdopodobniej tym razem z "sukcesem".

Po wprowadzeiu ustawy, pracownik dostawcy usług internetowych, codziennie będzie musiał sprawdzać rządowy rejestr, czy coś tam się nowego nie pojawiłlo. Bo jak nie zablokują niedozwolonej strony w ciągu 2 dni od ukazania się wpisu - kara finansowa.

Demokracja nie jest żadną wartością. Wartością jest "wolność", której krok po kroku na własne życzenie i w imieniu kogoś ( kogo?), w "demokratycznym" systemie się pozbywamy.

Wiele nie trzeba. Kilka prowokacyjnych zamachów, kilka przerażających wizji tego, co to niby nieodpowiedzialni ludzie zrobią, jesli tej wolności im się nie zabierze i "demokrata" już trzęsie ze strachu portkami.

To nawet jest zabawne, bo jednoczesnie w telewizorni pokazują człowiekowi non stop sytuacje ekstremalnie ryzykowne, od sportów wyczynowych począwszy, na najróżniejszych innych ekstremalnych kretynizmach skończywszy.
I ten jest zachwycony. Jednocześnie w rzeczywistości zakładają mu coraz ciaśniejszy kaganiec, tłumacząc się ograniczaniem ryzyka.

No bo przeceiż wiadomo, że jak się wyeliminuje ryzyko ostatecznie - będzie raj ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

11.05.2016 o godz. 18:58, w komentarzu pod tym tekstem napisałem tak:

<<Panie Bartku, czy Pan jeszcze nie zauważył, że "kodziaki" niewiele różnią się od "pisiaków"? Wszak po owocach ich poznacie, jak mówi Pismo Święte (Mt 7,20). Spirytus movens Ustawy 1066 (o tzw. bratniej pomocy), podobno (?) było "najzdrowsze jądro" KOD-u, a PiS głosował przeciwnie (poza jednym posłem). I co z tego wynika? Ano nic! Pół roku rządzenia i ustawa nadal nie jest ruszona. Nawet projekt 23 posłów grupy Kukiza nic nie zmienił w tej sprawie, ponieważ... wpadł gdzieś w czeluść głębokich szuflad sejmowych. Ba! Nawet uchwalono w marcu ciekawą poprawkę do tej ustawy, którą będzie rozpatrywał Senat. Robi się bardzo ciekawie.>>

No i już pozamiatane...
Prezydent ustawę podpisał 19 maja, a Senat nie wnosił żadnych poprawek.

Pozbierajmy wszystko "zusammen do kupy"... PO uchwaliło Ustawę 1066, Komorowski ją podpisał, a PiS głosował przeciw tej ustawie. Po półrocznym rządzeniu PiS ustawy nie posyła do diabła, lecz wnosi do niej "uaktualnienia". Kukizowcy wnieśli projekt uchylenia Ustawy 1066, ale następnie głosowali "za" wniesieniem wzmiankowanych "uaktualnień"... Tylko 7 posłów z grupy Kukiza zagłosowało przeciw. O co tutaj chodzi?

Panie Bartku, "wywołuję Pana do tablicy" (wszak tamten mój post był do Pana skierowany) i proszę o udzielenie mi korepetycji z logiki, gdyż jako - najwidoczniej - tuman nie mogę tego pojąć!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Takich co wyprowadzili dziesiątki tysiecy na ulice było więcej. Cohn-Bendit wyprowadził tylko setki, ale byli dobrze propagowani.

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Skąd on się wziął? Dlaczego autorka w ogóle roztrząsa jego myśli, słowa czy nawet czyny? Jakby to był jakiś liczący się autorytet. A przecież on się liczy tylko dlatego, że się liczy.../

Myślę, że to są jednak rozdzielne problemy. Problem skąd się wziął jest wtórny. Ktoś, kto wyprowadził dziesiąt tysięcy ludzi na ulicę, wymaga uwagi właśnie ze względu na to, co zrobił.
Jak ktoś rzuca argument, to w polemice potrzebny jest kontrargument. Oczywiście to, skąd się gość wziął jest ważne i jest częścią szerszego kontekstu, ale ten problem z kolei nie może sam stać się kontrargumentem wyłącznym. Skoro nie chcemy wierzyć "autorytetom", i słusznie, to opierajmy się na czystych argumentach. Obojętnej proweniencji.

Ostatnio miałem takie zdarzenie, że we własnym mieszkaniu odkryłem kota ( kota, nie KOD-a ;) ) No i musiałem się z tym "argumentem" zmierzyć, a dopiero potem zastanawiać się, skąd on się wziął ;) Kolejność odwrotna nie robiła na kocie wrażenia zupełnie i nie chciał "zniknąć" ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Został wyprodukowany na potrzeby polityczne opozycji, nic więcej :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oj, tak! Myślenie to straszna rzecz, zwłaszcza dla tych wszystkich wspomnianych przeze mnie wcześniej pijarowców. Ono prawie zawsze kończy się dla "zaślepionych wyznawców" spostrzeżeniem, że oto zostali z ręką w nocniku, bądź najdelikatniej mówiąc zawiedli się i rozczarowali. Na potwierdzenie tego faktu mam świeżo w pamięci "Akwarium" Wiktora Suworowa, gdzie opisuje on swoją przemianę z wzorowego "żołnierza" na "zdrajcę" ratującego własną skórę, gdy wreszcie dotarło do niego, że służy "fałszywemu bóstwu"...

Dopadła mnie taka oto refleksja. Teksty takie jak ten Marii, robią wodę na młyn panu Kijowskiemu, do niedawna jeszcze przecież nieznanemu szerszej publiczności. Skąd on się wziął? Dlaczego autorka w ogóle roztrząsa jego myśli, słowa czy nawet czyny? Jakby to był jakiś liczący się autorytet. A przecież on się liczy tylko dlatego, że się liczy... Stanisław Michalkiewicz mówi o nim wprost, że to taki "Bolek naszych czasów".

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Rozumiem, że nie wierzy Pan w żadne wyniki wyborów? ;)/

Wybory to kwestia precyzyjnej procedury, nadzoru i skali.
A tutaj tak niewiele potrzeba było, aby praca uzyskała coś na kształt dowodu. Niewiele w stosunku do już włożonej pracy. Tymczasem skutek jest taki, że słychać krzyk: UWIERZCIE NAM!

/A więc na końcu naszych przekonań i tak stoi wiara... w to, bądź w tamto... Bez większej weryfikacji./

Dokładnie. Stąd potrzeba podziału spraw, na dla nas istotne i nieistotne. W przypadku tych najistotniejszych - zgromadzenia koniecznego materiału, spojrzenia z tak wielu perspektyw, jak to jest racjonalnie możliwe i postawienia hipotezy. Która podlega nieustannej weryfikacji w czasie, w miarę napływu nowych danych. To trudne. I męczące. Łatwiej na którymś etapie uwierzyć "ostatecznie" i "zamknąć się" mentalnie na nowe dane. Dotyczy wszystkich bez wyjątku, ze mną oczywiście też ;)
Więcej, w tym stanie, jak ktoś przynosi nam w prezencie dane istotne, to zamiast być mu wdzięcznym, atakujemy go. Często frontalnie. Jego wysokość EGO zostało zaatakowane i się broni ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Całe sztaby marketingowców, pijarowców (czytaj oszustów z certyfikatem legalności), korzystają z tego, że przeciętny Kowalski nie jest w stanie przeważnie zweryfikować podawanych przez nich informacji i stąd tenże Kowalski stoi przed przymusem zaakceptowania tych informacji, bądź nie. A więc na końcu naszych przekonań i tak stoi wiara... w to, bądź w tamto... Bez większej weryfikacji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rozumiem, że nie wierzy Pan w żadne wyniki wyborów? ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.