Facebook Google+ Twitter

Demontaż z niewielką pomocą przyjaciół

Niegdyś atomowe okręty podwodne były chlubą radzieckiej armii, dzisiaj grożą drugim Czarnobylem. Rosjanie postawili sobie jednak ambitny cel - demontaż przestarzałych okrętów do 2010 roku. Z pomocą państw Zachodu jest to nawet możliwe.

Atomowe submariny jakie posiadają Rosjanie są pozostałością po radzieckich ambicjach o panowaniu na morzach i oceanach świata. W latach 70-tych ZSRR rozpoczął realizację programu, jak to ujął admirał Siergiej Gorszkow, „potęgi morskiej państwa”. I chociaż nie udało się zagrozić amerykańskiej dominacji morskiej, to zbudowano ogromną armadę okrętów podwodnych o napędzie atomowym.
Od końca lat 80-tych do dnia dzisiejszego, Rosjanie musieli wycofać ze służby około 200 atomowych okrętów podwodnych. Proces ten wynikał z trzech przyczyn: podpisania układu o redukcji broni strategicznych (START I), starzenia się okrętów oraz braku środków dla ich właściwego utrzymania i naprawy.


Atomowe bomby zegarowe

Wycofywanie okrętów ze służby i konieczność ich demontażu unaoczniły kompletny brak przygotowania Rosjan do tego kosztownego procesu, z którym łączyły się kwestie przechowywania odpadów radioaktywnych i paliwa nuklearnego.
W latach 90-tych wobec ogromnego kryzysu wewnętrznego, właściwie jedynie dzięki zagranicznej pomocy udawało się Rosji demontować okręty. Największe pieniądze na ten cel łożyli Amerykanie, w ramach programu „Cooperative Threat Reduction”. Również Norwegowie i Japończycy przeznaczali spore środki dla demontażu, odpowiednio okrętów Floty Północnej i Floty Pacyfiku.
Pomoc płynąca z zagranicy umożliwiała jednak demontowanie zaledwie kilku okrętów rocznie, co było zdecydowanie nieadekwatne do skali problemu. Wolne tempo „czyszczenia” rosyjskich doków w znaczący sposób zwiększało prawdopodobieństwo katastrofy, prowadząc do sytuacji w której okręty, z paliwem nuklearnym wewnątrz reaktorów, oczekiwały na demontaż 10-15 lat.

Dodatkowym czynnikiem ryzyka była ogromna skala patologii w rosyjskiej flocie. Rygory bezpieczeństwa były całkowicie zaniedbywane, a komponenty atomowych okrętów, kawałek po kawałku, rozkradali sami żołnierze. Dochodziło do kuriozalnych sytuacji, jak np. w 1996 roku, gdy omal nie doszło do stopienia reaktora jednego z okrętów Floty Północnej oczekującego na demontaż, ponieważ elektrownia odcięła, za nieopłacone rachunki, dopływ prądu do doku, w którym znajdował się okręt.


Pomagać, czyli płacić
Ciemnozielonym kolorem zaznaczone są państwa należące do G8 / Fot. Holek, CC, http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:G8_organization.svg
Większy strumień zagranicznych pieniędzy zaczął płynąć do Rosji dzięki inicjatywie jaką podjęto na szczycie G8 w Kananaskis (Kanada), w czerwcu 2002 roku. Przedstawiciele najbogatszych państw świata ogłosili wówczas „Globalne Partnerstwo Przeciwko Rozprzestrzenianiu Broni i Materiałów Masowego Rażenia”. U podstaw tej inicjatywy leżał atak terrorystyczny na USA i rosnąca obawa przed wykorzystaniem przez terrorystów broni nuklearnej.

Pierwszym celem wspólnego działania miało być zabezpieczenie materiałów radioaktywnych i instalacji nuklearnych na terenie byłego ZSRR; jako jeden z priorytetów wymieniono demontaż rosyjskich okrętów podwodnych o napędzie atomowym.

Efekty „globalnego partnerstwa” były widoczne już w roku następnym, kiedy Rosjanom udało się zdemontować rekordowo wysoką liczbę 10 okrętów atomowych. Z roku na roku rośnie pomoc z zagranicy, a do najhojniejszych darczyńców należą Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy i Kanada. Dzięki temu wsparciu udaję się Rosjanom demontować więcej okrętów (w 2006 roku - 18, w 2007 - 15). Stąd też optymistyczne prognozy Rosjan co do szybkiego uporania się z demontażem okrętów. Szef Rosatomu (rosyjskiej agencji atomowej), Siergiej Kriwienko, zapewnił ostatnio, że Rosja zdemontowała już 145 ze 197 postradzieckich okrętów podwodnych, a cały proces zostanie na pewno zakończony do 2010 roku.


Odpowiedzialność Rosji?

Mimo iż Rosja dostaje coraz większe środki na demontaż okrętów, to rosyjskie ministerstwo energii nuklearnej (Minatom) wytyka swoim zagranicznym partnerom, że i tak dają mniej pieniędzy niż wcześniej zapowiadali (co jest zgodne z prawdą). Z drugiej strony, Rosja ze swojej własnej kieszeni wydaję na demontaż około 100 mln USD rocznie. I mimo ogromnych nadwyżek budżetowych oraz wzrostu wydatków na obronność o miliardy dolarów, nie planuje przeznaczać większych środków na ten cel.

Równocześnie Rosjanie twardo stoją na stanowisku, że chaos lat 90-tych jest już dawno za nimi, a demontażowi okrętów towarzyszą wysokie środki ostrożności. Fakty zdają się jednak świadczyć o czymś innym. W 2003 roku w czasie holowania na miejsce demontażu zatonął okręt K-159 z 9 marynarzami na pokładzie. Natomiast w sierpniu 2006 roku w eksplozji i pożarze na demontowanym okręcie zginęło dwóch marynarzy. Mimo tych tragedii władze rosyjskie podtrzymują, że standardy bezpieczeństwa są na pewno wystarczające.


Współpraca mimo wszystko

Co jakiś czas pojawiają się jednak zgrzyty w relacjach Rosji z zachodnimi partnerami. Tak było wiosną tego roku, kiedy Rosjanie oskarżyli norweską dyplomatkę Ingjerd Kroker o działania szpiegowskie i nie wpuścili jej na terytorium Rosji. Sama Kroker od wielu lat kontrolowała wykorzystanie norweskiej pomocy dla utylizacji okrętów Floty Północnej. Norwegowie podpisali mimo tego kolejna umowę z Rosatomem dotyczącą pomocy finansowej i technologicznej w demontażu radzieckich okrętów podwodnych.

Również lodowate relacje miedzy Wielka Brytania a Rosją po zabójstwie Aleksandra Litwinienki nie spowodowały wstrzymania brytyjskiej pomocy. Malcolm Wicks, brytyjski minister ds. energetyki, w czasie swojej październikowej wizyty na półwyspie Kola zapowiedział, że Wielka Brytania będzie nadal pomagać Rosji w utylizacji odpadów radioaktywnych i paliwa nuklearnego. Warto dodać, że Brytyjczycy są jednymi z najhojniejszych darczyńców i przekazali już Rosji ponad 750 mln USD na ten cel.

Pomimo pewnych sporów między stroną rosyjską a zachodnimi państwami, można raczej z dużą dozą pewności przewidzieć, iż współpraca w demontażu radzieckiego arsenału nadal będzie kontynuowana. Przemawia za tym obawa Europy i Ameryki przed możliwą katastrofą ekologiczną w Rosji, której konsekwencje mogą być trudne do oszacowania. A przede wszystkim Zachód chcę mieć pewność, że nuklearne komponenty z postsowieckich okrętów nie będą sprzedawane do państw trzecich.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

około 20, natomiast jeżeli chodzi o porównanie sił to, hm... USA ma przygniatającą przewagę, w chwili obecnej całkowicie dominuję na morzach i oceanach. Indie rozbuduwują swoją flotę, ale bazują na zakupach okrętów z Rosji. Chiny mają trochę rosyjskich okrętów, ale intensywnie rozwijają produkcję własnych okrętów, o relatywnej słabości jej floty świadczy chociażby brak lotniskowca. Rosyjska marynarka jest bez wątpienia silniejsza od chinskiej i indyjskiej. A w tym roku Rosjanie ruszyli z programem rozwoju floty, do 2015 roku mają zamiar przeznaczyć około 50 mld USD na budowę nowych jednostek. Chcą zostać drugą flotą świata.
pozdrowionka :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za dobry materiał. Pytanie do autora: ile Rosja posiada teraz łodzi podwodnych? (oprócz tych postsowieckich). Jak oceniasz wielkość i siłę floty rosyjskiej w porównaniu do USA, Chin i Japonii (ewentualnie Indii)? pozdr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.