Facebook Google+ Twitter

Derby Łodzi dla Łódzkiego Klubu Sportowego

Grający u siebie ŁKS pokonał odwiecznego rywala. Widzew mimo przewagi nie potrafił zagrozić bramce rywala. Przez całe spotkanie widzewiacy nie oddali celnego strzału na bramkę rywali.

Początek spotkania to ataki ŁKS. Już w 5. minucie z rzutu wolnego uderzał Sebastian Mila, jednak jego strzał był daleki od celu. W 13. minucie po raz kolejny z bardzo dobrej strony pokazał się reprezentant Polski, po strąceniu piłki przez Ensara Arifovica oddał bardzo groźny strzał z 20 metrów, który sparował na rzut rożny Bartosz Fabiniak.

Dośrodkowanie z kornera znów było dziełem Mili. Było ono bardzo precyzyjne. Do piłki doszedł Marcin Adamski, który uprzedził Fabiniaka i umieścił piłkę w bramce Widzewa. Adamskiego do strzału dopuścił Kłos, który na pewno ma swój udział przy bramce.

Kolejne minuty to przewaga Widzewa, z której nadal nic nie wynika. A ŁKS groźnie atakował. W 22. minucie na 2:0 powinien podwyższyć Jovinio, który znalazł się w sytuacji „sam na sam” z Fabiniakiem, lecz uderzył wprost w bramkarza Widzewa. Chwilę później fantastycznym, prostopadłym podaniem popisał się Łukasz Madej, lecz Robert Szczot źle przyjął piłkę i nic z tego nie wyszło.

Widzew próbował atakować, lecz bardzo dobrze grała obrona Łódzkiego Klubu Sportowego. Kłos i Adamski nie dopuszczali do żadnych groźnych sytuacji, więc grający z kontuzją Bogusław Wyparło nie miał dużo pracy. Natomiast w drużynie Widzewa był zauważalny brak dwójki podstawowych stoperów, Ukaha i Szymanka.

Drugą połowę tak, jak i pierwszą od ataków rozpoczęli gospodarze. Na skrzydle Madej „zakręcił” obrońcą i wrzucił lewą nogą na pole karne, tam do niej dopadł Arifović, lecz jego strzał z woleja na rzut rożny wybił Fabiniak.

Do piłki ponownie podszedł Mila i świetnie wrzucił, tym razem na głowę Tomasza Kłosa, który fantastycznie wyszedł w powietrze i precyzyjnym uderzeniem w długi róg pokonał bramkarza Widzewa po raz drugi. To była 51. minuta.

Widzew próbował odmienić obliczę tego spotkania, lecz nic z tego nie wychodziło, a ŁKS raz, po raz groźnie kontrował. Po jednej z akcji Arifović zagrał do Szczota, który znowu źle przyjął i nie zagroził bramce gości.
Już w doliczonym czasie gry blisko podwyższenia wyniku był Mieczysław Sikora, który samotny rajd zakończył bardzo dobrym uderzeniem, lecz jeszcze lepszą interwencją popisał się Fabiniak. A dobitka Madeja była niecelna.

Widzew mimo, iż w całym meczu był 62 procent czasu gry w posiadaniu piłki, to oddał tylko 3 strzały i żaden nie był celny. A ŁKS grał mądrze i wykorzystał swoje atuty, czyli dobrze wytrenowane stałe fragmenty gry i zasłużenie zwyciężył. Było to pierwsze zwycięstwo ŁKS na swoim boisku z Widzewem od 1992 roku.

Trudno powiedzieć coś dobrego o zachowaniu kibiców, którzy przyszli na stadion. Rzucali w siebie racami, wyzywali się nawzajem i wywieszali obraźliwe transparenty i niestety muszę przyznać, że jestem ogromnie zawiedziony ich postawą. Na trybunach miało być piłkarskie święto, a wyszło jak wyszło. Sędzia Borski przez zachowanie kibiców musiał drugą połowę przedłużyć o 8 minut.

ŁKS Łódź - Widzew Łódź 2:0 (1:0)
1:0 - Marcin Adamski 14 minuta
2:0 - Tomasz Kłos 51 minuta

Składy:

ŁKS Łódź: Wyparło - Paulinho, Tomasz Kłos, Adamski, Mysona, Madej, Kascelan, Jovino (90+1' Sikora), Mila, Szczot (83' Woźniczka), Arifović (87' Świątek).

Widzew Łódź: Fabiniak - Szeliga, Robert Kłos, Stawarczyk, Lisowski (84' Masłowski), Budka, Juszkiewicz, Kuklis (46' Panka), Napoleoni, Mierzejewski (62' Oziębała), Kowalczyk.

Żółte kartki: Mysona, Paulinho (ŁKS) oraz Panka (Widzew).

Sędzia: Marcin Borski (Warszawa).

Widzów: 10 000

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.