Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

91092 miejsce

Derby Polski dla Wisły Kraków. Pokonała Legię 1:0

Na ten mecz czekał cały piłkarski kraj. Derby Polski, bo tak określane jest to starcie, zakończyły się wygraną Wisły, dla której gola strzelił w 82. minucie Paweł Brożek.

 / Fot. PAP/Jacek BednarczykLegia Warszawa przystępowała do tego meczu bardzo osłabiona. W jej szeregach nie zagrał Miroslav Radović, Jakub Kosecki, Ivica Vrdoljak i Marek Saganowski. Właśnie dlatego Jan Urban przed meczem miał nie lada ból głowy w związku ze składem. Nie zmienia to jednak faktu, że ta ekipa ma przynajmniej po dwóch zawodników na każdą pozycję, najdłuższą ławkę rezerwowych, a także, co trzeba powiedzieć, jednych z lepszych zawodników w T-Mobile Ekstraklasie. I właśnie to chcieli udowodnić: że są najlepsi.

Legia już od początku zaczęła stwarzać przewagę, co wyraziła w postaci trzech rzutów rożnych z rzędu. Wisła jednak długo nie pozostawała dłużna i w 5. minucie Łukasz Garguła wywalczył rzut wolny w okolicach pola karnego. Ostoja Stjepanović uderzył jednak w mur. Z każdą kolejną akcją krakowianie atakowali coraz zacieklej i pokazywali, że brak porażki w tym sezonie, to nie był przypadek. Najlepiej spisywał się wspomniany Macedończyk, który rozgrywał i zatrzymywał ataki rywali. W 20. minucie w świetnej sytuacji znaleźli się zawodnicy przyjezdnych, ale kapitalnym wślizgiem powstrzymał bardzo groźny atak Arkadiusz Głowacki, który miał prawo sądzić, że znajdzie się w kadrze selekcjonera na spotkania z Ukrainą i Anglią w eliminacjach Mistrzostw Świata. Przeżywający drugą młodość stoper musiał jednak uznać wyższość takich piłkarzy jak Marcin Wasilewski, Łukasz Szukała i Bartosz Salamon. Pomijając jednak kadrę, to chwilę po jednej groźnej akcji, goście mieli już drugą. Michał Żyro przyjął sobie piłkę w polu karnym, i zamiast strzelać po długim słupku, to uderzył prosto w ręce golkipera. Z każdą chwilą było jednak widać, że to legioniści prowadzą grę, kontrolują mecz, a przeciwnik nastawił się na kontry. Po części jej się to udawało i po groźnej akcji Stjepanović o mało nie wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Strzał był jednak trochę za słaby. A goście nadal narzucali tempo. W 32. minucie Dominik Furman ustawił piłkę w narożniku boiska, popatrzył na swoich partnerów i zagrał do ustawionego przed polem karnym Tomasza Brzyskiego. Ten huknął nożycami z pierwszej piłki, ta kapitalnie poleciała w kierunku bramki i gdyby nie Michał Miśkiewicz, to byłoby 0:1 i już w 11. kolejce mielibyśmy bramkę sezonu. 8. minut przed końcem pierwszej połowy Paweł Brożek zmarnował 100-procentową okazję. Łukasz Garguła dośrodkował z rzutu rożnego, piłkę przedłużył Głowacki, a napastnik z Krakowa, który stał metr przed bramką, tak niefortunnie trafił w futbolówkę, że ta uderzyła go w głowę, i w ten sposób wyręczył Wojciecha Skabę od interwencji. Pod koniec Legia jeszcze przycisnęła, ale nic z tego już nie wyszło i sędzia zakończył pierwszą połowę.

Na drugą część meczu nie wyszedł już Henrik Ojamaa, a zastąpił go Michał Kucharczyk. Z perspektywy boiska wydawać by się mogło, że była to słuszna decyzja, bo po pierwszych 45. minutach Legia częściej atakowała skrzydłami, a młody zawodnik, dzięki swojej szybkości, lepiej się do tego nadaje. W 55. minucie mieliśmy jakby skopiowanie akcji z pierwszej połowy, kiedy to Brożek nie zdołał trafić gola. Znów piłka była ustawiona w narożniku, znów podszedł do niej Garguła i znów zgrał ją Głowacki. Jedyna różnica to fakt, że uderzał Rafał Boguski, a futbolówka uderzyła w poprzeczkę. Faktem jest, że gdyby nie Daniel Łukasik, który starał się ją zablokować, skrzydłowy gospodarzy pewnie lepiej by przymierzył. Na pół godziny przed końcem meczu Wladimer Dwaliszwili ładnie uderzył i, mimo asysty dwóch obrońców, był bliski pokonania bramkarza. Była to też jego pierwsza akcja w tym spotkaniu, w której się wyróżnił. Z biegiem czasu można było odnieść wrażenie, że oba zespoły byłyby zadowolone z podziału punktów. Coraz rzadziej, z wyjątkiem pojedynczych ataków, zdarzało się, że któraś z ekip na dłuższy czas zagościła pod bramką rywali. Niemniej jednak Wisła pomiędzy 68. a 69. minutą była dwa razy blisko zdobycia gola. Najpierw Boguski nieznacznie przestrzelił, a potem Brożek w doskonałej sytuacji nie trafił w piłkę. Legia jednak długo nie była dłużna. Chwilą potem Furman świetnie podał do Tomasza Jodłowca, ten zagrał do Dwaliszwilego i tylko on wie, dlaczego nie wykorzystał swojej okazji. Zamiast uderzyć po długim słupku, kopnął na krótki, gdzie znajdował się i Głowacki i Miśkiewicz. Tym zagraniem podsumował jednak swój występ oraz pokazał trenerowi, że ten ma rację nie wystawiając go. W 82. minucie stało się jednak to, na co czekali wszyscy kibice w Krakowie. Po błędzie obrony Garguła podał świetnie do Brożka, a on, będąc sam na sam z bramkarzem, nie dał mu szans. Legii nie było stać na to, żeby pokusić się o gola. Świetną okazję zmarnował pod koniec Helio Pinto, który nie jest tym samym zawodnikiem, jakim był jeszcze na Cyprze. W doliczonym czasie Wisła mogła jeszcze wbić jedną bramkę, ale Guerrier nie zdołał pokonać bramkarza


Wisła Kraków - Legia Warszawa 1:0 (0:0)

Bramka: Paweł Brożek (81)

Żółte kartki: Łukasz Burliga - Michał Żyro, Łukasz Broź.

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).

Widzów 32 458.

Wisła Kraków: Michał Miśkiewicz - Łukasz Burliga, Arkadiusz Głowacki, Osman Chavez, Gordan Bunoza - Emmanuel Sarki (59. Patryk Małecki), Michał Chrapek (59. Wilde-Donald Guerrier), Łukasz Garguła, Ostoja Stjepanovic, Rafał Boguski - Paweł Brożek (90+1. Paweł Stolarski).

Legia Warszawa: Wojciech Skaba - Łukasz Broź, Jakub Rzeźniczak, Dossa Junior, Tomasz Brzyski - Henrik Ojamaa (46. Michał Kucharczyk), Tomasz Jodłowiec, Daniel Łukasik, Dominik Furman (84. Helio Pinto), Michał Żyro (84. Jakub Wawrzyniak) - Wladimir Dwaliszwili.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.