Facebook Google+ Twitter

Deregulacja, czyli "Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało..."

Przestańmy owijać w bawełnę. Na deregulację zawodów zapracowali ci przedstawiciele wymienionych w projekcie profesji, którzy od lat w sposób nieetyczny wykorzystywali możliwość podejmowania decyzji o dopuszczeniu (lub nie) nowego narybku.

 / Fot. Piotr Żyła/W24 / Fot. W24Obwarowania związane z dostępem do zawodu teoretycznie mają na celu dobro klienta - dają gwarancję, że będzie miał do czynienia z profesjonalistą o sprawdzonych i potwierdzonych kwalifikacjach. W praktyce ich cel jest nieco inny - ograniczenie liczby potencjalnych konkurentów na rynku pracy.

Dałoby się połączyć interes klienta z interesem "regulatorów", gdyby odbywało się to w myśl zasady: wybieramy najlepszych. Czy tak jest? Czy to w ogóle możliwe w kraju tak skażonym nepotyzmem, że w prasie pojawiło się określenie "Rzeczpospolita familijna"?

Paradoksalnie, większość z nas kojarzy to zjawisko z korporacjami prawniczymi, które przecież z natury rzeczy powinny stać na straży prawa i sprawiedliwości. Do czego prowadzi "regulowany" nepotyzm, pokazuje przykład sądu w Białymstoku. Panujące w nim stosunki już w 2004 r. Marzanna Łozowska opisała w tekście pod wiele mówiącym tytułem: "Mamo, tato, ja też chcę być sędzią". Kiedy go czytam, nasuwa mi się to samo pytanie, które autorka postawiła wówczas prezesowi sądu: Czy to przypadek, że na 28 sędziów białostockiego sądu apelacyjnego aż 13 ma córkę sędzię, syna sędziego albo synową. Niektórzy nawet po dwie osoby z rodziny?
Kilka lat później białostocki wymiar sprawiedliwości ponownie stał się obiektem zainteresowania mediów: "Sędzia jak żona Cezara. Nepotyzm w białostockich sądach".

Jeśli tak się dzieje w środowisku prawniczym (cóż, Temida nosi na oczach przepaskę...), to trudno się łudzić, że reprezentanci innych zawodów nie ulegają pokusie, by przepchnąć przez egzaminacyjne sito lub przyjąć na staż protegowanych. Niekoniecznie najlepszych, o czym przekonujemy się, korzystając potem z ich usług (chętnie dowiedziałabym się, kto zaliczył egzamin z topografii Krakowa taksówkarzowi, któremu musiałam wyjaśniać, jak ma mnie dowieźć spod Wawelu na ul. Krakusa).

Czytaj dalej --->

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Mam odczucia ambiwalentne jeśli chodzi o deregulację typu "Gowin wie lepiej". Politykom z zasady nie ufam. Wiele racji ma Pani Marta( przepraszam ale się rymnęło)
Poza wszystkim - absolwenci kończący studia w ostatnich latach i otrzymujący dyplomy mgr (byle czego zresztą) prezentują żenująco niski poziom wiedzy. Siedząc wiele lat "za katedrą" doszedłem do jedynego wniosku logicznego: albo puszcza się niedouków albo rezygnuje z zawodu. Zrezygnowałem więc i nie krzywduję sobie.

Komentarz został ukrytyrozwiń
antek patelmitrz
  • antek patelmitrz
  • 02.05.2012 13:00

to ja chcę byc ministrem i kraśc legalnie,nawet mogę się obrzezac ,uś.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artykuł jest świetny , tylko z konkluzją końcową się nie zgadzam. To , że uregulowanie się nie sprawdziło nie jest winą uregulowania lecz nie wykonywania go rzetelnie.
Jak pisze Autorka. taksówkarz był niedouczony. Jak zdobył licencję?
A jeśli nie będzie takowa licencja potrzebna to masz nadzieję Marto , że taksówkarz będzie znał lepiej topografię Karkowa? Wątpię.
Regulacja jest wcale nie taka niedobra, lecz powinna być ostrzej przestrzegana i wykonywana.
Co do białostockiego sądownictwa "rodzinnego" . to nie rozumiem jak udało im się obejść przepis ustawy.
Deregulacja zawodów , to jeszcze większy bajzel....z dramatycznymi skutkami dla klienta, petenta. konsumenta itditp.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratuluję Marto znakomitego spojrzenia na tą bardzo trudną kwestię. Szkoda, że nie było większej dyskusji na ten temat. Oczywiście, że one były, ale najczęściej dotyczyły takich patologii jak z tym środowiskiem sędziowskim w Białymstoku.
Nadzór w dopuszczeniu do wykonywania zawodów objętych "regulacją" najczęściej pozornie ma za zadanie dbać o interes klienta. My, jesteśmy w Polsce dobrzy w głoszeniu szczytnych haseł, które w praktyce służą do czegoś zupełnie innego. Przez wiele lat, do czasów przemian było to "ręczne" sterowanie kadrami. Dlatego tworzyły się klany adwokatów, lekarzy, polityków i tak można wymieniać długo, długo... Są rodziny, w których dziecko rodzi się z całym kompletem "genów" predysponujących ich do danego zawodu...

Pytanie jest następujące: czy jedna ustawa deregulacyjną załatwi wszystkie problemy związane z nepotyzmem? Obawiam się, że nie. Wpływów osiągniętych przez lata nie oddaje się tak łatwo...
Chwała tym wszystkim, którzy rozpoczęli poważne działania na rzecz zmiany aktualnego stanu rzeczy.

Sam problem wyłaniania najlepszych jest kwadraturą koła. Nie tylko w Polsce. Na co dzień stykamy się z tymi zagadnieniami. Wszyscy mamy swoją własną ocenę czyichś kompetencji. Czasami słuszną, ale często opartą tylko o nasze własne kryteria i wyobrażenia. Jak możemy rozpoznać, czy biegły jest rzeczywiście "biegły"? Bo ma certyfikat? No właśnie, upadek zaufania do wszelkich certyfikatów ma swoje przyczyny.

Takich różnych wątków można znaleźć mnóstwo. Każdy z nas chciałby być obsługiwany przez najlepszych fachowców czy specjalistów. Samo to stwierdzenie mówi, że przecież ci pozostali, a jest ich większość, też kogoś obsługuje. Trafimy bez wątpienia na nich.

Trzeba się nad tym zastanowić, jak tworzyć mechanizmy podnoszenia profesjonalizmu w tych zawodach, gdzie nastąpi deregulacja. Obawiam się, żeby po wstępnym okresie funkcjonowania w nowej rzeczywistości, nie nastąpił odwrót od reform ponieważ się "nie sprawdziły".

Komentarz został ukrytyrozwiń
Cyber Killer
  • Cyber Killer
  • 30.04.2012 14:59

@Kowalski: absolutnie się zgadzam! Lekarzy i wszystkie inne zawody medyczne umieścić na pierwszym miejscu!

Komentarz został ukrytyrozwiń
Bart
  • Bart
  • 30.04.2012 13:13

Powinno się popracować również na deregulacją zawodu rzeczoznawcy majątkowego. Obecnie kandydat musi mieć ukończone studia kierunkowe lub ukończyć podyplomowe (koszt ok. 4500 zł), 12-miesięczne praktyki zawodowe u rzeczoznawców (za możliwość odbycia praktyki nawet 10 000 zł!!!) oraz zdać dwuetapowy egzamin w Warszawie - najpierw test pisemny, a jak na nim się kandydatowi powiedzie czeka go egzamin ustny przez komisją złożoną z... rzeczoznawców majątkowych (koszt przystąpienia do egzaminu to ponad 1300 zł). Zdawalność egzaminu to ok. 10% co z punktu widzenia komisji jest logiczne, gdyż po co mają dopuszczać do zawodu większą konkurencję? Paranoją są duże koszty praktyk zawodowych, część rzeczoznawców zrobiła sobie z ich organizacji całkiem niezły biznes. Mam nadzieję, że zostanie to jednak w najbliższym czasie zmienione - wystarczyłoby zlikwidować całkiem lub skrócić praktyki zawodowe oraz pomyśleć na likwidacją egzaminy ustnego.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Tomala
  • Tomala
  • 30.04.2012 12:02

Problem w tym, że deregulacja realnie dotyczy zawodów regulowanych w stosunkowo niedużym stopniu jak taksówkarze (koszt egzaminu bodajże ok. 1000 zł), albo jest tylko częściowa (prawnicy itd.)

Komentarz został ukrytyrozwiń
Kowalski
  • Kowalski
  • 30.04.2012 10:24

Można jeszcze do tej list dodać lekarzy .
Napiszę takie coś.
Moja sistra zawsze była w ścisłej czołówce uczniów(1 albo 3 w szkole) próbowała dostać się na studia medyczne .Na PAM a po którymś razie na Akademie Medyczna w Poznaniu -zawsze z braku miejsc(było takie wredne sformowanie by odwalać dzieci nie związane z medycyna poprzez swoich rodziców ) nie została przyjętą do grona żaków .Pierwsze dwa lata siostra pracowała po ukończeni LO jako v-ce prymus i próbowała zdać na medycynę .Zawsze byli '"z braku miejsc nie została przyjęta" ale ze znacznie gorszymi wynikami na egzaminie dziecka , któregoś z prominentnych PZPRowca albo lekarzy ono zostało pr5zyjete na studia .TYeraz mamy takich matołów lekarzy-mogę ich wskazać nazwiska .Moja siostra poszła bna stydum medyczne-dwuletnie i tu tez była prymusem i co ;znowu z braku miejsc nie została przyjęta na studja np. w PAM .Poszła się uczyć dalej na Akademię Rolniczą w Szczecinie i tu znowu była jedną z najlepszych studentów na roku i na uczelni -, i co ?Zdawała na PAM , znowu z braku miejsc nie została przyjęta chociaż jej wyniki na egzaminie były na średnim poziomie !Skończyła tą uczelnie AR i zdobyła magistra ZOOTECHNIKA na równe 5 , i co znowu na PAM nie została przyjęta na studia bo z braku miejsc ,,,,!NIE UDAŁO JEJ SIĘ SPEŁNIĆ SWYCH MARZEŃ I POWOŁANIA gdyż korporacje :jawne i te koleżeńskie jej zamknęli drogę !
Teraz realizuje się jako jeden z szefów na potężnej fermie , zarabia pieniądze, ale to nie jest to do czego ma powołanie ale to jest walka o utrzymanie się na powierzchni i życia uczciwie .
KORPORACJA MUSZĄ BYĆ ROZWIĄZANE , GDYŻ TAM SĄ SITWY NIEDOUCZNIKÓW I powiązanych nimi często poprzez kliki i powiązane rodzinnie MIERNOTY !!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.