Pozycja materiału w rankingach:
Niebezpieczna wyprawa do nieprzystępnej tajgi, nieustanna walka z żywiołem, wielka przyjaźń między rosyjskim kapitanem a chińskim myśliwym, piękna sceneria i dramat – po obejrzeniu „Dersu Uzały” z 1975 roku w reżyserii Akiry Kurosawy byłem szczerze urzeczony. Film z pewnością na długo zapadnie mi w pamięci
Piękno "Dersu Uzała" objawia się w prostocie. Bohaterowie nie boją się w prosty i naturalny sposób wyrażać swoich uczuć - szczerze i autentycznie. Każdy świt ujrzany w tajdze, świadczy o tym, że znowu udało się zwyciężyć siły natury, co jest wielkim powodem do radości. Zobacz także:
Artykuły
(148)
Galerie
(11)
Średnia ocen
(4.60)
Wiek: 28 | Miejscowość: Lublin | Kraj: Polska
O mnie: dziennikarz, literat, zwolennik inicjatywy W24
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Robert Grzeszczyk 22.11.2011 19:16
Widziałem film wielokrotnie. Mam też na półce książkę Arsieniewa.
Historia prostego animisty jest piękna. Warto wiedzieć, że nie jest to historia fantastyczna. Była to postać autentyczna, tak jak sam Arseniew i jego oddział. W tym oddziale był również Polak
5. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie oraz 80. urodziny Wojciecha Kilara. Relacja
(odsłon: +427)