Facebook Google+ Twitter

Deser na zakończenie sezonu

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2014-11-07 23:10

Szanse Djokovicia i Federera na zwycięstwo w londyńskich Finałach ATP oceniam bardzo podobnie. Liczę też, że miłą niespodziankę w zmaganiach deblistów sprawi nam Łukasz Kubot – mówi Wojciech Fibak, najlepszy polski tenisista w historii.

Na co stać polsko-szwedzki duet w O2 Arenie?
Łukasz z jednej strony wylosował grupę o tyle nieciekawą, że z braćmi Bryanami, ale z drugiej strony pozostałe dwie pary wydają się mniej groźne niż duety z drugiej grupy. Nie jest zatem źle, bo nawet przy założeniu, że nie uda się pokonać Bryanów – co przecież wcale nie jest przesądzone – można zająć drugie miejsce i awansować do półfinału. Kiedy rozmawiałem z Łukaszem, zwróciłem mu uwagę, że może tak się zdarzyć, iż wygrał z Robertem pierwszy najważniejszy turniej w tym roku, czyli Australian Open, i wygra też ten ostatni. W środku nic im się nie udało, ale taka klamra spinająca ten sezon byłaby na pewno czymś bardzo fajnym.
A co z singlem? Która grupa jest teoretycznie silniejsza?
Nieco mocniejsza wydaje się grupa B, której faworytami są Roger Federer i Andy Murray. Przy normalnej dyspozycji to pewniacy do udziału w półfinale, podobnie jak Novak Djoković. Pozostałej piątce towarzyszą spore znaki zapytania. Stanislas Wawrinka wygrał w tym roku w Australii i w Monte Carlo, a później już grał w kratkę. Na dodatek, jego styl nie do końca pasuje do warunków halowych. Marin Cilić z najważniejszych turniejów triumfował tylko w US Open. Tomas Berdych ma olbrzymi potencjał, ale dotąd nie został on wykorzystany. Kei Nishikori nieźle zaprezentował się teraz w Paryżu, choć nie jest to taki typowy tenisista do gry w hali. Milos Raonić też może sprawić niespodziankę, co pokazał w Paryżu, gdzie dotarł do finału.
Wymienił pan trójkę potencjalnych półfinalistów. Kto będzie czwartym?
W pierwszej kolejności wskazałbym na Berdycha. W drugiej na Cilicia. Najmniej szans daję Wawrince. Ogólnie zapowiada się ciekawa rywalizacja. Największe emocje czekają nas oczywiście od fazy półfinałowej, kiedy zaczną się mecze „o wszystko” – wtedy już nie można sobie pozwolić na jakąkolwiek porażkę.
Według analityków firmy bukmacherskiej Fortuna faworytem kończącego sezon turniej jest Novak Djoković. Pan też właśnie w Serbie upatruje zwycięzcy całych zawodów?
Po ostatnim triumfie w Paryżu siłą rzeczy należy upatrywać w Djokoviciu głównego kandydata do zwycięstwa. Niewiele jednak niżej, jeśli nawet nie na tym samym poziomie, oceniam szanse Federera. W dalszej kolejności jest Murray.
Największym nieobecnym londyńskiego turnieju jest Rafael Nadal…
Jego absencja nie oznacza jednak wcale, że zmagania stracą dużo na atrakcyjności. Nadal nigdy bowiem nie odnosił specjalnych sukcesów w hali i ciężko byłoby zakładać, że teraz nagle to się zmieni.
Jakie są pana doświadczenia dotyczące turniejów podsumowujących sezon?
Kilkakrotnie miałem przyjemność grać w takich finałach i wspominam je bardzo miło. Najbardziej prestiżowe i najlepiej opłacane były wówczas te spod znaku WCT, które dla singlistów odbywały się w Dallas systemem eliminacyjnym. Rywalizacja deblistów miała natomiast miejsce w Kansas City. W grze pojedynczej na zakończenie sezonu udało mi się wystąpić cztery razy, z czego raz dotarłem do półfinału, który przegrałem z Ivanem Lendlem po czterech długich setach. W grze deblowej wywalczyłem natomiast nieoficjalne mistrzostwo świata zawodowców, o czym do dzisiaj mówię z wielkim sentymentem. Obok turniejów WCT organizowane były jeszcze zawody ATP Masters Grand Prix. W Houston w 1976 roku znalazłem się w finale tych rozgrywek, co pozostaje największym sukcesem męskiego tenisa w Polsce. W deblu też wystąpiłem w finale, w parze z Tomem Okkerem. Przegraliśmy z duetem John McEnroe – Peter Fleming, czyli najlepszą ówcześnie parą deblową świata. Turnieje zamykające sezon zawsze wyróżniały się za sprawą wielkich aren, niesamowitej otoczki oraz nagród. Na początku lat 80. każdy z uczestników dostawał 100 tysięcy dolarów dodatkowej premii, co można porównać do obecnego miliona. Czasem było to w formie udziału w inwestycjach w nieruchomości, czasem w dzieła sztuki lub jeszcze inne rzeczy. Zawsze Masters było czymś wyjątkowym i zawsze było też traktowane jako taka piąta lewa Wielkiego Szlema. Przez cały sezon ciułało się punkty, aby na koniec móc dostąpić zaszczytu i zagrać wśród najlepszych.
Zmieniając temat – jak podsumuje pan ten rok w wykonaniu polskich tenisistów?
Poprzedni rok był tak wyjątkowy, że apetyty na pewno nam wszystkim wzrosły. Ten sezon nie był już aż tak udany, ale z pewnością nie określiłbym go też mianem przeciętnego. Tym bardziej nie wolno mówić o jakimś kryzysie. Z optymizmem czekam na kolejny sezon i uważam, że 2015 rok będzie lepszy dla biało-czerwonych.
(Mat Pras)

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: Fibak


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.