Facebook Google+ Twitter

Dewey Nie-Pisz-Więcej-Książek!

  • Anna K.
  • Data dodania: 2008-09-29 16:29

Książka Vicki Myron „Dewey. Wielki kot w małym mieście” opowiada historię kota, który zamieszkując miejską bibliotekę, przyczynił się do wzrostu czytelnictwa. O ile uwierzę, że kot byłby w stanie to zrobić, to ta książka – na pewno nie.

 / Fot. Wydawnictwo Znak.Odkąd pierwszy uśmiech w moim życiu skierowałam akurat ku kotu, darzę te zwierzęta niekłamanym sentymentem. Dlatego rudy kot, hipnotyzujący mnie wzrokiem z okładki, na niemal każdej księgarnianej wystawie, nie pozostawił mi wyboru i poczułam się zmuszona do nabycia egzemplarza.

Dewey był kotem bibliotecznym. Został znaleziony przez dyrektorkę Biblioteki Publicznej w Spencer, i zarazem autorkę powieści, w zimowy ranek w skrzynce na książki. Zziębnięty i zaniedbany kotek szybko poczuł się jak u siebie i zadomowił na dobre. Sypiał w pudełkach na książki, spacerował po półkach, a stałych bywalców obdarzał chwilą pieszczot. Wesoły zwierzak stanowił atrakcję zarówno dla dzieci, jak i dorosłych, wkrótce nadano mu przydomek Dewey Czytaj-Więcej-Książek. Gdy kot dożył w bibliotece sędziwego wieku, przestał się cieszyć tak wielką sympatią mieszkańców miasteczka. Jednak do końca pozostała z nim kochająca, ze wzajemnością, Vicki. I to właściwie tyle. To, co zawrzeć można w kilku zdaniach, autorka opisała na 200 stronach, przeplatając monotonne życie biblioteczne, fragmentami swojego życiorysu. Sielskie dzieciństwo, gra w baseball, mąż alkoholik, coraz gorszy kontakt z córką… Domyślam się, że to Dewey miał okazać się panaceum na to wszystko i odmienić życie zwykłej bibliotekarki, lecz nie doszukałam się nawet tak banalnego powiązania.

Zwierzęta, jak dzieci, łagodzą obyczaje. Kot w bibliotece jest niewątpliwie zjawiskiem niezwykłym. Przyczynił się do zwiększenia czytelnictwa, każda wszak ciekawostka przyciąga nawet pozornie niezainteresowanych, którzy w końcu wciągną się w taką czy inną aktywność. Dlatego Dewey stał się bardzo popularny w Ameryce, a potem nawet na całym świecie. I dobrze, więcej takich Deweyów potrzeba! Ale czy należy o tym zaraz pisać książkę? Odnoszę przykre wrażenie, że została ona napisana, aby wykorzystać zaistniałą popularność rudego kota. Idąc za ciosem, zareklamować się jeszcze bardziej i przy okazji zarobić parę groszy.

A wystarczyło by opisać życie biblioteki z perspektywy kota - codzienność okraszona kocimi przemyśleniami, jak w „Kota Mruczysława poglądach na życie”. Lub sentymentalne spojrzenie na małe miasteczko, niczym spojrzenie na Paryż oczami kota Rybołówcy. Można też kota uosobić, a nawet uczynić z niego diabła wcielonego, jak Behemot z „Mistrza i Małgorzaty”. Kot to zwierzę z charakterem, tajemnicze i inteligentne. Nie wystarczy parę opisów zabawy kota w pudełku po chusteczkach, aby uczynić książkę ciekawą…

Lektura ta skłoniła mnie jednak do pewnej smutnej refleksji. Mianowicie, gdyby do naszych polskich bibliotek wpuścić nawet i stado kotów, to i tak niewiele to pomoże. To, co autorka opisuje jako zmaganie się z biurokracją i ciągłym brakiem funduszy, może pozostać u nas jedynie w sferze marzeń. Bowiem o ile opisy pól z kukurydzą, kontenerów zbożowych i innych, w mniemaniu autorki, amerykańskich niesamowitości, wieją nudą, to jednak biblioteka zarządzana przez Vicki Myron, sprawia wrażenie tętniącego życiem organizmu. Pełne pasji i zaangażowania opisy pokazują, że Vicki bynajmniej nie popija kawy znudzona. Biblioteka codziennie obsługuje miejscowych czytelników, organizuje spotkania dla dzieci i wieczorki dla dorosłych, ogłasza konkursy i nagradza najlepszych. Cały czas aspiruje do bycia dumą małego amerykańskiego miasteczka Spencer. A Vicki Myron jest dyrektorką, księgową, kierownikiem reklamy i promocji w jednym. Po prostu właściwa osoba na właściwym miejscu. Może zatem każdy powinien zajmować się tym co umie najlepiej? Wszak nie każdy potrafi pisać książki…

Vicki Myron, Bret Witter „Dewey. Mały kot w wielkim mieście”
Wydawnictwo Znak, Kraków 2008

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Czytałem książkę, jest lekka i miła.Opisuje życie prawdziwego kota z perspektywy Vicki- jego opiekunki, a nie próbuje zobaczyć życie oczami kota. Wiec może niech szanowna recenzentka nauczy się języka ojczystego i poszanowania że ktoś może pisać książk inaczej niż to sobie pani umyśliła. I na przyszłość NIE-PISZ-WIĘCEJ-RECENZJI-BO-NIE-POTRAFISZ !!!!!!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

super;-)))

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.09.2008 17:50

ą miau fraszenie rze tak jest dopsze

Komentarz został ukrytyrozwiń

"spacerował po pułkach" - przepraszam, że niby po czym?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.