Facebook Google+ Twitter

Diabeł tkwi w szczegółach... świętując Dzień Dziecka

Nastał już zmrok, kiedy koledzy w międzynarodowym składzie, taszcząc ogromne, tekturowe pudło, zapukali do mych drzwi. - Michal, rychlej, do p... - pośpieszał mnie Słowak ciągle trzymający pudełko, jakby się obawiał, że niesie ładunek wybuchowy.

Wiedziałem, że coś się święci, ale otworzyłem drzwi. Ciekawość jak zwykle zwyciężyła. Byłem pewien, że chcą mnie zamknąć w tym wielkim jak pół szafy pudle. Różne numery robiło się w pracy i po pracy, zaczynając od zawijania kolegom karawanu folią, tak, aby rano nie mogli otworzyć drzwi, przez postarzałe już malowanie twarzy i na wrzucaniu delikwenta do niewielkiej kadzi z odrzutami z malin skończywszy.

"Nie tym razem" - mrugnął porozumiewawczo kolega, jakby wyczuwając moje myśli.
- Najlepszego z okazji Dnia Dziecka - zawołali chórem. Podrapałem się za głowę. Dzieckiem już dawno nie byłem, pracowałem wtedy legalnie w Anglii, więc chyba wyglądałem na dorosłego? Nic, jak mam dostać ciekawy prezent, to mogę zrobić kilka kroków w przeszłość i znów poczuć się dzieckiem.

- Kupiliście mi telewizor czy fortepian na części? - zapytałem, coraz bardziej zaintrygowany.
Kiedy podszedł kolejny Słowak z kamerą, jasne stało się, że kawał to musiał być nielichy. Ktoś wpadł na świetny pomysł. Innym robiłem dowcipy, teraz przyszła kryska na matyska.
- Co tam spakowaliście - skrzynię śliwowicy? - dociekałem.
- Kukaj, hej - tylko to usłyszałem w odpowiedzi.

Nastała całkowita cisza. Niemal czuło się wibrację powietrza. Postanowiłem chwilę tę odrobinę celebrować. Byłem w końcu ponad dwudziestoletnim dzieckiem i z tej okazji w Dzień Dziecka dostałem prezent. Pomyślałem, że przydałaby się mikrofalówka i zacząłem rozpakowywać pudło.
Po obcięciu, obdarciu ogromnych ilości taśmy, dostałem się w końcu do wnętrza. Wymacałem ręką, wciąż bacznie obserwując kolegów czy nie szykują mi jakiegoś numeru. Wyczekiwali.
Pod skrawkami folii, papieru, wstążek i innych śmieci poczułem nieregularną teksturę. Złapałem mocniej i z pudła wyciągnąłem... kolejne pudło. Znajomi wybuchnęli śmiechem. Nie poddawaj się, krzyczeli.

To mniejsze pudło dużo ciężej było otworzyć. Mimo posiadania nożyczek, umęczyłem się, zanim włamałem się do środka. Nie wierzyłem własnym oczom. W środku znajdowało się obczepione tekturkami po papierze toaletowym kolejne... pudełko. Niczym rosyjskie laleczki...
Miałem ochotę rzucić to i pójść do pokoju, ale zagrodzono mi drogę. Moja misja nie skończyła się. Szarpałem się ponownie z pudełkiem, wyrywając najpierw tubki po papierze toaletowym, by po operacji tej wyciągnąć kolejne pudełko i potem... jeszcze jedno.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Nie ma to jak poczucie humoru:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawa historia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Może ciut, ciut ubarwiona:) ale takie żarty robiliśmy w Anglii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zabawna historia. Ciekawe, czy wydarzyła się naprawdę? (5).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.