Facebook Google+ Twitter

Dialogi warszawsko-brukselskie

We wrześniu mieliśmy kolejną wizytę Komisji Weneckiej, drugą „polską“ rezozucję Parlamentu Europejskiego. Naszych s;prawach odezwała się nawet OBWE. O Polsce głośno będzie także w październiku.

Nie słabnie zainteresowanie Polską poza granicami kraju. We wrześniu mieliśmy dwudniową wizytę ekspertów Komisji Weneckiej przygotowujących kolejną opinię o stanie praworządności w naszym kraju. Czternastego września Parlament Europejski uchwalił drugą „polską“ rezolucję. Wyraził w niej ubolewanie i zaniepokojenie paraliżem Trybunału Konstytucyjnego, który „zagraża demokracji, prawom podstawowym oraz rządom prawa w Polsce". Ostatnio zainteresował się też prawami polskich kobiet. Odezwała się nawet OBWE, zaniepokojona dostrzeżonymi u nas ograniczeniami swobody wypowiedzi.

Głośno o Polsce będzie także w październiku: 14-tego projekt opinii o stanie praworządności ma zostać przyjęty na plenarnym posiedzeniu Komisji Weneckiej, zaś pod koniec miesiąca upływa trzymiesięczny termin przedstawienia odpowiedzi polskiego rządu na zalecenia Komisji Europejskiej dotyczące rozwiązania kryzysu konstytucyjnego.

Z zainteresowaniem i zaniepokojeniem sytuacją w Polsce poza jej granicami kontrastuje lekceważący (i nieco krotochwilny, jak w przypadku wicemarszałka Sejmu i szefa klubu PiS Ryszarda Terleckiego) stosunek polityków obozu władzy do zastrzeżeń zgłaszanych przez organy bądź co bądź poważnych organizacji międzynarodowych, w dodatku organizacji, których jesteśmy członkiem. "No cóż, będą" – powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński przed przyjazdem Komisji Weneckiej, która według jego opinii miała być bez znaczenia „Myślę, że wszystko co mieliśmy do powiedzenia Komisji, już powiedzieliśmy. Teraz to jest wizyta bardziej taka krajoznawcza“ – stwierdził wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki. Prz okazji podzielił się wrażeniami, jakie odniósł w czasie poprzedniej wizyty ekspertów Komisji, w lutym. Wspominał: Po rozmowach na wysokim szczeblu „Komisja przedstawiła swoje uwagi, myśmy się do nich częściowo zastosowali. Zastosowaliśmy się do tych uwag, które uważamy za słuszne i tyle“. Ze swoich lutowych spotkań z z członkami Komisji wyniósł wrażenie, że niektórzy z nich „nie bardzo byli przygotowani“ do rozmowy, a niektórzy nie bardzo nawet wiedzieli, w jakim kraju są.

Z podobnymi reakcjami spotkała się rezolucja Parlamentu Europejskiego. Poseł PiS Jacek Sasin zakwalifikował ją jako "element walki politycznej z polskim rządem, z Polską", a przychylenie się do oczekiwań części elit europejskich, które - jego zdaniem - promowały rezolucję, jest po prostu niemożliwe, „bo to oznaczałoby zakwestionowanie porządku konstytucyjnego w Polsce". Na przyjętą przez PE rezolucję „bez większych emocji“ spojrzał jego młodszy kolega Łukasz Schreiber. Bo nie ma ona większego znaczenia. Jeśli ktoś uważa, że dzisiaj największym problemem jest stan demokracji w Polsce, to jest kompletnie oderwany od rzeczywistości - stwierdził.

Z drugiej strony, komentarze przedstawicieli opozycji trudno uznać za mocne wsparcie rezolucji PE. Szef PO Grzegorz Schetyna uznał jej uchwalenie za „coś więcej niż porażkę“ PiS; były wiceminister SZ ds. europejskich Rafał Trzaskowski zauważył, że "PiS nie do końca rozumie, gdzie się znajduje", że do dzisiaj nie rozumie, że jesteśmy w UE (PiS nie stara się rozumieć Unię, ono chce ją zmienić!). Lider Nowoczesnej Ryszard Petru apelował do rządu, by posłuchał, co Parlament Europejski ma do powiedzenia; rezolucja wpływa na pogorszenie wizerunku Polski i wstrzymywanie zagranicznych inwestycji w naszym kraju – ostrzegał. Stanisław Tyszka z Kukiz'15 zaprezentował stanowisko, że Parlament Europejski nie powinien zajmować się wewnętrznymi sprawami Polski; konflikt wokół TK nie zagraża demokracji w Polsce, bo …nie mamy demokracji, tylko partiokrację. Nie rozumie istoty konfliktu politycznego w Polsce, a jest to konflikt między partiami a obywatelami. Sytuację w Polsce może zmienić jedynie przyjęcie „ustawy konsensualnej“, którą proponuje PSL - powiedział szef tej partii Władysław Kosiniak-Kamysz. Nie podobało mu się też "przenoszenie ciągłej wojny między PO a PiS na poziom europejski".

„Wycieczka“ delegacji Komisji Weneckiej do Polski przebiegła w niezbyt dobrej atmosferze, ale bez większych zakłóceń. Tematem rozmów była przede wszystkim nowa ustawa o TK. Jej eksperci rozmawiali o niej z reprezentantami Sejmu, Senatu, Sądu Najwyższego, Ministerstwa Sprawiedliwości i Rzecznikiem Praw Obywatelskich, a na koniec także z sędziami Trybunału Konstytucyjnego. źDelegacja KW odbyła także krótkie spotkanie z trzema sędziami wybranymi przez poprzedni Sejm w październiku 2015 roku, których nie zaprzysiągł prezydent Andrzej Duda. Spotkania odmówiło sześcioro sędziów wybranych przez obecny Sejm w grudniu 2015 roku i w kwietniu br. Pewnym zgrzytem było też spotkanie w Sejmie, na które nie zostali zaproszeni przedstawiciele opozycji. Sprowokowało to wtargnięcie do sali obrad dwóch posłanek Nowoczesnej. Ich interwencja sprawiła, że zostało zorganizowane dodatkowe spotkanie z częścią opozycji. Jak informował wiceprezes TK Stanisław Biernat, członkowie Komisji są zorientowani w stanie debaty konstytucyjnej i poruszeni obraźliwym sposobem traktowania Trybunału przez polityków. Rozmowa z rzecznikiem praw obywatelskim Adamem Bodnarem dotyczyła, według jego relacji, głównie wyroku TK w sprawie ustawy o Trybunale, sprawy jego publikacji i przedłużającego się kryzysu konstytucyjnego.

Mimo wszystko sekretarz Komisji Weneckiej Thomas Markert powiedział, że jest usatysfakcjonowany przebiegiem wizyty. Wprawdzie „jest nam znana sytuacja w Polsce, wiemy, jak toczą się prace po naszej ostatniej opinii i śledziliśmy rozwój sytuacji od ostatniej naszej wizyty, ale wiele szczegółów uzyskaliśmy dzisiaj”. Za kwestię do dyskusji uznał niepublikowanie orzeczenia TK z 11 sierpnia (w sprawie najnowszej ustawy o TK) i zapowiedział, że stanowisko na ten temat zostanie przedstawione podczas następnej sesji w październiku czyli za niespełna trzy tygodnie.

Przyjęta 14 września głosami 510 deputowanych przy sprzeciwie 160 rezolucja w sprawie sytuacji w Polsce znacznie mniej oględnie i oczywiście o wiele obszerniej opisuje sytuację wokół Trybunału Konstytucyjnego. "Paraliż TK zagraża demokracji, prawom podstawowym i praworządności w Polsce" - czytamy w uchwalonym dokumencie. PE wyraża w nim „ubolewanie i zaniepokojenie, ponieważ do tej pory nie znaleziono kompromisowego rozwiązania i nie wdrożono zaleceń Komisji Weneckiej z dnia 11 marca 2016 roku“; ubolewa także nad faktem, że polski rząd odmówił opublikowania wszystkich wyroków Trybunału Konstytucyjnego, w tym wyroków z dni 9 marca i 11 sierpnia 2016 roku. Europarlament wzywa polski rząd do współdziałania z Komisją zgodnie z zasadą lojalnej współpracy określonej w traktacie oraz wzywa do wykorzystania trzech miesięcy przyznanych przez Komisję na zaangażowanie wszystkich partii reprezentowanych w polskim Sejmie w szukanie kompromisu, który pozwoli rozwiązać trwający kryzys konstytucyjny, „przy pełnym poszanowaniu opinii Komisji Weneckiej i zalecenia Komisji Europejskiej".

To już druga rezolucja PE na temat Polski. Poprzednia - przyjęta w kwietniu - dotyczyła tylko Trybunału. Najnowsza odnosi się także do innych spraw, które budzą zaniepokojenie eurodeputowanych. Chodzi o ustawy o mediach publicznych, policji, antyterrorystyczną, o służbie cywilnej oraz kodeks postępowania karnego. Ich wątpliwości wzbudziły także plany zwiększenia wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej i kwestia "zdrowia reprodukcyjnego kobiet". Właśnie zapadła decyzja decyzja o podjęciu dyskusji na temat sytuacji polskich kobiet, niewątpliwie wywołana ostatnimi inicjatywami ustawodawczymi dotyczącymi ochrony życia poczętego.

Europarlament wyraża zaniepokojenie, że nowe ustawy "przyjmowane są szybko i bez właściwych konsultacji". Dlatego wzywa Komisję Europejską, by - wobec braku „w pełni funkcjonującego TK" - zbadała te ustawy pod kątem zgodności z prawem UE oraz wartościami, na których oparta jest Unia". W imieniu PiS w Europarlamencie przemawiał Janusz Legutko, który przekonywał, że Europa zajmuje się Polską tylko z tego powodu, że władzę przejęła jego partia. „Kieruje wami głębokie uprzedzenie do rządu polskiego“ – wyrzucał posłom popierającym rezolucję, organicznie niezdolnym jego zdaniem do zaakceptowania faktu, że mogą istnieć rządy i partie, które różnią się od nich poglądami.

W obronie zasady państwa praworządnego wystąpił pierwszy wiceprzewodniczący KE Frans Timmermans; zwrócił w szczególności uwagę, że aby demokracja działała, kluczowe znaczenie ma funkcjonowanie niezależnych sądów. Nie ma to żadnego związku z polityką – zapewnił. Szef PE Martin Schulz podkreślił w swoim komentarzu, że spór z PiS nie jest sporem z Polską, PiS „to jedna z polskich partii“. Sposób reagowania polskiego rządu, pogardliwe odnoszenie się do Komisji Weneckiej i obraźliwe wypady profesora Legutki wobec komisarza Timmermansa bardzo źle wróżą skuteczności działania rządu w obronie polskich interesów – powiedział po głosowaniu były komisarz KE Janusz Lewandowski. W jego ocenie, „Polska Kaczyńskiego“ nie uzyskałaby członkostwa w UE. Reakcje „dzierżących władzę“ w Polsce na napomnienia napływające z Brukseli nie pozostawiają żadnych złudzeń co do przyjęcia opinii KW, oczekiwanej 14 października. Trzeba jednak pamiętać, że opinia ta jest adresowana nie tylko do polskich władz, lecz także m.in. do Komisji Europejskiej, a ta – w ramach wdrożonego 13 stycznia postępowania sprawdzającego stan praworządności w Polsce – sformułowane zalecenia dla rządu polskiego opiera w dużej mierze na ekspertyzach Komisji Weneckiej. Opinia, którą KW miał niebawem przedstawić, będzie z pewnością brana pod uwagę, kiedy w końcu października Komisja Europejska będzie oceniać wykonanie jej zaleceń sformułowanych 27 lipca.

„Zalecenia“ to obszerny dokument, w którym wyliczono w punktach zadania do wykonania w ciągu trzech miesięcy. Komisja wyraża w nim zdanie, że w Polsce istnieje systemowe zagrożenie praworządności, w związku z czym „zaleca“ (czytaj domaga się, albo wręcz żąda) władzom polskim: pełne wykonanie wyroków Trybunału Konstytucyjnego z dnia 3 i 9 grudnia 2015 roku, zgodnie z którymi stanowiska sędziów Trybunału Konstytucyjnego ma objąć trzech sędziów wybranych zgodnie z prawem przez poprzedniego ustawodawcę w październiku 2015 roku, a nie trzech sędziów wybranych przez nowego ustawodawcę bez ważnej podstawy prawnej; ogłoszenie i pełne wykonanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 9 marca 2016 roku i późniejszych wyroków oraz zagwarantowanie automatycznego ogłaszania przyszłych wyroków niezależnie od decyzji władzy wykonawczej lub ustawodawczej; zagwarantowanie zgodności wszelkich nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym z wyrokami Trybunału Konstytucyjnego, w tym z wyrokami z dnia 3 i 9 grudnia 2015 roku i 9 marca 2016 roku oraz pełnego uwzględnienia w tych nowelizacjach opinii Komisji Weneckiej. W tych trzech punktach zawiera się esencja sporu konstytucyjnego, toczącego się w Polsce i wokół Polski od chwili zmiany rządu w listopadzie 2015 roku. I do tej pory w tym warszawsko-brukselskim dialogu nie został osiągnięty żaden istotny postęp. Rozlegające się ostatnio w Warszawie głosy nie pozwalają też oczekiwać, że impas zostanie przełamany w czasie oczekiwanego wznowienia „dialogu“ z obu komisjami. W powietrzu wisi raczej generalne zaostrzenie konfliktu polskiego rządu z władzami Unii.

Dyplomacja połajanek

Zapowiedzią tego długotrwałego, niemożliwego do przezwyciężenia konfliktu były już pierwsze komentarze funkcjonariuszy UE i polityków zachodnioeuropejskich na temat zmiany władzy w naszym kraju. W połowie grudnia 2015 roku przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulza powiedział w rozgłośni Deutschlandfunk, że sposób przejmowania władzy w Polsce przez PiS "ma charakter zamachu stanu". Wypowiedź ta została bardzo żle przyjęta w Warszawie, mimo że w tej samej rozmowie Schulz ostrzegał UE przed pochopnym podejmowaniem kroków przeciwko krajom, w których rządzą "prawicowi populiści". Ostrą konfrontację wywołały listy pierwszego wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa do szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, wysłane 23 grudnia. Pierwszy dotyczył nowelizacji ustawy o TK z 22 grudnia. Frans Timmermans pisał w nim m.in.: "Ta nowelizacja dotyczy funkcjonowania Trybunału, a także niezawisłości jego sędziów. Oczekiwałbym, że ta ustawa nie zostanie ostatecznie przyjęta albo przynajmniej, że nie zostanie wdrożona, dopóki wszelkie kwestie dotyczące wpływu tej ustawy na niezawisłość i funkcjonowanie TK nie zostaną w pełni i adekwatnie ocenione". W tej sprawie zalecał ścisłą współpracę polskich władz z Komisją Wenecką.
Odbiór listu pokwitował wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak, informując wiceprzewodniczącego KE, że minister Waszczykowski analizuje jego treść i udzieli odpowiedzi „tak szybko, jak będzie to możliwe“. Informował także, że polski rząd przedłożył już Komisji Weneckiej wniosek o wydanie opinii o uchwalonej ustawie. Kierował w ten sposób uwagę komisarza na manewr polskiego ministra spraw zagranicznych, będący przykładem politycznego matactwa, bowiem wbrew powszechnie przyjętemu przekonaniu wniosek do Komisji Weneckiej, przesłany 23 grudnia 2015 roku, nie dotyczył ustawy o TK. Minister Waszczykowski prosił w nim o wypowiedzenie się „na temat zagadnień konstytucyjnych związanych z dwoma projektami ustaw nowelizujących ustawę o Trybunale Konstytucyjnym z 25 czerwca 2015 roku“, a do ekspertyzy przedstawił nie treść uchwalonej w przeddzień ustawy o TK tylko dwa dokumenty: projekt takiej ustawy autorstwa grupy Kukiz' 15 i projekt poselski skierowany do I czytania. Oba nieaktualne, jako że w tym czasie była już uchwalona, w ekspresowym tempie, ustawa „naprawcza“ zastępująca ustawę z 25 czerwca 2015 roku. (Później sam autor wniosku utrzymywał, że dotyczył on tej ustawy). Kierowanie uwagi KW na dokumenty archiwalne trudno traktować inaczej, jak próbę opóźnienia jej prac. Najwidoczniej spodziewał się też życzliwego przyjęcia jego „wyjaśnień“, obietnic i ugodowych projektów rozwiązania konfliktu konstytucyjnego. Wreszcie mógł wierzyć w skuteczność socjotechnicznego zabiegu, z powodzeniem stosowanego w polityce wewnętrznej, a polegającego na twierdzeniu, że praprzyczyną kryzysu konstytucyjnego w Polsce był „skok na Trybunał“ wykonany przez koalicję PO-PSL w październiku 2015 roku.

Zachętą do poszukiwania winnych kryzysu poza własnymi szeregami był m. in. fragment opinii KW, w którym zauważa ona, że do wywołania sporu konstytucyjnego w Polsce przyczyniły się niekonstytucyjne działania obu stron. Propaganda obozu rządzącego zaczęła to skwapliwie traktować jako potwierdzenie własnej teorii o magicznym wpływie „skoku“ na wszystko, co się po nim wokół Trybunału Konstytucyjnego działo. O tym, że uwaga o winie obu stron była zwykłym trybutem złożonym na ołtarzu bezstronności, najlepiej świadczy fakt, że krytyka i zalecenia KW dotyczące przezwyciężenia kryzysu były kierowane wyłącznie pod adresem rządzących (druga strona nie miała co naprawiać, bo wybór dwóch nadliczbowych sędziów unieważnił sam Trybunał wyrokiem z 9 grudnia 2015 roku). Kalkulacje obliczone na opóźnienie i zagmatwanie sporu sromotnie zawiodły 13 stycznia, kiedy to Komisja Europejska podjęła decyzję – najwidoczniej niespodziewaną w Warszawie - o wszczęciu procedury sprawdzającej stan praworządności w Polsce.

Tymczasem jednak na linii Warszawa – Bruksela trwała wymiana korespondencji. Na początku stycznia na list Timmermansa zareagował, w tonie dalekim od dyplomatycznej układności, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. W ostrym liście komunikował, że list komisarza przyjął "ze zdumieniem" i wytykał mu mieszanie się w wewnętrzne sprawy Polski. „Polska jest suwerennym i demokratycznym krajem dlatego proszę na przyszłość o zachowanie większej powściągliwości w pouczaniu i upominaniu parlamentu oraz rządu suwerennego, demokratycznego państwa” – łajał wysokiego funkcjonariusza KE. Na list Ziobry Timmermans odpowiedział niezwłocznie i nieoczekiwanie grzecznie. Na wstępie zapewnił, że Komisja Europejska "nie zamierza kwestionować demokratycznych wyborów" i "w pełni respektuje suwerenność Polski". Zainteresowanie sytuacją wokół Trybunału Konstytucyjnego tłumaczył wymogami traktatu z Maastricht, który zobowiązuje państwa członkowskie UE do poszanowanie rządów prawa. "Polska - pisał Timmermans - jest w trakcie sporów o skład Trybunału Konstytucyjnego, jak również o skrócenie mandatów obecnego prezesa i wiceprezesa TK (przewidziane w znowelizowanej ustawie o TK). Pomimo faktu, że TK wydał dwa orzeczenia [z 3 i 9 grudnia] w tej sprawie, wydaje się, że te wyroki nie zostały wykonane.“

To się Timmermansowi wcale nie wydawało, bo sam napisał dalej, że docenia wyjaśnienia Ziobry zamieszczone w jego liście, jednak „fakty pozostają takie, że wiążące i ostateczne wyroki TK nie zostały zrealizowane", a przestrzeganie ostatecznych wyroków sądów jest "podstawowym wymogiem państwa prawa". Timmermans zwracał też uwagę, że łączny efekt zmian w ustawie o TK sprawi, że "kontrola nad prawami i uchwałami Sejmu przez "Trybunał Konstytucyjny będzie trudniejsza. Wytknął też polskiemu Sejmowi, że nie poczekał na opinię KW, o którą się zwrócił polski rząd (również komisarz przyjmował, że wniosek Waszczykowskiego dotyczył zbadania konstytucyjności ustawy, nie jej nieaktualnych projektów). W dalszej części listu wiceprzewodniczący KE wyliczył kilka podstawowych zasad państwa prawa i informował, że Komisja upoważniła go „do rozpoczęcia dialogu z polskimi instytucjami w celu wyjaśnienia kwestii i znalezienia możliwych rozwiązań“. W zakończeniu Timmermans proponował Ziobrze spotkanie „w celu dodatkowego przedyskutowania tych kwestii.“

Do spotkania nie doszło. Na list Timmermansa Ziobro odpowiedział też listownie. "Pragnę z całą mocą podkreślić – pisał - że zarówno polski rząd, jak i obecna większość parlamentarna kieruje się w pierwszym rzędzie zasadami państwa prawa". I dalej: "Odnosząc się do podniesionej przez Pana kwestii braku wykonywania wyroków Trybunału Konstytucyjnego, pragnę wskazać, że ta opinia opiera się na nieporozumieniu". Polski minister sprawiedliwości zapewniał komisarza, że powołanie pięciu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego odbyło się zgodnie z prawem i pouczył, że Trybunał Konstytucyjny w Polsce "nie bada wiarygodności z prawem nienormatywnych indywidualnych aktów legislatywy, jakimi są uchwały Sejmu RP" (czyli nie miał też prawa oceniać prawidłowości wyboru poszczególnych sędziów), a także wskazał na zwyczaj nie wybierania sędziów przez Sejm kończący kadencję, jeśli koniec kadencji sędziów przypada na okres po wyborach parlamentarnych, a przed formalnym ukonstytuowaniem się nowego Sejmu. W ten sposób Ziobro wyjaśniał komisarzowi, na czym polegał „skok na Trybunał“ poprzedniej koalicji. Ziobro mocno podkreślał w swoim liście, że zmiany w Trybunale Konstytucyjnym miały na celu przywrócenie pluralizmu politycznego w jego składzie i bagatelizował zarzuty, że wyznaczanie terminów rozpraw według kolejności wpływu spraw miałyby paraliżować pracę TK. Polski minister sprawiedliwości nie miał złudzeń, że jego szczegółowe wyjaśnienia w pełni zadowolą wiceszefa KE, ponieważ w zakończeniu dodał: „Liczę, że będziemy mieli szansę na bardziej pogłębioną dyskusję dotyczącą zarówno przestrzegania praworządności, jak i wspólnych wartości w trakcie Pańskiej wizyty w Polsce".

„Demokracja w Polsce ma się dobrze“

Otwarciem w kierunku poważnego dialogu z Brukselą mogło być włączenie się premier Beaty Szydło do pierwszej debaty na temat Polski w Parlamencie Europejskim która odbyła się 19 stycznia. Zaledwie dziesięć dni wcześniej wiceminister spraw zagranicznych odpowiedzialny za kontakty z UE Konrad Szymański „nie widział potrzeby“, by premier lub inny przedstawiciel polskiego rządu mieli brać udział w tej debacie. Miał nadzieję, że przyczyni się ona jedynie do "uporządkowaniu wiedzy o Polsce", gdyż w tej dziedzinie panuje "wiele uogólnień, sądów krzywdzących czy też tendencyjnych". Podobne złudzenia żywił w związku z posiedzeniem Komisji Europejskiej wyznaczonym na 13 stycznia. Liczył, że będzie ono miało charakter informacyjny, posłuży do wyrobienia „trochę bardziej uporządkowanego zdania na temat tego, co dzieje się w Polsce“. Żywiąc podobne złudzenia polski rząd padał ofiarą własnej propagandy, że zaniepokojenie Brukseli sytuacją w Polsce wynika z braku obiektywnych informacji o dokonywanych w niej „dobrych zmianach“. Podjęta na posiedzeniu KE decyzja o wdrożeniu procedury sprawdzania praworządności w Polsce nieprzyjemnie zaskoczyła polityków zjednoczonej prawicy i skłoniła premier Szydło do pofatygowania się do Sztrasburga, aby przekonać eurodeputowanych, że z polską demokracją jest „wszystko w porządku”. Trzeba przyznać, że w obronie tej tezy dzielnie stawała w czasie w sumie czterech wystąpień, dowodząc, że w Polsce nie są łamane prawa człowieka ani zasady demokratycznego państwa i że wszystkie sprawy są załatwiane zgodnie z konstytucją . „Trybunał Konstytucyjny w Polsce pracuje, nic złego się nie dzieje. Zmiany, które wprowadziliśmy, nie odbiegają od standardów europejskich“ – przekonywała europarlamentarzystów. Podczas 2,5-godzinnej debaty doszło do małej utarczki słownej z Guyem Verhofstadtem, który natarczywie dopytywał, czy Polska zastosuje się do opinii Komisji Weneckiej, czy też nie. „Tej opinii jeszcze nie ma – odparła Szydło.– Kiedy będzie, to my będziemy ją bardzo dokładnie rozpatrywać.“

Pierwsza z trzech w sumie debat w PE na temat Polski zakończyła się w jakiejś mierze sukcesem nowej władzy, jako że nie doszło do uchwalenia żadnej rezolucji. Tak też została skwitowana w Warszawie. Do podtrzymywania iluzji, że poruszenie wywołane za granicą poczynaniami polskich władz wobec Trybunału Konstytucyjnego i mediów publicznych uda się uśmierzyć propagowaniem wiedzy „jak jest naprawdę“, przyczyniła się miękka postawa większości unijnych funkcjonariuszy. Jest bowiem faktem, że Bruksela nie jest bynajmniej zainteresowana zaognianiem stosunków z Warszawą.

Obronę podstaw europejskiego ładu w Polsce utrudnia też, a w każdym razie utrudniała do niedawna, postawa opozycji z Platformą Obywatelską na czele, która za wytyczną swojej polityki wobec forsowania w „dobrej zmiany“ przyjęła ludowe porzekadło o brudach, które należy prać we własnym domu. Oznaczało to pośrednie uznanie tezy prawicy, że podejmowane przez organy Unii badania stanu demokracji w Polsce są skutkiem donosicielstwa opozycji i w ogóle mnożących się w zastraszającym tempie wrogów Polski poza jej granicami. Przeciwnicy „dobrej zmiany” stanęli w pozycji rozdarcia między krytyką poczynań władz uprawianą wewnątrz kraju a postawą niemego świadka na europejskich forach. Co więcej, taka postawa zdawała się świadczyć, że opozycja bierze na serio naiwne twierdzenia obozu rządzącego, jakoby rząd krytykowano z powodu niedostatku „prawdziwych” informacji o sytuacji w Polsce. Tak jakby wiceprzewodniczący KE Frans Timmermans podejmował interwencje w Warszawie po porannej lekturze gazet, w których naczytał się artykułów podyktowanych przez warszawskich donosicieli. Żałosne skutki przestrzegania tej zasady w debacie na temat Polski w PE znalazły dobitny wyraz w wystąpieniu europosła PO Jana Olbrychta w czasie debaty w PE. „ Jest nam przykro - tłumaczył się Olbrycht - że Polska staje się tematem debaty w Unii Europejskiej. Pani premier dobrze wie, że nie chcieliśmy tej debaty i jej nie organizowaliśmy w Parlamencie. Niestety bez względu na jej wynik wpłynie ona na wizerunek Polski“.

Pan Zbyszek nie ma czasu

Wydarzenia w Polsce nadal jednak przykuwały uwagę komisarza Timmermansa. W kolejnym liście datowanym na 1 lutego, zgłosił on nowe zastrzeżenia wobec pospiesznie uchwalanych ustaw o policji, służbie cywilnej i mediach publicznych. Jak informowała "Rzeczpospolita", powołując się na rządowego informatora, nowy list Timmermansa wywołał oburzenie w polskim rządzie. „Komisja Europejska nie może kontrolować żadnego państwa członkowskiego w ten sposób“ – miał powiedzieć informator tej gazety. W rządzie premier Szydło Timmermans zyskał opinię największego przeciwnika Polski w UE, którego celem jest zaszkodzenie naszemu państwu. Zdenerwowanie władz w Warszawie pogłębił zapewne fakt, że w sprawie najbardziej kontrowersyjnej ustawy o policji Komisja Wenecka wszczęła oddzielne śledztwo, nie czekając na wniosek polskiego rządu.

W odpowiedzi na list komisarza, opracowanej wspólnie w ministerstwie sprawiedliwości i spraw zagranicznych, a opublikowanej na stronie internetowej MSZ 2 marca, Waszczykowski wyjaśniał, że Ziobro nie może mu udzielić odpowiedzi "ze względu na ogromne obciążenie pracami legislacyjnymi". Dalej strofował adresata listu, że „powtarzanie w korespondencji bezpodstawnych twierdzeń o rzekomym braku wykonania wyroków TK nie służy dialogowi, który powinien być oparty na faktach”. Prosił o „doprecyzowanie, na czym miałoby polegać zmniejszenie efektywności kontroli konstytucyjności prowadzonej przez Trybunał i z których postanowień nowelizacji miałoby ono wynikać”. Twierdził, że rząd nie ma "najmniejszego wpływu" na tryb prac TK, sugerując jednocześnie, by wyjaśnienia dotyczące funkcjonowania Trybunału komisarz zwrócił się do prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego. Sam informował, że jeśli chodzi o orzeczenia TK z 3 i 9 grudnia, to zgodnie z polskim prawem "jedynym obowiązkiem ciążącym na rządzie w zakresie ich wykonania, jest obowiązek ich publikacji, który został dopełniony odpowiednio w dniach 16 i 18 grudnia 2015 roku", po czym zażądał, by w świetle przytoczonych informacji komisarz Timmermans wyjaśnił, "na jakiej podstawie uważa, że podjęte przez Sejm 2 grudnia 2015 r. uchwały o wyborze trzech sędziów TK są sprzeczne z późniejszym wyrokiem Trybunału". W tym miejscu znów przywołał decyzję TK z 7 stycznia, kiedy to Trybunał odmówił zajęcia się uchwałami nowego Sejmu o wyborze sędziów TK.

Mimo trudności w porozumiewaniu się szef polskiego MSZ nie ustawał w próbach wyjaśnienia brukselskiemu biurokracie , na czym polegają subtelności polskiego prawodawstwa. Rząd "nie ma najmniejszego wpływu na tryb prac Trybunału Konstytucyjnego, który jest w tej mierze w pełni autonomiczny", a przepisy konstytucji RP i ustaw nie przyznają rządowi żadnych kompetencji, które mogłyby wpływać na efektywność kontroli konstytucyjności prawa sprawowanej przez Trybunał Konstytucyjny – instruował Waszczykowski, swobodnie mijając się z prawdą, na pewno doskonale Timmemansowi znaną. "Z całą pewnością natomiast - donosił - wpływ taki ma decyzja prezesa Trybunału Konstytucyjnego o niedopuszczeniu 3 wybranych przez Sejm i zaprzysiężonych przez prezydenta RP sędziów do orzekania". W dodtku prezes nie ujawnił, na podstawie jakiego przepisu prawa podjął taką decyzję. Istnieje „uzasadniona obawa“, że prezes TK działał w tej mierze bez wymaganej podstawy prawnej.

Zanim ta odpowiedź ukazała się na stronie MSZ, dialog Warszawy z Brukselą został podniesiony na poziom kontaktów bezpośrednich. Do Warszawy zjechała czteroosobowa delegacja Komisji Weneckiej, by zbadać problemy z Trybunałem Konstytucyjnym na miejscu. Delegacja przebywała w Warszawie 8 i 9 lutego. Miała przygotować projekt opinii do przedstawienia komisji w pełnym składzie na posiedzeniu 11 albo 12 marca. Dwudziestego szóstego lutego poufny projekt otrzymało ministerstwo spraw zagranicznych. Następnego dnia był w gazetach. Oburzony tym minister Waszczykowski pisze list do sekretarza generalnego Rady Europy Thorbjoera Jaglanda, w którym powiadamia go, że działania Komisji Weneckiej zostały bez skrupułów wykorzystane do celów politycznych. W odpowiedzi Jagland wydał oświadczenie, w którym określił przeciek jako niefortunny i radził zaczekać na ostateczną opinię Komisji. Gdzie nastąpił przeciek i kto na tym skorzystał politycznie, nie wiadomo do dziś. Można się tylko domyślać, kto miał na tym skorzystać. Tym kimś mogło być tylko polskie MSZ, które pod pretekstem przecieku wnioskowało do KW o przełożenie terminu wydania ostatecznej opinii.
Przeciek stał się pretekstem do zaatakowania KW. Wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański, który uczestniczył w jej obradach jako jeden z przedstawicieli polskiej delegacji, skarżył się, że Komisja powtórzyła w niej racje tylko jednej strony i wyraził obawę, że utrwali to przekonanie opozycji, że można „załatwić tę sprawę“ przy pomocy organizacji europejskich. Przekonywał, że nie da się tego osiągnąć bez kompromisu wewnętrznego w Polsce (tylko nie wyjaśnił, na czym miałby polegać kompromis między publikowaniem a niepublikowaniem wyroku TK, który to wyrok - według jednej ze stron - nie jest wyrokiem tylko opinią, w dodatku opinią nie Trybunału a kilku sędziów zebranych przy kawie i ciasteczkach). Według Konrada Szymańskiego, KW wykroczyła poza zakres polskiego wniosku; było to zachowanie nielojalne wobec wnioskodawcy, a wiele uwag Komisji „miało charakter czysto polityczny", do czego nie jest umocowana jako organ ekspercki, a nie polityczny. Wiceszef MSZ zapewnił jednocześnie, że rekomendacje Komisji Weneckiej rząd potraktuje bardzo poważnie.

Zarzut wyjścia poza zakres wniosku ministra Waszczykowskiego do KW był o tyle frapujący, że nadal nie było do końca jasne, co naprawdę napisał minister Waszczykowski. Nie uchroniło to go przed zarzutami, które padły z obozu władzy, że ze swoim wnioskiem za bardzo się pospieszył. Występując w Sejmie 11 marca Waszczykowski przekonywał, że zwrócenie się do Komisji Weneckiej było „wtedy“ dobrą decyzją, gdyż inaczej zostałaby ona i tak „nasłana na Polskę“ i przyjechałaby jeszcze wcześniej. Roztrząsanie tych kwestii nie miało zresztą znaczenia, ponieważ KW zajęła się po prostu ustawą o Trybunale z 22 grudnia, nie bacząc na niejasne intencje polskiego ministra.

Manewr obliczony na opóźnienie publikacji opinii KW nie powiódł się. Jej ostateczny tekst został podany do wiadomości publicznej 11 marca 2016 roku; z opinii wynikało to, co już wszyscy wiedzieli z przecieku: KW uznała, że warunkiem koniecznym znalezienia wyjścia z kryzysu konstytucyjnego jest publikacja wyroku TK z 9 marca o częściowej niekonstytucyjności ustawy z 22 grudnia. Część rekomendacji sprowadzała się do krytyki dotychczasowych posunięć rządu, Sejmu i prezydenta utrudniających Trybunałowi Konstytucyjnemu pełnienie jego kontrolnej funkcji. Komisja wytknęła prezydentowi „zwlekanie“ z zaprzysiężeniem pierwszej trójki sędziów TK, wybranych w listopadzie 2015 roku i zaprzysiężenie sędziów wybranych przez nowy sejm, nie czekając na wyrok Trybunału, który należało uszanować, bo to Trybunał - a nie prezydent - jest ostatecznym arbitrem decydującym, co jest a co nie jest zgodne z konstytucją. Prezydent RP oraz inne organy państwowe odpowiadają tylko za wdrożenie i wykonanie wyroków TK. Według KW odmowa publikacji i wykonania wyroku TK z 9 marca była nie tylko sprzeczna z zasadą praworządności, ale doprowadziła do "bezprecedensowego pogłębienia kryzysu konstytucyjnego". W konkluzji KW stwierdziła, że „osłabianie efektywności“ Trybunału podważy demokrację, prawa człowieka i rządy prawa w Polsce. W opinii stwierdzono ponadto, że TK miał prawo zająć się 8 i 9 marca poprawkami wprowadzonymi do ustawy o TK przez PiS "nie stosując ich w tym przypadku" ( 9 marca uznał te poprawki za niekonstytucyjne).

Po wyroku z 9 marca Trybunał Konstytucyjny zaczął ponownie rozpoznawać sprawy. W rozprawach nie uczestniczyli przedstawiciele rzaądu, a orzeczenia TK nie były publikowane w Dzienniku Ustaw. Pod hasłem "Dialog i kompromis polityczny w Polsce" 30 marca odbyło się spotkanie liderów partii politycznych, na którym rozmawiano o możliwości przełamania kryzysu. Obok liderów partii parlamentarnych na spotkaniu pojawili się również przedstawiciele partii Razem, KORWiN oraz SLD. Po zakończeniu spotkania prezes PiS Jarosław Kaczyński zorganizował konferencję prasową, na której obwieścił, że "zaczął się dialog polityczny, tak bardzo Polsce potrzebny" i poinformował, że Sejm podejmie prace nad nową ustawą o TK, a propozycje rozwiązania problemu Trybunału będą przedstawione w ciągu najbliższych tygodni. Formacje polityczne, które chcą coś zaproponować, też będą mogły swoje propozycje przedstawić. „Czyli jest rozwiązanie, które traktujemy jako kompromisowe i przychylenie się do wniosku Komisji Weneckiej“ – podkreślił prezes Kaczyński. „Spotkanie przebiegało w miłej atmosferze, mam nadzieję, że pojawiło się światełko w tunelu, że ze strony Prawa i Sprawiedliwości jest otwartość na wycofanie się z niektórych zapisów ustawy [o TK], która została przyjęta w grudniu“ - powiedział lider Nowoczesnej Ryszard Petru. Dodał jednak, że nie będzie mówił o konkretach, bo one na tym spotkaniu nie padły. Paweł Kukiz cieszył się, że partie nie wykluczają możliwości dyskusji na temat zmian w konstytucji. Aczkolwiek duże partie uważają, że można rozwiązać kryzys bez zmian w konstytucji, to jego zdaniem jest to tylko gra na czas. Im więcej będziemy rozmawiać, tym lepiej – ocenił tuż po spotkaniu prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. Za ciekawą propozycję uznał stworzenie możliwości odrzucania wyroków TK przez Sejm większością 2/3 głosów. Strony zostały przy swoich stanowiskach – ocenił przewodniczący PO Grzegorz Schetyna - i nie może być mowy o przełomie w relacjach między partią rządzącą a opozycją. Spotkanie służyło temu, żeby „JK“ mógł powiedzieć, że rozpoczął dialog z opozycją. W miejscu „światełka w tunelu" Ryszarda Petru Schetyna dostrzegł światło pociągu pancernego jadącego z naprzeciwka. Podobnego zdania byli niektórzy dziennikarze i publicyści. Krzysztof Skórzyński z TVN zauważył, że "opozycja zdaje sobie sprawę z tego, że jest ogrywana". Jacek Nizinkiewicz z "Rzeczpospolitej" stwierdził na Twitterze, że opozycja została przez Jarosława Kaczyńskiego"rozegrana" .

Inwazja intruzów

Czwartego kwietnia o sytuacji wokół TK oraz o zmianach w mediach publicznych z przedstawicielami polskich władz rozmawiał w Warszawie sekretarz generalny Rady Europy Thorbjoern Jagland. Spotkał się z prezydentem Andrzejem Dudą, premier Beatą Szydło, marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim, ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym Zbigniewem Ziobrą, wicepremierem Piotrem Glińskim oraz szefem MSZ Witoldem Waszczykowskim. W drugim dniu wizyty rozmawiał z rzecznikiem praw obywatelskich Adamem Bodnarem. Minister Ziobro oświadczył, że jego o rozmowa z sekretarzem generalnym Rady Europy przebiegała w sympatycznej atmosferze, choć były różnice w spojrzeniu „na pewne zagadnienia“; sprawę trzeba rozwiązać w duchu dialogu i kompromisu, do czego „namawia“ …opozycję . Po spotkaniu w polskim MSZ wiceminister Aleksander Stępkowski zdradził, że najwięcej wątpliwości wzbudziła "kwestia tego, co to znaczy wyrok [TK]". Ale Jagland docenił, że opinia KW w sprawie zmian w TK została przekazana do Sejmu. Z kolei marszałek Kuchciński zapewnił, że powołany przez niego zespół do spraw Trybunału Konstytucyjnego chce wykorzystać opinię Komisji Weneckiej.

W drugim dniu wizyty Jaglanda w stolicy Polski pojawił się też wiceszefem Komisji Europejskiej Frans Timmermans. Podczas jednodniowego pobytu spotkał się z szefem MSZ Witoldem Waszczykowskim, wicepremierem Mateuszem Morawieckim, prezesem TK Andrzejem Rzeplińskim oraz ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym Zbigniewem Ziobrą.
Po tych rozmowach stwierdził, że punktem wyjścia do rozwiązania sporu w Polsce jest opublikowanie wyroku TK, co byłoby potwierdzeniem poszanowania istniejącego ładu konstytucyjnego. Ze swej strony „KE zrobi wszystko, co w jej mocy, aby wesprzeć prowadzenie dialogu, ale także by stymulować wypracowanie rozwiązania problemu”.

Po spotkaniach z obu eurokratami premier Beata Szydło miała do powiedzenia tylko tyle, że spraw, którymi instytucje europejskie powinny się „w tej chwili“ zajmować, jest wiele, a Polska jest państwem praworządnym, demokratycznym, nie dzieje się tutaj nic, co miałoby absorbować opinię europejską.

Po rozmowach w Warszawie Frans Timmermans zapowiadał swoją kolejną wizytę w Polsce. Źródła unijne wskazywały nawet konkretną datę - 18 kwietnia, jednak jeszcze przed tą datą to samo źródło informowało, że ani szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, ani jego pierwszy zastępca Frans Timmermans nie przyjadą w najbliższym czasie do Polski. Ich wspólna wizyta będzie możliwa "za kilka tygodni". Widoczne zamieszanie w planie kontaktów między Warszawą a Brukselą częściowo tłumaczy list, jaki minister do spraw europejskich Konrad Szymański wysłał do Fransa Timmermansa jeszcze przed jego wizytą w Polsce, zaś treść listu ujawniła później „Gazeta Wyborcza“. Szymański napisał w nim, że Trybunał Konstytucyjny nie miał prawa zajmować się nowelizacją ustawy „naprawczej“, a jego rozstrzygnięcie z 9 marca o jej częściowej niekonstytujności nie jest wyrokiem i tym samym nie może być opublikowane.. Zdaniem wiceministra, wyrokując w tej sprawie TK zignorował zasadę domniemania konstytucyjności ustaw, naruszając w ten sposób m.in. art. 7 Konstytucji ("Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa").

Zgoła innego zdania był Parlament Europejski, który 13 kwietnia uchwalił rezolucję w sprawie sytuacji w Polsce, w której wezwał rząd polski do przestrzegania, niezwłocznego ogłoszenia i pełnego wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 9 marca 2016 r. oraz wykonania wyroków z dnia 3 i 9 grudnia 2015 r., a także do pełnego wdrożenia zaleceń przedstawionych przez Komisję Wenecką. W rezolucji stwierdzono, że niedawne wydarzenia w Polsce, szczególnie spór polityczny i prawny dotyczący składu Trybunału Konstytucyjnego i nowych zasad jego funkcjonowania (m. in. kwestia kolejności rozpatrywania spraw, podniesienia kworum i większości niezbędnej do podejmowania decyzji) wzbudziły obawy co do zdolności Trybunału Konstytucyjnego do pełnienia przypisanej mu roli strażnika konstytucji i gwarantowania poszanowania praworządności; odnotowano „z zadowoleniem“wizytę w Polsce wiceprzewodniczącego Komisji Fransa Timmermansa, zaznaczając równocześnie, że PE podziela jego obawy dotyczące możliwości pojawienia się w Polsce dwóch równoległych systemów prawnych, co doprowadziłoby do stanu niepewności prawa, wyrażone w oświadczenie na posiedzeniu KE w dniu 6 kwietnia 2016 roku Parlament poparł decyzję Komisji Europejskiej w sprawie wdrożenia ramowej procedury oceny państwa prawnego w Polsce w celu wyjaśnienia, czy istnieje systemowe zagrożenie dla wartości demokratycznych i praworządności; wezwał Komisję, aby – o ile polski rząd nie zastosuje się do zaleceń Komisji Weneckiej – uruchomiła drugi etap procedury oceny państwa prawnego, polegający na wydaniu „zalecenia w sprawie praworządności”. Rezolucja została przesłana Radzie Europejskiej, Komisji, rządom i parlamentom państw członkowskich oraz prezydentowi Polski.

Frakcja Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR), do której należą europosłowie PiS, zgłosiła własny projekt rezolucji, przypisujący wybuch kryzysu decyzjom poprzedniego Sejmu. Dodano, że "poprzednia partia rządząca zagwarantowała sobie większość aż 14 sędziów w 15-osobowym składzie TK, naruszając w ten sposób podstawową zasadę pluralizmu składu sędziowskiego. Zmiana nominacji sędziowskich przez nowo wybrany parlament została przeprowadzona w ramach zwykłej procedury samonaprawczej. Projekt oczywiście przepadł w głosowaniu.

W kwietniu do sporu konstytucyjnego włączyły się nowe niezależne instytucje. W dniu 20 kwietnia 2016 r. odbyło się spotkanie między KE a przedstawicielami Sieci Prezesów Sądów Najwyższych Unii Europejskiej oraz Konferencji Europejskich Sądów Konstytucyjnych w celu omówienia sytuacji w Polsce. W dniu 26 kwietnia Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego w Polsce podjęło uchwałę zatwierdzającą ważność orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego pomimo tego, że polski rząd odmawia ich publikacji w Dzienniku Ustaw. Tymczasem w końcu kwietnia grupa posłów przedłożyła w Sejmie wniosek ustawodawczy w sprawie nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Wniosek ten zawierał pewne przepisy, które były już przedmiotem krytyki Komisji Weneckiej w jej opinii z dnia 11 marca 2016 r. i które zostały uznane przez TK za niezgodne z Konstytucją . Ale w połowie maja, po spotkaniu u marszałka Sejmu, prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział, że w krótkim czasie rozpoczną się prace nad ustawą o TK w oparciu o projekty PiS i PSL. Jak podkreślił, będzie to rozwiązanie przejściowe, projekt ostatecznej ustawy przygotują eksperci. Projekt ustawy autorstwa PiS zakładał m.in., że rozprawa Trybunału w pełnym składzie wymagałaby udziału co najmniej 11 z 15 sędziów, a zasada rozpatrywania spraw według kolejności wpływu nie dotyczyłaby m.in. wniosków dotyczących ustaw o TK.

W tym czasie w Sejmie było w sumie pięć projektów zmian prawa o TK. Własne projekty złożyły Nowoczesna i KOD, a także Kukiz'15 i PSL. Partie opozycyjne: PO, Nowoczesna i PSL domagały się m.in. publikacji orzeczenia z 9 marca, w którym Trybunał uznał za niezgodne z konstytucją szesnaście zapisów ustawy z grudnia ub.roku. Rząd stał na na znanym już stanowisku, że nie był to wyrok, ponieważ został wydany z pominięciem przepisów tej ustawy. Ponadto Trybunał orzekał w składzie 12-osobowym zamiast 13-osobowym, a wniosek rozpatrywał niezgodnie z kolejnością wpływu. W końcu maja w sporze na temat TK zabrał głos Jarosaw Kaczyński. Jak powiedział portalowi 300polityka.pl, pod pewnymi warunkami byłby skłonny do kompromisowego rozwiązania kryzysu narosłego wokół TK. Szkopuł w tym, że czytelnik nie dowiadywał się nic o gotowości do ustępstw, natomiast wiele o warunkach: „Po pierwsze, nie możemy uznać łamania prawa… czyli „naszej grudniowej nowelizacji ustawy o Trybunale”. „Nie było najmniejszych podstaw, aby Trybunał bez żadnej procedury przeszedł nad nią do porządku dziennego. To jest oczywiste łamanie konstytucji i nowa zasada [ustanowienie zasady], że Trybunał niczemu nie podlega i jest po prostu suwerenem.” A więc w przekonaniu prezesa PiS TK musi podlegać suwerenowi, zaś tym suwerenem jest Sejm, uchwalający głosami większości ustawy, które cieszą się domniemaniem konstytucyjności . Nie wchodziło więc w grę uznanie, że Trybunał mógł orzekać, nie uwzględniając owej, uznanej za częściowo niekonstytucyjną, grudniowej ustawy. „Po drugie – ciągnął prezes - nie wchodzi w grę uznanie, że trzej sędziowie [wybrani przez PiS] ... nie są dopuszczeni do orzekania. To jest całkowicie pozbawione podstaw prawnych i to jest nie do zaakceptowania“. O wszystkich innych sprawach, związanych ze sposobem funkcjonowania Trybunału, takich jak orzekająca większość, terminy „możemy jak najbardziej rozmawiać. I możemy pójść na bardzo daleko idące zmiany w stronę, którą proponuje Komisja Wenecka” – deklarował w imieniu sprawującej władzę prawicy prezes Kaczyński. Dalej dowodził, że procedura, którą KE zastosowała wobec Polski, jest procedurą pozatraktatową, wymyśloną i można ją zaskarżyć w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości. Natomiast sankcje, podjęte na podstawie art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej, byłyby całkowicie bezpodstawne; poza tym nałożenie ich wymaga jednomyślności. „A tej jednomyślności nie będzie.
– Bo mamy poparcie Węgier i nie tylko Węgier“ – kończył tryumfalnie prezes.

Na kolizyjnym kursie

„Kompromis“ na warunkach prezesa PiS okazał się z kolei nie do przyjęcia dla Komisji Europejskiej. Zaognienie sporu Warszawy z Brukselą zwiastował komunikat Komisji Europejskiej z 18 maja 2016 roku zapowiadający ogłoszenie, już za kilka dni, jej opinii na temat konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego. KE informowała w nim, że pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Frans Timmermans przedstawił jej wyniki rozmów na temat Trybunału prowadzonych z władzami polskimi od 13 stycznia 2016 roku. Kolegium komisarzy przeanalizowało projekt opinii zawierającej ocenę obecnej sytuacji i upoważniło wiceprzewodniczącego do przyjęcia jej do dnia 23 maja, „chyba że polskie władze podejmą wcześniej znaczące działania zmierzające do usunięcia zastrzeżeń przedstawionych przez Komisję Europejską” . Brzmiało to jak ultimatum i tak też zostało zrozumiane w Warszawie. I zbudziło gwałtowny protest i opór.

Dwudziestego maja premier Beata Szydło wygłosiła w Sejmie niezwykle emocjonalne przemówienie, w którym dominującym akcentem było oburzenie na KE z powodu wtrącania się w sprawy suwerennej Polski. "Jak to jest? – pytała premier Szydło. - Rozmawiamy, jest dialog, a opinia jest wcześniej przygotowana? Komu na tym zależy?" Z dalszych wywodów wynikało, że zależy na tym ni mniej ni więcej tylko KE, w której „jest coraz więcej tych, którym zależy na rozbiciu Unii Europejskiej, a nie na tym, żeby ona się rozwijała". Nikt poza państwem polskim – mówiła z trybuny sejmowej - nie może rozwiązać sporu dotyczącego TK. „To Komisja Europejska, nie Polska, ma problem z reputacją i autorytetem“ - stwierdziła niespodziewanie. Według niej, Polska nie toczy – jak utrzymują politycy opozycji - sporu z UE, a polski rząd nie prowadzi z instytucjami unijnymi żadnych negocjacji - prowadzi dialog na takich samych zasadach jak inne państwa. Uznała za rzecz żenującą, że Komisja Europejska nie potrafiła uniknąć nacisków politycznych, które na nią wywiera opozycja. Rząd jest zdeterminowany rozwiązać kryzys wokół Trybunał Konstytucyjnego, gdyż zależy mu na uzdrowieniu instytucji, która „została wmieszana w politykę i gorszące gry opozycji". Rząd chce, żeby Europa szanowała polską suwerenność, wybory i tradycję. Bowiem nikt poza państwem polskim nie może rozwiązać sporu dotyczącego TK. „Polski rząd będzie ulegał tylko i wyłącznie woli polskich obywateli. O Polsce będą decydowali Polacy i ich suwerenne decyzje". Duże fragmenty swego przemówienia Beata Szydło poświęciła wściekłym atakom na opozycję. Według niej, opozycja namawia, żeby rząd podporządkował się "płynącym pouczeniom z Brukseli". "A ja zapytam was, czego chcecie; czy chcecie, żeby decyzje dotyczące Polski, zapadały tutaj w Warszawie, czy gdzie indziej?" - mówiła wzburzona szefowa rządu. "Czy chcecie, żeby o swoich sprawach decydowali Polacy, czy żeby decydował za nich ktoś inny?" - wołała. "Podważacie państwo polską suwerenność, z satysfakcją przyjmujecie fakt, że Polska jest atakowana, że się źle mówi o Polsce. Ja wam przypomnę, że Polska, to jest wielka rzecz" – piętnowała opozycję Beata Szydło. Według premier, opozycja "podburza Komisję Europejską do działań przeciwko polskiemu interesowi", zaś obliczu zagrożeń i wyzwań stojących przed Polską i Europą wszyscy polscy politycy powinni być razem, a nie zajmować się - jak się wyraziła "szczuciem na polskie państwo". Pod koniec wystąpienia premier zwróciła się z apelem do marszałka Sejmu i całej izby o solidarne wyrażenie stanowiska wobec ataków na Polskę. PiS złożyło stosowny wniosek i Sejm - głosami PiS i Kukiz'15 – przyjął bezprecedensową uchwałę w obronie suwerenności Rzeczypospolitej Polskiej i praw Polaków.

Po wystąpieniu szefowej rządu z sejmowej mównicy przemawiali, nie bez emocji, przedstawiciele klubów parlamentarnych. Głos premier był kompromitujący - powiedział przewodniczący PO Grzegorz Schetyna. „Kłamstwo symbolem waszych rządów“ - mówił do posłów PiS szef klubu PO Sławomir Neumann. Zdaniem lidera Nowoczesnej Ryszarda Petru, rząd PiS idzie na konfrontację z Unią Europejską, żeby prezes Jarosław Kaczyński mógł udowodnić, że nie kapituluje w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Paweł Kukiz powiedział, że podpisuje się pod słowami premier Beaty Szydło dotyczącymi godności i suwerenności kraju. Poseł apelował, by nie eskalować konfliktu wokół TK i przyjąć rozwiązania proponowane przez jego ruch. Szef PSL Kosiniak-Kamysz ostrzegał rządzących, że prowadzą do wojny między Polakami, do coraz większych, zupełnie niepotrzebnych podziałów.

Po wystąpieniach klubowych premier ponownie udzieliła reprymendy opozycji - za upominanie się o poszanowanie konstytucji, Trybunału Konstytucyjnego i jego orzeczeń. Przypomniała, że w art. 197 konstytucji „wyraźnie napisano“, że organizację, tryb postępowania Trybunału Konstytucyjnego określa ustawa. "Będzie orzeczenie, będzie druk, nie ma orzeczenia, nie ma druku" – podsumowała krótko. Zapewniła też, że straszenie Trybunałem Stanu nie robi na niej wrażenia i nie zmusi do łamania konstytucji „tylko i wyłącznie dlatego, że chcecie za wszelką cenę doprowadzić do obalenia rządu w Polsce i zmiany władzy w Polsce, bo to jest wasz cel". To stwierdzenie poparła istnym gradem oskarżeń: o markowanie chęci dialogu, by zaraz po tym podburzać ludzi na ulicach, o obraźliwe traktowanie nawet zmarłych [w katastrofie smoleńskiej], o zbudowanie w Polsce patologicznego systemu władzy, o „spolegliwość“ wobec dyktatów Brukseli, o straszenie i podżeganie do wojny domowej.

Silne wzburzenie premier Beaty Szydło, jakiemu dała wyraz w swoim sejmowym wystąpieniu, mogło wynikać z rozczarowania wynikami rozmowy telefonicznej z Fransem Timmermansem odbytej w przeddzień ogłoszenia feralnego komunikatu KE. Według relacji ministra Waszczykowskiego, wiceprzewodniczący Timmermans miał jej obiecać, że nie uruchomi procedury ochrony państwa prawa i był ponoć bardzo zadowolony z „ bardzo kompromisowych, bardzo daleko idących“ propozycji rządu. Co więcej, pozostawiał dużo czasu na to, aby na ten temat rządzący mogli porozmawiać z opozycją. Waszczykowski, pytany na konferencji prasowej czy przewiduje spotkanie z Komisją Europejską i Fransem Timmermansem, powiedział, że chciałby mieć po stronie Komisji partnera, ale nie wie, czy „pan Timmermans“ mówi prawdę wtedy, kiedy rozmawia przez telefon z panią premier Szydło i wyraża głębokie zadowolenie z kompromisowych propozycji, czy „kiedy na drugi dzień się budzi, zwołuje posiedzenie kolegium Komisji i daje jakieś ultymatywne sygnały“. "My podejmiemy rozmowy z panem Timmermansem i z każdym innym, kiedy będziemy wiedzieć, że ich pozycja zawiera jakiś element prawdy, a nie lawirowania i negatywnej gry z Polską" – mówił szef MSZ. W jego ocenie, Polska od wielu miesięcy zachowywała się bardzo odpowiedzialnie, prowadząc dialog z Komisją Wenecką i Komisją Europejską. "Spotkaliśmy się niestety z wrogim podejściem ze strony urzędników, a wręcz nawet z oszustwem" – perorował minister. W jego przekonaniu, to do państw narodowych należy decyzja, jak ułożą sobie system prawny, zaś urzędnicy UE są od tego, żeby przestrzegać traktatów europejskich. "Niech mi pan Timmermans wskaże – ironizował - w którym traktacie europejskim jest procedura, którą on uruchomił wobec Polski?". (W traktatach jest zapisane, że członek Unii ma być państwem demokratycznym i praworządnym, nie ma tam miejsca na procedury sprawdzające, czy tak istotnie jest).

Z reakcji strony polskiej wynikało aż nadto jasno, że rządzący w Polsce obóz prawicy nie ma najmniejszego zamiaru stosować się do opinii KE, cokolwiek by w niej nie zapisano. Mimo to nie została ona ogłoszona w wyznaczonym terminie 23 maja, zaś następnego dnia komisarz Timmermans pojawił się w Warszawie osobiście, by odbyć kolejną rundę rozmów z premier Szydło i prezesem TK Andrzejem Rzeplińskim. Szefowa polskiego rządu oświadczyła potem enigmatycznie, że rząd zaproponował rozwiązania, które spełniają warunki, by spór wokół TK został zażegnany. Z kolei wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański - który uczestniczył w spotkaniu premier Szydło z komisarzem Timmermansem – zapowiadał, że propozycje zmian, które "rozpoczną proces uzdrawiania sytuacji wokół Trybunału" można się spodziewać "już wkrótce". Po powrocie do Brukseli Timmermans powiedział polskim dziennikarzom, że rozmowy dotyczące sporu wokół TK były "konstruktywne i owocne", ale nie doprowadziły do rozwiązania problemu. Potwierdził, że najbardziej niepokojące dla Komisji zagadnienia to skład TK, publikacja wyroku TK oraz nowa ustawa o Trybunale, która określa sposób jego funkcjonowania. Obiecał, że jeśli rząd polski szybko przedstawi rozwiązanie problemu, KE nie przyjmie opinii w sprawie praworządności w Polsce . Komisarz zaznaczył, że w sprawie sporu wokół TK nie kontaktował się z Jarosławem Kaczyńskim.

Komisja Europejska ostatecznie zdecydowała nie czekać na przedłożenie jej warunków kompromisu à la Kaczyński i 1 czerwca uznała, że przyjęcie opinii o praworządności w Polsce jest konieczne. Opinia była mocno krytyczna, ale poufna. Została przekazana jedynie polskiemu rządowi. Istnienie takiej opinii oficjalnie potwierdził Frans Timmermans na konferencji prasowej w Brukseli. Powtórzył na niej znane zastrzeżenia dotyczące niezaprzysiężenia trzech sędziów przez prezydenta Andrzeja Dudę, niepublikowanie wyroku TK (oczekującego na to od 84 dni) oraz kształt ustawy o Trybunale. Wysyłanie opinii tylko do wiadomości rządu miało dać mu szansę znalezienia rozwiązania spornych problemów. W komentarzu do tego zdarzenia szef klubu PiS Ryszard Terlecki oświadczył, że „rozwiązanie tej sprawy|“, leży w Polsce, a nie w Brukseli. Powiedział też, że wierzy w rozsądek Komisji Europejskiej i dlatego sądzi, że nie dojdzie do głosowania w sprawie sankcji dla Polski.

Po otrzymaniu opinii premier Szydło przekazała ją do Sejmu, gdzie powołany przez marszałka Kuchcińskiego zespół ekspertów przygotował założenia "nadające się - jak to ujął koordynator tego zespołu prof. Jan Majchrowski - do bezpośredniego zastosowania na gruncie normatywnym przez posłów i przez Sejm". Konkluzje zespołu miały zostać przedstawione 9 lub 10 czerwca. Sejm uchwalił nową ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, opartą na propozycjach PiS 7 lipca. Wcześniej posłowie odrzucili ponad 40 poprawek zgłoszonych przez opozycję. Zdaniem PiS, ustawa rozwiązuje "najważniejszy i palący problem – usuwa stan niepewności prawnej". Według opozycji tryb pracy nad ustawą naruszył procedury legislacyjne, zaś część jej zapisów jest niekonstytucyjna i nie uwzględnia zaleceń Komisji Weneckiej. Ósmego lipca rzeczniczka KE Mina Andreewa informowała, że "Komisja Europejska bardzo dokładnie śledzi proces prawny w Polsce“, jednak prace nad ustawą o TK nie zostały jeszcze ukończone. Komisja oceni ją w ramach prowadzonej procedury ochrony praworządności dopiero po zakończeniu tych prac (tj. po uchwaleniu przez Senat). Nową ustawą poważnie zaniepokoił się komisarz Rady Europy do praw człowieka Nils Muiżnieks, który uznał, że stwarza ona poważne zagrożenie dla państwa prawa.W specjalnym oświadczeniu zaznaczył, że podobnie jak Komisja Wenecka uważa, że rządy prawa wymagają respektowania i pełnego wykonywania orzeczeń Trybunału. "Natomiast ustawa przyjęta wczoraj przez Sejm idzie w przeciwnym kierunku" – zauważył, wzywając Senat, by nie dopuścił, aby złe zapisy stały się prawem. Podnoszenie przez komisarza Rady Europy kwestii publikacji wyroków TK dziwiło marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, według którego jest to "sprawa wewnętrzna [Polski] i polityczna". Obserwatorów polskiej sceny politycznej mogła natomiast zdziwić inicjatywa sekretarza generalnego Rady, Thorbjoerna Jaglanda, który zwrócił się do Komisji Weneckiej, aby nie przedstawiała "na razie" wstępnej opinii o nowej ustawie (Wcześniej zapowiadano, że wyda ona wstępną opinię bardzo szybko).

Miary zamieszania dopełniła informacja Fransa Timmermansa, że 27 lipca Komisja Europejska jednak przyjęła „zalecenie“ (a raczej szereg zaleceń) dla Polski dotyczące kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego i oczekuje jego wykonania w ciągu trzech miesięcy. Decyzja ta oznaczała przejście do drugiego etapu procedury sprawdzającej, wszczętej wobec Polski w styczniu - bez oczekiwania na opinię Komisji Weneckiej o nowej ustawie o TK (ostatecznie uchwalonej 22 lipca). „Pomimo tego, że z władzami polskimi prowadzono dialog od początku roku, główne kwestie zagrażające praworządności w Polsce nie zostały rozwiązane“ – napisano w zatwierdzonym dokumencie. W związku z tym KE zaleciła (a raczej zażądała) polskim władzom "respektowanie wyroków Trybunału Konstytucyjnego z 3 i 9 grudnia 2015 roku oraz ich pełne wykonanie; zgodnie z tymi wyrokami stanowiska sędziów Trybunału Konstytucyjnego mają objąć trzej sędziowie wybrani zgodnie z prawem przez poprzedniego ustawodawcę w październiku 2015 roku, a nie trzej sędziowie wybrani przez nowego ustawodawcę bez ważnej podstawy prawnej". Kolejnym zaleceniem KE było ogłoszenie i pełne wykonanie wyroków Trybunału Konstytucyjnego z dnia 9 marca 2016 roku i późniejszych oraz zagwarantowanie automatycznego ogłaszania przyszłych wyroków niezależnie od decyzji władzy wykonawczej lub ustawodawczej. Komisja Europejska domagała się też "zagwarantowania zgodności wszelkich nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym z wyrokami Trybunału Konstytucyjnego, w tym z wyrokami z dnia 3 i 9 grudnia 2015 roku i 9 marca 2016 roku oraz pełnego uwzględnienia w tych nowelizacjach opinii Komisji Weneckiej". Trybunał powinien też mieć możliwość oceny, czy nowa ustawa o TK, przyjęta 22 lipca, jest zgodna z konstytucją - wskazała KE.

Na te kategoryczne „zalecenia“ władze polskie odpowiedziały równie kategorycznie: "W związku z dzisiejszą decyzją Komisji Europejskiej – głosił komunikat MSZ - informujemy, że działania KE podjęte przed wejściem w życie nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym są zdecydowanie przedwczesne. Narażają KE na utratę autorytetu, koniecznego do pełnienia opisanych w traktatach funkcji. Wzbudza to po stronie Rządu RP pytania o przestrzeganie przez KE zasady lojalnej współpracy z rządami Państw Członkowskich, o której mowa w art. 4.3 TFUE [Traktatu o Unii Europejskiej]". Zdaniem polskich dyplomatów, nowa ustawa o TK wprowadzała w życie rozwiązania ustrojowe całkowicie zgodne z europejskimi standardami funkcjonowania sądownictwa konstytucyjnego, w tym z szeregiem zaleceń Komisji Weneckiej, a polskie władze są zdeterminowane, by przywrócić stabilne podstawy funkcjonowania Trybunału.
Grę w swoim stylu rozpoczął sam minister Waszczykowski. Występując w TVP Info 2 sierpnia twierdził, że MSZ nie dostało informacji z KE na temat jej zaleceń dla Polski. "Znamy tę informację tylko z komunikatów i z konferencji prasowej pana Timmermansa i jego rzeczników. W dalszym ciągu do nas nie dotarło nic, żaden list, żadna informacja, więc ja nie mam na co odpowiedzieć. Ja odpowiedziałem komunikatem rzecznika prasowego MSZ na komunikat Komisji". Kiedy zalecenia w końcu dotrą - mówił szef polskiego MSZ „przyjrzymy się [im], sprawdzimy, czy one współgrają z tymi decyzjami, które już podjęliśmy, czyli podjął parlament, czyli Sejm, Senat i prezydent. Ale uważamy, że proces legislacyjny tej kwestii jest zamknięty". Twierdzenia Waszczykowskiego niezwłocznie zdementowała rzeczniczka KE, Mina Andreewa, informując, że zalecenia dla Polski w sprawie praworządności zostały przekazane polskim władzom jeszcze przed ich publicznym ogłoszeniem.

W wypowiedzi dla TVPinfo działania KE w sprawie TK w Polsce minister Waszczykoski nazwał wewnętrzną procedurą Komisji, do której się „nie wtrącamy“, nie może ona dotyczyć oceny państw członkowskich. Z treści tej wypowiedzi wynikało niedwuznacznie, że polskie władze kwestionują prawo KE do wtrącania się w sprawy suwerennej Polski i nie zamierzają – jak to konsekwentnie czyniły od 13 stycznia – stosować się do reguł postępowania, jakie zdaniem KE obowiązują członka Unii Europejskiej. Minister zaznaczył też, że Polska nie zamierza drugi raz zwracać się o opinię do Komisji Weneckiej. Było więc to, jeszcze nieformalne, ale niedwuznaczne zerwanie dialogu z instytucjami europejskimi. Z tymi panami – Timmermansami, Jaglandami, a już na pewno z Schulzami - nie gadamy! Po prostu.

Zamiary rządzących na najbliższy okres ujawnił marszałek Senatu Stanisław Karczewski w rozmowie z PAP z 5 sierpnia. Okazało się, że metodą rozwiązywania problemu Trybunału Konstytucyjnego będzie nadal seryjna produkcja ustaw o Trybunale Konsttytucyjnym. "Planujemy, że po wynikach, jakie przedstawił specjalny zespół powołany przez pana marszałka Marka Kuchcińskiego, stworzymy nową ustawę - kolejną, nową od samego początku. I mam nadzieję, że ta nowa ustawa już wszystkich zadowoli i wszystkich usatysfakcjonuje" - zachwycał się marszałek Karczewski. Tu trzeba przypomnieć, że nie bacząc na wyniki pracy sejmowego zespołu ekspertów Sejm uchwalił nową ustawę o TK w oparciu o projekt PiS 22 lipca. Nowa regulacja miałaby być powrotem do przepisów o TK z 1997 roku, z istotnymi modyfikacjami. Marszałek zaznaczył, że nie może mówić o szczegółach, bo nie zapoznał się jeszcze z wynikami prac zespołu ekspertów i nie zna ich zaleceń. Było więc jasne, że rząd i Sejm będą nadal lekceważyć zalecenia KE, a w ramach dialogu markować, jak robiły to do tej pory, działania mające rzekomo zaspokoić żądania KE czy Komisji Weneckiej. W tej sytuacji po upływie trzech miesięcy Komisji, formalnie rzecz biorąc, nie pozostanie nic innego jak zainicjować kolejny etap procedury ochrony praworządności w Polsce czyli złożyć wniosek do Rady Unii o zastosowanie wobec Polski art. 7. Traktatu o Unii przewidującego możliwość czasowego ograniczenia prawa głosu w Radzie Unii. Ale władze polskie i personalnie Jarosław Kaczyński mają już na to od dawna gotową odpowiedź: Strachy na Lachy!

Rządząca w Polsce od blisko roku prawica zamierza, jak widać, kontynuować wobec zachodnich partnerów taką samą politykę „dobrej zmiany“, jaką z niejakim powodzeniem prowadzi wobec opozycji wewnętrznej: ignorować krytykę i protesty i „robić swoje“. Różnica polega jednak na tym, że o ile opozycja wewnętrzna okazuje się wobec zdecydowania obozu władzy bezsilna, to trudno to samo powiedzieć o partnerach z Unii Europejskiej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.