Facebook Google+ Twitter

"Die Schweizermacher" - Szwajcarzy z nutką dystansu

Z czym kojarzy się nam kraj Helwetów? Z czekoladą? Z serem? Z bankami? Oczywiście. Na czoło trafnych skojarzeń wysuwa się jednak porządek.

 / Fot. plakat"Die Schweizermacher" (ang.: "The Swissmakers") to dość szczególna komedia. Wydaje się, że aby ją zrozumieć w pełni, trzeba być imigrantem przebywającym w Szwajcarii.

Z czym kojarzy się nam kraj Helwetów? Z czekoladą? Z serem? Z bankami? Oczywiście. Na czoło trafnych skojarzeń wysuwa się jednak porządek.

Film przedstawia losy grupy osób starających się o zdobycie obywatelstwa Szwajcarii. Nie jest to łatwe: aby ubiegać się o naturalizację w państwie Helwetów, trzeba spędzić w nim dwanaście lat, a nawet po tym czasie sprawa nie jest prosta. Film ukazuje w sposób karykaturalny przejścia imigrantów starających się o obywatelstwo szwajcarskie. Ich poczynania, zarówno zawodowe jak i te zupełnie prywatne są uważnie obserwowane przez Dobrze przyrządzone fondue to podstawa! / Fot. Agata Marczewskaprzedstawicieli władz kantonu Zurych, w którym rozgrywa się akcja. Wszelkie spostrzeżenia są skrzętnie notowane. Istotne może być wszystko: jakość przyrządzonego fondue, rodzaj czytanych książek czy... stan cywilny (wszak prawdziwy Szwajcar szuka oparcia w rodzinie). Nad wszystkim unosi się atmosfera podejrzliwości wobec innych narodowości. Jeśli ktoś jest Turkiem, prawdopodobnie sprzedaje narkotyki. Jeśli pochodzi ze wschodniej Europy, tym bardziej jest przegrany.

Dla Szwajcara nie ma takiej godziny jak "około 3.30". Jest "3.33". Problemem w kontaktach z sąsiadami może być inny kolor worków, w których wyrzucane są śmieci (obecnie w Zurychu obowiązuje konkretny wzór worków - białe z niebieskim nadrukiem). To, że ktoś nie posiada  / Fot. Agata Marczewskafiranek w oknach również może być powodem do podejrzeń. Dużym plusem jest prawidłowa wymowa gardłowego "h". Na pewno jednak osoba, która pragnie być Szwajcarem, powinna wiedzieć wszystko o Wilhemie Tellu. I znać satysfakcjonującą odpowiedź na pytanie "do kogo strzelałby Wilhelm Tell, gdyby żył współcześnie".

Osobę, która zna Zurych (a należy do nich autorka tego tekstu) uderzy sceneria filmu. Obraz powstał w roku 1978 - przeszło 30 lat temu. Widza może zaskoczyć fakt, że miasto oglądane w filmie praktycznie nie różni się od Zurychu początku XXI wieku. Takie same ulice, ten sam styl. Tylko samochody z nieco innej epoki. Wybuch śmiechu wywołała u mnie scena przyrządzania fondue - bohaterka filmu, starająca się o naturalizację, używała takiej samej mąki kukurydzianej jak ja - żółto-białe opakowanie było identyczne jak to, którego wielokrotnie wypatrywałam na sklepowych półkach. A przecież ten film powstał przeszło 30 lat temu!

Film to przyjemna w odbiorze karykatura stereotypów, w świetle których postrzegani są Szwajcarzy. Jak to w komedii, wszystko dobrze się kończy, a tam gdzie trzeba w rozwiązaniu konfliktów pomaga miłość. Bo Szwajcar, jeśli trzeba, potrafi się zakochać.

Film powstał w 1978 roku, ale dla kogoś, kto mieszkał w Szwajcarii, jest wciąż aktualny. Miłym szczegółem jest fakt, że ta swoista karykatura jest dziełem samych Szwajcarów, a oryginalnych językiem filmu jest Schwizerdütsch - lokalna odmiana niemieckiego, dość odbiegająca od tego, do czego przywykli studenci germanistyki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.