Facebook Google+ Twitter

Dinozaury Universe w Warszawie

Środowy koncert w Pałacu Lubomirskich w Warszawie był wydarzeniem jak na stolicę niezwykłym. W stylowych wnętrzach pojawiły się bowiem dwa zespoły, wywodzące się ze Śląska.

Henryk Czich, lider i wokalista Universe, w czasie wykonania utworu "Kolorowa gazeta". W tle Eligiusz Badura. / Fot. Małgorzata Karolina PiekarskaPierwszy z nich, PIN, to wschodząca muzyczna gwiazda, z charyzmatycznym i obdarzonym wspaniałym głosem Andrzejem Lampertem. Ale gwiazdą wieczoru był niewątpliwie Universe, zespół – legenda, obecny od ponad 25 lat w polskiej muzyce rozrywkowej.

Licznie przybyli goście, w tym dziennikarze, świetnie bawili się przy dźwiękach bardziej i mniej znanych przebojów w specjalnych akustycznych wykonaniach. Publiczność dała się wciągnąć do zabawy, najpierw przez PIN, później wspólnie śpiewając takie hity Universe jak „W perły zmienić deszcz” czy „Bo to taka piękna miłość”. Nastrojowe ballady jak i bardziej żywiołowe piosenki spowodowały, że czas podczas występów mijał błyskawicznie.

W programie wieczoru przygotowano dla zgromadzonych wielką niespodziankę. Po kilkudziesięciu minutach koncertu, lider zespołu, Henryk Czich, zaprosił na scenę muzyków, którzy tworzyli Universe w latach osiemdziesiątych. Pojawili się więc Piotr Jarosz, który grał w latach 1985-1988 na gitarze basowej, Eligiusz Badura, grający na gitarze elektrycznej w latach 1983-1985, Leszek Żuchowski, instrumenty klawiszowe 1983-1985 oraz Janusz Piechaczek, perkusista Universe w latach 1984-1985.

Skład Universe z lat 80. Od lewej Leszek Żuchowski, Piotr Jarosz, Janusz Piechaczek i Eligiusz Badura / Fot. Małgorzata Karolina PiekarskaLosy muzyków z tamtych lat, po rozstaniu z Universe, potoczyły się bardzo różnie. Piotr Jarosz mieszka aktualnie na Śląsku, zawodowo związany jest już z zupełnie inną branżą. Jednak po godzinach nadal grywa na gitarze basowej, chociaż wyłącznie dla przyjemności.

Eligiusz Badura wyemigrował do Niemiec. Dalej związany jest z muzyką. Wielką niespodzianką dla zgromadzonych była przywieziona przez niego gitara, na której zagrał słynną solową partię „Bluesa na wpół do piątej rano” w Opolu. Została kupiona przez niego na początku lat osiemdziesiątych we Francji, nota bene na słynnym placu Pigalle. Jak sam mówił, do dzisiaj gra na tej gitarze sprawia mu wielką przyjemność.

Leszek Żuchowski, w tamtych czasach mieszkał w Warszawie i dojeżdżał na próby na Śląsk pociągiem.
Muzycy wspominali, że gdy pojawił się kiedyś w białej koszuli, narzekał na zanieczyszczone śląskie powietrze, od którego brudziła mu się nieskazitelna biel kołnierzyka. Później wyemigrował do Francji by ostatecznie powrócić do Warszawy. Obecnie pracuje w branży informatycznej, po godzinach wraz ze swoimi kolegami z upodobaniem grywa bluesa i można go niekiedy spotkać w warszawskich klubach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.