Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Moje Trzy Grosze > Disco polo, oklaski i kontrolowany spontan. Msza św. po hiszpańsku

Dział: Moje Trzy Grosze

Ocena: 19pkt

Oceń:

Disco polo, oklaski i kontrolowany spontan. Msza św. po hiszpańsku


Tagi:

Wychodzę z założenia, że Panu Bogu wszystko jedno, w jakim języku człek się modli. Dlatego też nie mam parcia na na polskojęzyczne msze przebywając poza granicami kraju. Czasem wynikają z tego sympatyczne doświadczenia.

Wychodzę z założenia, że Panu Bogu wszystko jedno w jakim języku człek się modli. Byle robił to szczerze. Dlatego też nie mam parcia na polskojęzyczne msze.

Przebywając teraz na Florydzie, w stricte anglojęzycznym towarzystwie, nie mam okazji rozmawiać po polsku poza telefonami do polskich znajomków. Jest tu, co prawda, jakaś Polonia. Nawet miałam okazję spotkać garstkę rodaków właśnie w kościele. I co? I nic.

A teraz Msza św w języku hiszpańskim. Ten sam, co zwykle kościół katolicki. Tylko nic nie rozumiem, bo wszyscy szepczą, albo gadają po hiszpańsku. Sama chciałam.

Sekcja rytmiczna, która w pierwszej kolejności rzuca się w ucho, gitary, klawisze (brzmieniowo, jak z wesela jakiegoś, stad pewnie te discopolowe skojarzenia) pobrzękują, by za chwilkę ryknąć "na wejście". I oklaski. Do rytmu? Dla celebransa?

Ksiądz wchodzi w pokaźnej procesji. Śpiewy, brawa, a nawet pokrzykiwania. Uśmiech nie schodzi mu z twarzy. Mnie też. Mój jest raczej głupkowaty, poparty wybałuszonymi gałami. To się nie dzieje naprawdę? A to dopiero początek...

Ksiądz wita wszystkich i prócz aplauzu, gromki śmiech. Skąd wiem, że wita, jeżeli nic nie rozumiem? Początek nabożeństwa, to się domyślam, chyba że opowiadał jakiś dowcip na wstępie. Czasem jakiś żart trafia się na anglojęzycznych mszach.
Osobiście posiłkuję się anglojęzyczną wersja liturgii, żeby załapać o czym dziś będzie.

Tak w okolicach "Gloria", która brzmi, jak nasza "gloooriijjjaaa" sama też się kołyszę w rytmie muzyki. W trakcie kazania mam świetne pojęcie o tureckim, ale już przy darach robi się ciekawie. Prócz chleba i wina rodzice z maleństwem, które ksiądz błogosławi i ofiarowuje wznosząc dzieciaka na swoich rekach
wysoko, wysoko (jak Kun-ta Kin-te w "Korzeniach", tak mi się skojarzyło). Kiedy zobaczyłam to po raz pierwszy rozglądałam się za jakimś chrztem, ale okazuje się, że to norma. Ciekawe tylko czy te dzieci są dyżurne? A co się dzieje, kiedy zabraknie? Jak dotąd to jednak się nie zdarzylo.

Zobacz także:

Anna Olko OFFline profil autora

Autor: Anna Olko

Napisz do autora

Artykuły (18) Galerie (0) Średnia ocen (4.19)

Miejscowość: Nowy Jork/Naples, Fl | Kraj: USA

O mnie: http://moja-ameryka.blogspot.com/

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 0

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.