Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

175751 miejsce

Dissident Chaber – gdy muzyka „tańczy” na ulicach miast

Od kilku dni jestem na wakacjach w Brukseli. W ostatnią sobotę przechadzałam się jak typowa turystka po ulicach stolicy Unii Europejskiej. Szczególnie w czasie wakacji w mieście odbywa się wiele imprez, koncertów. Miałam zamiar dojść na Grand Place – brukselski rynek – na występy, które miały się tu odbywać. Nagle za swoimi plecami usłyszałam bardzo głośną i skoczną muzykę...

Grupa na Grand Place. / Fot. Gośka HermanPoczątkowo myślałam, że to po prostu koncert rozpoczął się na jednej z pobliskich estrad, których w weekend w Brukseli jest mnóstwo. Nie miałam jednak racji. Odwróciłam się i zobaczyłam dziewiątkę przedziwnie ubranych osób ze sprzętem muzycznym radośnie kroczących po ulicy. Cztery kobiety i pięciu mężczyzn wyróżniało się tym, że ubrani byli w wojskowe buty, wojskowe spodnie i przykrótkie bluzki z cekinami. Dźwięki wydobywające się z trąbki, puzonu i innych instrumentów dętych, a także z gitary i instrumentów perkusyjnych tworzyły niezwykle pozytywną i radosną muzykę. Grupa wywołała olbrzymie zainteresowanie przechodniów. Wszyscy zgromadzeni na ulicach zaczęli iść za rozbrzmiewającą melodią. Postanowiłam przyłączyć się do tego radosnego „spaceru”.

Co kilka metrów zespół zatrzymywał się i bawił razem z publicznością – podczas pierwszego postoju w rytm muzyki na środku ulicy zaczęła tańczyć starsza pani – to był uroczy widok. Kapela ruszyła dalej w stronę Grand Place. Pomyślałam, że bardzo możliwe, że to właśnie napotkana przeze mnie grupa będzie dzisiaj występowała na zbudowanej na rynku scenie i w ten dosyć nietypowy sposób chcą zgromadzić sobie słuchaczy. Policjanci przesuwali blokady na drogach aby ułatwić przejście rozentuzjazmowanemu tłumowi. Dissident Chaber na jednej z ulic Brukseli. / Fot. Gośka Herman
Na miejscu zespół zatrzymał się na środku i nadal całkiem niezależnie grał, w większości covery starych przebojów z lat ’80, m.in. przebój KISS „I was made for lovin’ You” i „Voyage voyage” Desireless. Każda piosenka miała swojego rodzaju choreografię. Do zespołu przyłączyli się także inni estradowcy w równie oryginalnych strojach, rozdając cukierki lub tańcząc z publicznością. Po chwili, do jednego z artystów podszedł organizator koncertu na Grand Place i kazał im odejść. Zespół ruszył dalej i wtedy właśnie postanowiłam spróbować porozmawiać z jego członkami. Okazało się jednak, że uliczny koncert wcale się nie kończy. Ludzie dalej chętnie kroczyli za muzyką wąskimi uliczkami Brukseli. Myślę, że sporo osób zrezygnowało z pobytu na imprezie na rynku, aby nadal towarzyszyć „trubadurom”. Następny „przystanek” był pod jednym z pobliskich kościołów. Muzycy zabawiali małe dzieci (niezwykle zaciekawione kształtem instrumentów) i wciąż z wielkimi uśmiechami zapewniali przechodniom rozrywkę. Po około dwóch godzinach przemarszu przez miasto koncert zakończył się. Bez wahania podeszłam do muzyków, aby z nimi porozmawiać mówiąc, że jestem młodą dziennikarką z Polski. Jedynym utrudnieniem jakie stanęło nam na drodze do rozmowy to brak znajomości języka – z mojej strony francuskiego, z ich strony angielskiego. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że jakoś sobie poradzimy i zespół zaprosił mnie do pubu, aby tam spokojnie porozmawiać. Udało się.

Gośka Herman z Dissident Chaber. / Fot. Wojciech KinowskiOkazało się, że ta oryginalna grupa nazywa się Dissident Chaber i jest jednym z zespołów należących do La Roulotte Ruche. Występują w niej osoby od 20 do 40 roku życia. Muzyka jest ich największą miłością i to co robią, jest ich sposobem na przetrwanie. Występują nie tylko na ulicach, także dają normalne koncerty w różnych klubach. Zaskoczył mnie ich olbrzymi entuzjazm i pasja z jaką opowiadali o swojej pracy. Od samego początku widziałam, że zależy im na rozmowie – mimo tego, że każdy z nich znał angielski – jak sami twierdzili - „a little” wspólnymi siłami chcieli mi o sobie opowiedzieć. Grupa istnieje od siedmiu lat i nie jest przez nikogo sponsorowana. Mimo moich podejrzeń nie znaleźli się na Grand Place, żeby przeszkodzić w rozpoczęciu koncertu, o całej imprezie nie mieli pojęcia, a jedyne na czym im zależało to dostarczenie publiczności jak największej dawki muzyki i zabawy. Zrobili na mnie naprawdę pozytywne wrażenie. Kiedy poprosiłam ich o zdjęcie od razu się zgodzili, i aby uatrakcyjnić moją pamiątkę ustawili się do niego z instrumentami – pełen profesjonalizm. Wykazali także chęci na przyjazd do Polski – oczywiście jeśli fundusze im na to pozwolą.Dissident Chaber na Grand Place. / Fot. Gośka Herman

Jeżeli kogoś z Was zainteresował opisany przeze mnie zespół zapraszam na ich stronę gdzie można obejrzeć wideo z ich występów www.laroulotteruche.org – ja osobiście jak najbardziej polecam.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Wiesz ja tylko wśród takich szukam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Holandia i Holenderki :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Belgia i Belgowie Maciek :P Belgia i Belgowie! I już bardziej Waloni niż Flamandowie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście plusik :)
Mnie osobiście bardziej podoba się Holandia od Belgii, kiedy znowu tam wróce ahhh ;p

Komentarz został ukrytyrozwiń

super przygoda i super tekst :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.