Facebook Google+ Twitter

Dla Radosława i nie tylko rozmyślania poranne

Drugie, ostateczne podejście do wyrzucenia Leppera z rządu owocuje pokornym istnieniem Samoobrony w koalicji, a możliwa jest zmiana przynależności przez ludzi Leppera mających intratne stanowiska. Można poświęcić wodza i krawaty.

Któż to wie, czy nie taki właśnie scenariusz układa premier, obiecując Maksymiukowi ministerstwo, a może i jeszcze coś, komuś, o czym nie wiemy.

Na pytanie zawarte w felietonie pana Radosława Kozieła, który zapytuje o co właściwie chodzi PiS-owi wklepałam komentarz nastepujący: "Chodzi o stworzenie monopartii, takiego nowego PZPR, bo też i metody działania niewiele odbiegają od tych znanych i wypróbowanych. Inaczej ujmując - Jarosław chce zostać takim nowszej generacji pierwszym sekretarzem, bo to "wicie rozumicie" chyba mu się podoba najbardziej."

Rozwijająca się intryga z wyrzuceniem Leppera, doniesienia o prowokacji, która spaliła na panewce nie dając oczekiwanych i zaplanowanych rezultatów uparcie nasuwa mi całkiem inny aspekt całej awantury, niczego nie ujmując z wniosku jaki wysnuć można z tego co widać gołym okiem.

Analiza niedwuznacznych wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego na temat Leppera przed zawarciem koalicji oraz w czasie pierwszego wyrzucania z rządu świadczy, iż pakt z Lepperem i jego partią, podyktowany kalkulacją na uzyskanie większości, tkwił jednak ością w gardle na zasadzie osobistej pogardy.

A również smiertelnej obrazy z powodu nigdy nie wybaczonej Lepperowi wypowiedzi na temat chamstwa, chamstwa i jeszcze raz chamstwa. Takich rzeczy się nie zapomina, a szczególnie nie zapomina ich człowiek chorobliwie ambitny. Palenie w przeszłości kukły Wałęsy świadczy o cechach mało sympatycznych: mściwości i osobistej nienawiści do adwersarzy.

Cel nadrzędny działań prezesa-premiera pozostaje nie zmieniony i tu podtrzymuję swoje zdanie. Jest nim stworzenie wielkiej, dominującej partii z Jarosławem na czele.

Jednakże człowiek stojący na czele jednej, dominującej partii zamienia się automatycznie w wielkiego wodza. Wielki Wódz zaczyna się wreszcie uważać za Ojca Narodu. Jest więc całkiem możliwe i psychologicznie uzasadnione, iż taka hołubiona od dawna myśl jest krok za krokiem realizowana przy pomocy drastycznych manewrów w obrębie koalicji oficjalnej - rządowej i nie oficjalnej, ale jakże widocznej - z Rydzykiem.

Na razie Lepper po raz drugi usłyszał "spieprzaj dziadu". Na Rydzyka jeszcze nie pora.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 11.07.2007 11:53

(+) "Na Rydzyka jeszcze nie pora" - miejmy nadzieje, ze juz niedlugo...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.