Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

33030 miejsce

Dla zdrowia: dźwięk gongów i mis śpiewających

„W każdej kulturze i w każdej medycznej tradycji, przed naszą, uzdrowienie osiągano poprzez poruszanie energią” – powiedział Albert Szent-Gyorgyi, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny (1937).

Gong / Fot. Alina KrzemińskaDo harmonizowania energii i uzdrawiania od dawna używano starożytnych instrumentów Dalekiego Wschodu (z Indii, Tybetu, Nepalu, Chin), takich jak gongi czy misy śpiewające. W sobotę 17 października na Augustiańskiej 4 w Krakowie można było przenieść się w czasy antyczne. W ośrodku przyjaciół buddyzmu „Sanghaloka” odbyło się spotkanie przy dźwiękach wschodnich instrumentów.

Już przy wejściu jeden z prowadzących, Bartłomiej Chodyń, przypomniał o zdjęciu butów i skierował do pomieszczenia wysłanego matami. W pokoju o trzech ścianach pomarańczowych i jednej czerwonej stały obok siebie dwa gongi, statuetka Buddy, a nieco z przodu kilka srebrnych mis. Uczestnicy zajęli wygodne pozycje, podczas gdy Bartłomiej i Alina Krzemińska wprowadzali w tajniki spotkania.

Dwie godziny z muzyką, która nie towarzyszy nam na co dzień, ze słowami, dla których zazwyczaj nie ma w naszym życiu miejsca, to czas dla siebie – dla zagonionego ducha i zestresowanego ciała. „W naszym codziennym życiu często się napinamy, przeżywamy różnego rodzaju emocje: złość, gniew, smutek. Często nie potrafimy ich uwolnić, co sprawia, że kumulują się w naszym ciele w postaci napięć” – mówiła Alina. Napięcia te, zamknięte w ciele, prowadzą niejednokrotnie do bólów i chorób. Blokują energię życiową oraz radość.

Celem spotkania było pozbycie się owych napięć, ale też danie czasu samemu sobie i zharmonizowanie energii, więc w konsekwencji harmonizacja rozwoju całej osobowości. Wizualizacje światła, praca z ciałem i oddechem, medytacja oraz masaż dźwiękiem gongu i mis śpiewających to środki, które posłużyły do osiągania równowagi.

Światło zgasło. Uczestnicy okryli się kocami, na wypadek chłodu, położyli na matach i wsłuchali w pierwszy odgłos gongu. Jego długi, niski dźwięk wolno wybrzmiewał, po chwili dołączyły do niego kolejne, a zaraz za nimi głos Bartłomieja czytającego wizualizacje światła – spokojnie, aby można „zobaczyć” je w wyobraźni. Dźwięki zmieniały się. Raz były ciche i delikatne, raz mocne, intensywne. Czasem brzmiały solo, innym razem wchodziły w kombinacje. Kilka osób „usłyszało” w nich nawet syrenę ambulansu.

Spotkanie, podczas którego większość uczestników choć na chwilę „odpływała” wskutek kojącego działania niskich dźwięków, zakończyła pieśń Ammy, „Mata Rani”. To kojąca, indyjska pieśń o Matce Wszechświata, która spełnia wszystkie pragnienia wołających, śpiewana przez kobietę uważaną przez wiele osób za świętą. Mata (z hindi: matka) potrafi bowiem 20 godz. dziennie siedzieć w jednej pozycji i przytulać z miłością ludzi przyjeżdżających do niej z całego świata.

Słuchając pieśni, uczestnicy podnosili się powoli. Pijąc rozgrzewającą herbatę (z imbirem, kardamonem, cynamonem, pieprzem i migdałami), dzielili się swoimi przeżyciami i odczuciami. Jedna z uczestniczek przykazała nawet „ a jeśli ktoś z tutaj obecnych pisze, proszę wystawić spotkaniu piękną recenzję!”.

Podobne spotkanie odbędzie się w tym samym miejscu 7 listopada (sobota) o godz. 17.00.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Dobrze, że nie miałam przypadkowej okazji p. Jadwigi :)
W pobliżu mojego domu mieści się Instytut Wiedzy Waleologicznej
i tam kąpiele w dźwiękach gongów i mis tybetańskich są zjawiskiem niepowtarzalnym.
Stwierdzam to z dużym przekonaniem, mimo, że jestem sceptykiem wszelakich szamańskich "sztuczek",
zwłaszcza, jak "koncert" przybiera nazwę "kąpieli w dźwiękach".
Myślę, że klimat opisanego spotkania zasłużył na piękną recenzję ***** :)
Najtrafniejszy komentarz wyraziła p. Elżbieta Samek.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Miałam okazję(czysty przypadek) uczestniczyć w koncercie - wielkiej improwizacji pewnej starszej pani, ktora z zapałem produkowała się przy pomocy tłuczków, talerzy, garnków, gongów i innych naczyń w pewnym lokalu w Gdańsku.
Dla przywabienia klientów ambitnej placówki nazwano ten godzinny hałas "koncertem".
Programowy zachwyt "koneserów" nie zmienił faktu, że "artystka" ogłuszała dźwiękami przekraczającymi fizjologiczny odbiór ludzkiego ucha.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mimo wszystko trzeba uważac. Kropla drąży skałę. Znałem ludzi, którzy powolutku, prawie niepostrzeżenie wdepnęli w niebezpieczny świat fanatyzmu i rytuałow.
(ale szczerze mowiąc nie dotyczyło to akurat buddyzmu)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Tomaszu, zapewniam, że spotkanie nie miało nic wspólnego z „nawracaniem” na buddyzm, co zresztą prowadzący już na wstępie podkreślili. Zaznaczyli, że zwrot „Panie”, który pojawia się w jednej modlitwie, powinien być odniesiony do tego Boga, w którego poszczególne osoby wierzą, a jeśli są niewierzące – w tym miejscu powinny zwrócić się do własnego wnętrza. Statua Buddy była obecna, ponieważ spotkanie odbywało się w ośrodku przyjaciół zachodniej wspólnoty buddyjskiej. Pisałam o tym, żeby czytelnik mógł sobie wyobrazić nie tylko dźwięki, ale też otoczenie. „Święty obrazek” na ścianie mojego pokoju połączony z relaksującą muzyką nie oznacza, że chcę przyjaciół nawracać na swoją wiarę! „Odpływanie” natomiast dotyczy czegoś w rodzaju snu – większość osób, która brała udział w spotkaniu, stwierdziła, że „przysnęła”, choć nie był to regularny sen. Myślę, że to zwykły skutek odprężenia, doznałam zresztą tego samego. Proszę mi wierzyć, że nie przyjmuję takich rzeczy bezkrytycznie. Jestem osobą niezmiernie podejrzliwą, jeśli chodzi o tego typu spotkania. Była to dla mnie pierwsza w życiu okazja posłuchania dźwięku gongów i mis śpiewających – brzmią świetnie, dlatego pomyślałam, że warto się tym podzielić, tylko tyle.
Pozdrawiam serdecznie!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Święte słowa Tomaszu.
Zetknąłem się już z różnymi aspektami takich nowinek i eksperymentów. Zawsze trzeba do nich podchodzić odpowiedzialnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No cóż, liczę się, delikatnie mówiąc, z krytyką, ale:
medytacja, "Spotkanie, podczas którego większość uczestników choć na chwilę „odpływała” wskutek kojącego działania niskich dźwięków...", harmonia ciała, pozycja "kwiat lotosu" czy to czegoś nie przypomina? Czy już aż tak jesteśmy otwarci na nowinki z wielkiego świata, że bezkrytycznie przyjmujemy to co nowe? Musimy zawsze pamiętać, że spotkanie na przykład u przyjaciół buddyzmu, hinduizmu czy wyznawców innych religii to nie spotkanie mające w głównie koić nerwy czy wprowadzać dobre samopoczucie. To przede wszystkim spotkanie religijne, którego celem jest poszukiwanie nowych wyznawców. Oczywiście jeśli osoba przychodząca na takie spotkanie jest tego świadoma, to już jej wolny wybór, co do którego wyboru mam pełny szacunek. Ale ile osób zdaje sobie z tego sprawę?... Proszę, zachowajmy szczególną ostrożność i trzeźwość umysłu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak Wiesławie, samo życie, a recenzja zasługująca na gwiazdki..

Komentarz został ukrytyrozwiń

No czego to jeszcze ludzie nie wymyślą aby przedłużyć własne istnienie chociaż o chwilkę jedną

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 19.10.2009 21:22

kąpiel w dźwiękach jest czymś wyjątkowym i fantastycznie "harmonizuje wibracje":)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.