Facebook Google+ Twitter

Dlaczego 7-miesięczna Weronika nie żyje?

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2007-05-21 09:09

Dlaczego 7-miesięczna Weronika, pozostawiona pod opieką kompletnie pijanego mężczyzny, nie żyje? Dziś wykaże to sekcja zwłok. Rodzice nie są w stanie odpowiedzieć, bo trzeźwieją w izbie zatrzymań. Do tragedii doszło w sobotę w podsłupskiej wsi Jeziorka.

Maleńką Weronikę rodzice zostawili pod opieką znajomego, 54-letniego Jerzego O. Sami zaś pojechali prawdopodobnie po alkohol do oddalonej o kilka kilometrów miejscowości. Dlaczego ojciec i matka pozostawili 7-miesięczną córeczkę z obcym mężczyzną, skoro w tym samym budynku, w osobnym mieszkaniu, żyje jej babcia? To wykaże śledztwo.

O tym, że w domu dzieje się coś złego policję zaalarmowali sąsiedzi, zaniepokojeni głośnym płaczem dziecka. Wezwany po przybyciu policji lekarz stwierdził na ciele, główce i rączce niemowlęcia ślady obrażeń. Dziecko już nie żyło. - Czy jednak obrażenia miały bezpośredni wpływ na śmierć dziewczynki dowiemy się po sekcji zwłok - informuje kom. Jacek Bujarski, rzecznik słupskiej policji. - Wstępne wyniki sekcji mają być znane dzisiaj w południe. Rodzice Weroniki oraz ich znajomy zostali zatrzymani. Do wczoraj ich nie przesłuchano, bo wciąż dochodzili do siebie po sobotniej libacji.

Tadeusza D., Urszuli S. oraz Jerzego O. nie udało się przesłuchać w niedzielę. Dochodzili do siebie po sobotniej libacji w policyjnej izbie zatrzymań / Fot. Dziennik BałtyckiMiejscowość Jeziorka, koło Damna, w gminie Damnica, bardzo trudno znaleźć na mapie. Prowadzi do niej droga zrobiona z kocich łbów. W wiosce, a właściwie kolonii, są zaledwie cztery domy. Mieszka tam sześć rodzin. Bieda wygląda tu z każdego zakamarka. Klatki dla królików pozbijane są z kawałków nierówno przyciętej dykty, na podwórzach domostw panuje rozgardiasz i nieporządek, wszędzie powiewa pranie i ujadają psy. W tej spokojnej wsi doszło w sobotę do tragedii. W dziwnych okolicznościach w domu oznaczonym nr 6 zmarła 7-miesięczna Weronika Paulina D. Jej ojciec, 32-letni Tadeusz D. oraz matka 34-letnia Urszula S. bawili w odległych 3 kilometry Świtałach. Dziecka pilnował ich znajomy, alkoholik z Grapic, 54-letni Jerzy O.

Czy gdyby pogotowie przyjechało szybciej udałoby się uniknąć tragedii? Mieszkańcy wsi zadają sobie takie pytanie. Policja otrzymała sygnał o tym, że coś się dzieje z dzieckiem w sobotę po południu. - Wezwałem policję, bo dziecko płakało - mówi Piotr, sąsiad rodziców Weroniki. - Wzywałem też pogotowie, bo słyszałem od ludzi, że dziecko nie żyje, że coś się z nim stało. Dzwoniłem po pogotowie kilka razy. W końcu pierwsza przyjechała policja.

- Faktycznie, zostaliśmy wezwani do płaczącego dziecka przez sąsiadów - przyznaje komisarz Jacek Bujarski, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Słupsku. - Gdy dotarliśmy na miejsce zobaczyliśmy, że dziewczynka nie płacze i nie rusza się. Lekarz pogotowia stwierdził zgon.

Jak ustalili policjanci, rodzice dziecka pozostawili je pod opieką znajomego 54-letniego Jerzego O. - Kiedy przyjechali do domu „komarkiem“, o mało z niego nie spadli, tak byli pijani - mówi pan Piotr.
Wstępne badanie przeprowadzone na miejscu wykazało, że rodzice mieli w wydychanym powietrzu: Urszula S. - ponad 1,5 promila, a Tadeusz D. ponad 3 promile alkoholu. Opiekun, pod którego kuratelą zostawili dziecko, miał ponad 3 promile. Co się stało w domu - nie wiadomo, bo policja nie była w stanie ich przesłuchać. Trzeźwieli do niedzieli wieczora.

Miejscowość Jeziorka, koło Damna, w gminie Damnica, bardzo trudno znaleźć na mapie. / Fot. Dziennik BałtyckiSąsiedzi Tadeusza i Urszuli są małomówni. Ukrywają twarze. Nie chcą się wypowiadać o rodzinie, w której doszło do tragedii. - Ula czasem do nas wpadała - mówi niechętnie napotkana w jednym z domów kobieta, która wyprowadziła się kilka lat temu z Jeziorek. - Jednak kiedy pojawił się tam alkohol, to przestała. Jak była w ciąży i urodziła małą, to powstrzymywała się od picia. Ale jak Weronika miała już 3-4 miesiące, to znowu zaczęła.

Sąsiadka z innego domu, gdy tylko pukamy do jej drzwi zastrzega, że nic będzie mówiła. - Mają dużą rodzinę i nie ma po co się mieszać - macha ręką. - Ja jestem stara i nie chodziłam do nich, bo po co miałam tam iść? A jeśli chodzi o dziecko, to było zadbane, jak widziałam. Czyściutkie takie. A ten Jerzy O. to pijaczyna straszny. Nikogo nie zaczepiał, ale pił strasznie. Jego żona gehenę z nim miała. Urodziła mu chyba z 10 dzieci. Co się u nich stało, nie wiem. Gdy sąsiedzi tam weszli, to już dziecko nie żyło. To przykre straszliwie.

W Jeziorkach i niedalekich Świtałach mówi się, że dziecko zostało zabite. Policja jednak tego nie potwierdza. - Niemowlę faktycznie miało obrażenia głowy i ręki, ale czy to miało bezpośredni wpływ na zgon, wykaże sekcja przeprowadzona przez Akademię Medyczną w Gdańsku - tłumaczy Bujarski.

Tadeusza D., Urszuli S. oraz Jerzego O. nie udało się przesłuchać w niedzielę. Dochodzili do siebie po sobotniej libacji w policyjnej izbie zatrzymań. Dzisiaj po zupełnym wytrzeźwieniu (muszą mieć 0,0 promila) oraz po sekcji zwłok dziewczynki zostaną doprowadzeni do prokuratury i tam przesłuchani. Jeśli okaże się, że przyczynili się do śmierci dziecka, mogą trafić do więzienia nawet na 25 lat.

Marcin Kamiński

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Smutne t bardzo.. Sasiedzi nic nie widzieli.. Polska znieczulica , po co pom,óc ? Narazić jeszcze swoja własna dupe.. ?? A może gdyby ludzie zareagowali to nie doszło by do tragedji.. I jak zawsze zawiniła tez służba zdrowia !!! Och smutne to .. Plus za to ze nie milczysz!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.