Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

8784 miejsce

Dlaczego dziś część młodych Polaków wyraźnie się radykalizuje?

W ostatnich tygodniach w kraju mieliśmy kilka niebezpiecznych, ale i groźnych w swoim obrazie zewnętrznym, incydentów młodzieży. Młodzież wyraźnie się radykalizuje – komentują media i socjolodzy.

 / Fot. Wikipedia, Autor:Radosław CetraPodobne opinie, jak media, wygłaszają eksperci zjawisk społecznych. Radykalizacja młodych ma podteksty polityczne i narodowe. Chodzi o zakłócenia wykładów na polskich uczelniach, na Uniwersytecie Warszawskim i Wyższej Szkole Nauk Społecznych i Technicznych (WSNSiT), w Radomiu. Gdy okazało się, że w Warszawie i Radomiu zwyczajny dotąd spokój w tych środowiskach akademickich, został drastycznie zakłócony, organizatorzy odwołali kolejną imprezę naukową, planowaną na Uniwersytecie Gdańskim.

Najpierw około 50 wrzaskliwych młodych osób wtargnęło do auli Uniwersytetu Warszawskiego (19 lutego), gdzie miał być wykład prof. Magdaleny Środy. W kilka dni potem (23 lutego), podobna awantura szykowała się w Wyższej Szkole Nauk Społecznych i Technicznych w Radomiu, kiedy młodzi ludzie chcieli zakłócić wykład redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej", Adama Michnika. Wobec tych dwóch niezbyt przyjemnych sytuacji, odwołano inną imprezę, planowaną na 25 lutego, na Uniwersytecie Gdańskim, w ramach debaty o związkach partnerskich, z udziałem m.in. posła Roberta Biedronia.

Zarówno w Warszawie jak i w Radomiu, w trakcie incydentów na uczelniach, padały nieparlamentarne hasła i słowa, a ich charakter i sposób wyrazu, miały wymiar grożący niebezpieczeństwem dla porządku społecznego uczelni i głównych postaci spotykających się ze studentami. Na Uniwersytecie Warszawskim, "goście" w maskach przybyli z zewnątrz, wyłamali drzwi do auli, wykrzykując słowa nie używane w miejscach publicznych, natomiast w Radomiu wznoszono hasła: "Precz z komuną"!; "Narodowy Radom"!; "Narodowy Radom"! – podaje portal Interia.pl.

To jednak nie wszystkie incydenty z ostatnich dni. Podobny incydent i o zbliżonym charakterze, zdaniem mediów, miał miejsce także w Poznaniu. Jak podała prasa – grupa niezidentyfikowanych osób, mieniąca się nazwą "Akcja homoterapia" – dokonała ataku na prof. Stefana Zawadzkiego, z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdyż – jak się okazało - "podpisał się pod listem w obronie prof. Krystyny Pawłowicz". Za podpis pod listem profesor miał również wulgarne napisy na swoich drzwiach.

Te sygnały na uczelniach, zdaniem socjologa, dr. Jana Poleszczuka – jak widać wyraźnie - świadczą o radykalizacji części młodych ludzi. "Mamy wręcz otwartą falę antysystemową" – podkreśla, dr Łukasz Jurczyszyn.

W ocenie doktora hab. Jana Poleszczuka, z Uniwersytetu w Białymstoku, te wydarzenia, jakie miały miejsce w ostatnim czasie, dają wyraźnie znać, że jakaś część młodych ludzi wyraźnie się radykalizuje. Jak zauważył, "studenci są grupą specyficzną, gdyż później niż ich pracujący rówieśnicy, wkraczają w dorosłe życie, a jednocześnie mają wysokie aspiracje i walczą o wysoki status społeczny".

"Ich radykalizm może rosnąć, ze względu na trudności z wejściem na rynek pracy, co rodzi frustrację. W ostatnich latach opóźnia się też moment wchodzenia w związki małżeńskie. Jego zawarcie zawsze czyniło człowieka i czyni mniej radykalnym" – mówi socjolog Jan Poleszczuk.

Zdaniem naukowca – w ogólnym rozrachunku, problemem jest nie tyle "radykalizacja studentów", co przede wszystkim "młodych mężczyzn". Dlaczego? Bo dzisiaj młodzi mężczyźni czuja się w życiu społecznym zagubieni, zniechęceni, sfrustrowani i agresywni – powiedział pan profesor. I dodał, że dawniej młodych mężczyzn "pacyfikowała powszechna służba wojskowa". W okresie PRL istniały takie fenomeny, jak "Pomarańczowa Alternatywa", w których młodzi ludzie wyładowywali swoją niechęć do systemu, poprzez jego ośmieszenie.

"Tamten system bał się ośmieszenia, ten już się go nie boi. Dlatego młodzi mężczyźni mogą myśleć: skoro politycy nie boją się ośmieszenia, to może w nich uderzymy" - tłumaczy białostocki socjolog. "Teraz nie ma komitetów, które można palić. Nie ma jednego wroga odpowiedzialnego za nieszczęścia i frustrację" - przekonuje dr Jan Poleszczuk.

Socjolog uważa, iż dyskusje organizowane na uniwersytetach, powinny być "starciem dwóch stron, a nie wiecem politycznym". "Rektorzy powinni zgadzać się na debaty, bo są one elementem życia intelektualnego społeczeństwa." Ale każda debata powinna być tak przygotowana, aby można ją było łatwo odróżnić, od wiecu politycznego. Zamykanie uniwersytetu przed osobami, które chcą dyskusji, nie jest właściwym rozwiązaniem. "Musimy się wszyscy nauczyć debatować, a to nie jest takie proste" – podkreślił.

"Kompletne wymazanie pewnych środowisk, z debaty publicznej, może spowodować ich zejście do podziemia i w ogóle stracimy nad nimi kontrolę" - zauważył socjolog, dr Łukasz Jurczyszyn, adiunkt na Wydziale Socjologii Akademii Humanistycznej, im. Aleksandra Gieysztora, jeden z założycieli Zespołu Analizy Ruchów Społecznych.

Jednak - jak zaznaczył, w niektórych sytuacjach społeczeństwo ma prawo, a także obowiązek, bronić się przed organizacjami działającymi "niezgodnie z prawem i stanowiącymi zagrożenie dla demokracji". Przytacza przykład decyzji sądu o delegalizacji ONR-u w Brzegu (woj. opolskie). To właśnie w Brzegu, członkowie tego stowarzyszenia, pokazali swoimi działaniami, że trzeba "uważać, kogo i na ile dopuszczamy do debaty publicznej" - dodał dr Jurczyszyn.

Uniwersytet – jak podkreślił dr Jurczyszyn - jest typowym elementem przestrzeni publicznej, a wspomniane zajścia były dowodem na – jak to określił - próbę zaistnienia w tej przestrzeni, "młodych ludzi o radykalnych postawach".

W opinii socjologa, trudno dokładnie stwierdzić, wyłącznie na podstawie haseł i symboliki ultranacjonalistycznych, np. "celtyckiego krzyża", kim faktycznie byli zamaskowani ludzie, którzy wtargnęli na uczelnie oraz czy mogą mieć związek ze środowiskiem studenckim. "Pojawienie się na wykładach było z ich strony, alarmującym krokiem w stronę radykalizacji i izolacji w społeczeństwie, a może nawet zapowiedzią poważniejszych aktów przemocy w naszej przestrzeni miejskiej - powiedział dr Łukasz Jurczyszyn.

W opinii socjologa, w ostatnich latach w Polsce, młodzi ludzie coraz częściej i coraz bardziej chcą zaznaczyć swoje istnienie, postawy i ideologie, "również te radykalne, coraz częściej prawicowe, ale nie tylko, czego przykładem była dewastacja butików projektanta Macieja Zienia, w Warszawie". Czynią to głównie na ulicach i stadionach. A wspólnym mianownikiem ich akcji jest bardziej antysystemowość, niż "konkretna identyfikacja ideologiczna". "Mamy otwartą falę antysystemową" - ocenia socjolog.

Jak dodaje - od pewnego czasu, bardzo aktywni w przestrzeni publicznej stają się reprezentanci nowego ruchu narodowego. Wśród nich i w ich kręgach, dają się zauważyć aktywni m.in. "ideolodzy", którym odmówiono możliwości przemawiania z trybuny, np. "jako pracownikom uczelni". Są również neonaziści, najbardziej niebezpieczni, ale "na szczęście najmniej liczni". Ruch narodowy ma duże wsparcie w "środowiskach kibicowskich". Na ich postawy i działania patrzy grupa młodych Polaków, często kilkunastoletnich, dla których "całe to zjawisko zaczyna być coraz bardziej interesujące" – zauważa socjolog.

Ruch narodowy, znany w naszej historii, jako Narodowa Demokracja (ND), zrodzony w końcu XIX wieku, był od początku ruchem politycznym o ideologii nacjonalistycznej. Jego ojcem chrzestnym, czołowym ideologiem i współzałożycielem, był Roman Dmowski. Zaczęło się od powołania w 1887 roku, dwóch tajnych organizacji: Ligi Polskiej, powstałej w Genewie i Związku Młodzieży Polskiej "Zet", powstałego w Krakowie, który wszedł w roku 1888 do Ligi Polskiej.

Skracając historię Narodowej Demokracji w okresie międzywojennym i powojennym, wypada podkreślić, że w wolnej, niepodległej po 1989 roku, w nawiązaniu do tradycji ND, Roman Giertych powołał do życia Ligę Polskich Rodzin. Przez kilka lat był jej szefem i drogowskazem. Potem z jego inicjatywy, kierując się tradycją i ideologią organu prasowego ruchu Romana Dmowskiego, jakim był "Przegląd Wszechpolski", pojawiła się organizacja Młodzież Wszechpolska, mająca charakter katolicki i nacjonalistyczny. Swoim programem nawiązuje do przedwojennego Związku Akademickiego "Młodzież Wszechpolska". Obecnie jej prezesem jest Robert Winnicki.

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

"Celtyckie krzyże" i inne symbole podsuwają im wraz z własnym widzeniem świata stare repy polityczne, mające określone cele i potrzebujące zamaskowanej "pięści" w dążeniu do władzy.
To jest młodzież napakowana testosteronem, którego już - jak dawniej - nie kanalizuje np. armia z poboru.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.