Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10760 miejsce

Dlaczego lekarze pozwolili umrzeć mojemu Jasiowi?

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2009-01-16 14:13

Mój 3-letni synek Jaś nie żyje. Zmarł na sepsę choć badało go kilku lekarzy z warszawskich szpitali. Dlaczego nikt nie rozpoznał tej choroby? Dlaczego przyczyną śmierci Jasia był paciorkowiec, bakteria, którą większość z nas ma w gardle i leczy się ją prostymi antybiotykami? Dlaczego nie podano mu antybiotyku? Dlaczego...

Zdjęcie o charakterze ilustracyjnym / Fot. Tomasz Jodłowski/Dziennik Zachodni21 grudnia Jaś zachorował na ospę. We wtorek popołudniu zaczął się skarżyć na ból nóżki. W środę (w Wigilię) przyjechała lekarka z Damiana do domu i stwierdziła, ze to ospa i być może lekkie powikłanie po ospie - zapalenie stawu biodrowego. Powiedziała, że tego się nie leczy tylko trzeba leżeć. Dała skierowanie na wszelki wypadek na badania krwi i rtg stawu biodrowego. Przepisała heviran, by osłabić ospę.

Następnego dnia (pierwszy dzień świąt) Jaś miał 40,2 stopnia C. Próbowałam wezwać pogotowie, ale odmówiło, więc przyjechał lekarz na wizytę domową i próbował nakrzyczeć na mnie, że zawracam głowę zwykłą ospa.

W sobotę (27 grudnia) rano zrobiliśmy badania i pojechaliśmy prywatnie do lekarza (w Damianie nie było ortopedy, który mógłby obejrzeć nóżkę Jasia). Lekarka obejrzała rtg, powiedziała, że nie wygląda groźnie, ale jeśli badania krwi wyjdą niepokojąco to mamy jechać do szpitala i wypisała skierowanie.

Godzinę później zadzwoniła pani z laboratorium, że wyniki są niepokojące. Powiedziałam, że odbierzemy w drodze do szpitala. W międzyczasie skontaktowałam się z ortopedą. Kazała nam jechać na Niekłańską - podobnież najlepszy szpital dziecięcy.

Niekłańska zrobiła USG stawu, stwierdziła, że Jaś ma płyn w stawie biodrowym i kazała nam jechać do domu z zaleceniem, żeby nie chodził. Pani doktor popatrzyła na badania krwi i stwierdziła, że niepotrzebnie je zrobiłam, bo tylko kłopotu sobie dodaję. Z powodu tych badań i zaczerwienionego kolanka mieliśmy wrócić na kontrolę następnego dnia. Zapytaliśmy o antybiotyk skoro jest podejrzenie stanu zapalnego a pani doktor powiedziała, że przy ospie się nie daje.

Następnego dnia rano pojechaliśmy ponownie na Niekłańską. W szpitalu nie mieli wolnej izolatki i kazali nam czekać w samochodzie. Wreszcie po 20 minutach wtargnęliśmy do szpitala. Od razu zrobiło się miejsce. Przychodzili różni lekarze, oglądali, zrobili usg i okazało się, że w kolanie też jest płyn. Powtórzyli badania krwi. Były na tyle złe, że musiałam jeszcze raz zanieść próbówki na górę do badania -- wzrosło CRP i spadły płytki krwi. Potem przyszedł pan doktor i powiedział, że Jaś ma problem hematologiczny i mamy jechać do innego szpitala, bo oni się na tym nie znają. Kazał nam jechać na Litewską.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

magda smolińska
  • magda smolińska
  • 14.11.2011 09:39

bardzo Ci współczuję, bardzo mnie Twoja historia wzruszyła aż nie moge powstrzymać łez. Sama jestem mamą 3-letniej córeczki i takiej tragedii chyba bym nie przyżyła.Dziecko to wielki skarb, którego nie powinno się tracić. Trzymaj się kochana!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przykro mi ..współczuję. Dziecko, to skarb a stracić je to tragedia.

Faktycznie jest tak, że Litewska przyjmuje dzieci z problemami krzepnięcia, chorobami krwi - inne szpitale do nich przesyłają pacjentów. I to także, że odsyłają na Wolską, jeśli występuje choroba zakażna )lub jej podejrzenie). Tak robią wszystkie szpitale ( dziecięce jak i dla dorosłych).
Z tego co wiem, to takie mają procedury. Ale jeździć od jednego szpitala do drugiego z chorym dzieckiem to straszna sprawa.

Hmm..szpital Damiana, ma b. dobrą opinię - dobrzy specjaliści ( choć drogo :( ).
Niekłańska..hmm..moje dziecko miało tam operację..i uratowane życie.
Tak wiele zależy od kwalifikacji lekarzy i właściwej w porę postawionej diagnozy. Szkoda, że tych lekarzy, takich ludzkich, można rzadko spotkać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie wiem, próbuję zrozumieć. Czy ci lekarze są tak potwornie niedouczeni, specjaliści z klapkami na oczach? Jeżeli coś jest trochę inne, to nie są w stanie rozpoznać? Czy też zagonieni są nadal na kilka etatów i nie chce im się wykonać ani jednego ruchu więcej niż konieczne? Czy też z premedytacją przerzucają sobie cięższe przypadki, żeby inny szpital miał problem? I czy oni w ogóle zrozumieli co zrobili, czy może sądzą, że media na nich napadają.
Trzymaj się. Właściwie nie potrafię sobie wyobrazić co czujesz.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.01.2009 16:14

Współczuję, cóż, mogę dodać, nie mnie rozpatrywać winy....przykro. Trzymaj się.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nasza polska służba zdrowia i jej olewczy stosunek do pacjenta.

W pierwszy dzień Świąt wzywałam karetkę, ponieważ na parkingu obok mojego bloku leżała nieprzytomna kobieta. Karetka przyjechała, stwierdzili, że od pani czuć alkohol i nie wykonując żadnego badania zadzwonili po policję... Uznajmy, że pani faktycznie była pijana. I co z tego?! Leżała nieprzytomna na parkingu! Mogła się przewrócić i uderzyć głową w asfalt powodując wstrząśnięcie mózgu! Mogła się połamać! Ale sanitariuszy i lekarza obchodziło tylko to, że czuć od niej alkohol co widocznie zwalnia ich z wszelkich działań.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.