Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4001 miejsce

Dlaczego Macierewicz nie szuka tej bomby

By zrozumieć powołanie przez Antoniego Macierewicza podkomisji sejmowej, jeszcze raz dokładnie przeczytałem "Protokół badania katastrofy lotniczej". Znalazłem tam odpowiedź która potwierdza winę kontrolerów. Jednak czy to oni są winni?

Gdy Macierewicz odkryje winę rosyjskich kontrolerów to wybuchy nie będą już miały takiego znaczenia, ponieważ taki kozioł ofiarny oczyści prawdziwych winnych. Czy kontrolerzy nie są winni gdy w protokole powypadkowym czytamy takie fragmenty;

1. „Komisja uznała też, że kierowanie samolotem na ścieżce zniżania przez kontrolera ruchu lotniczego prowadzone było w sposób mało zdecydowany i niekonsekwentny, co mogło utwierdzać załogę w przekonaniu o utrzymywaniu właściwych parametrów lotu na ścieżce zniżania i mogło mieć wpływ na zaistnienie katastrofy”.
2. „Kontroler precyzyjnego podejścia nie miał świadomości znoszenia samolotu przez boczny wiatr o prędkości około 12 m/s i nie wiedział dlaczego tak się dzieje”.
3. „Kontroler precyzyjnego podejścia na odcinku od 8 km do 4 km wydawał sześciokrotnie komendy zmiany kursu w lewo w celu wyprowadzenia samolotu na oś ścieżki zniżania, potwierdzając, że samolot znajduje się „dobrze na ślizgu”. Samolot jednak, będąc 6,5 km od drogi startowej, systematycznie zwiększał swoje przewyższenie nad ścieżką podejścia, na 6 km znajdował się już około 50 m nad nią, a na 4 km – wysokość 280 m, czyli 80 m za wysoko w stosunku do ścieżki podejścia”.
4. „W odległości 2800 metrów od drogi startowej, gdy samolot był na wysokości 260 m, kontroler precyzyjnego podejścia potwierdził, że samolot znajduje się idealnie w osi pasa i zapytał, czy załoga widzi światła drogi startowej. Pilot nie potwierdził widoczności świateł, a samolot znajdował się 120 metrów ponad prawidłową ścieżką podejścia”.
5. „Kontroler stanowiska kontroli zbliżania nie ustalił z załogą przyczyny podania rzeczywistej wysokości lotu różnej o 500 stóp od wcześniej meldowanej 2000 stóp. Prawdopodobnie nie był zorientowany, według jakiego ciśnienia (QFE czy QNH) załoga odczytuje wysokość pułapu lotu”.

Według komisji to są te czynniki mające wpływ na przyczynę zdarzenia lotniczego;
a) niewłaściwy dobór załogi do wykonania zadania;
b) niewłaściwa współpraca załogi w kabinie;
c) występowanie w rejonie lotniska niekorzystnych warunków atmosferycznych;
d) wystąpienie dezorientacji przestrzennej załogi w wyniku niewłaściwego podziału uwagi w czasie lotu bez widoczności ziemi;
e) wyłączenie sygnalizacji dźwiękowej (…) pozbawiające załogę informacji o niebezpiecznym zbliżaniu się do ziemi;
f) brak obserwacji wskazań radiowysokościomierza;
g) brak obserwacji przyrządów pilotażowo-nawigacyjnych w końcowym etapie podejścia do lądowania;
h) błędna interpretacja wskazań wysokościomierzy przez załogę;
i) próba nawiązania kontaktu wzrokowego załogi z obiektami naziemnymi podczas lotu bez widoczności ziemi niezgodnie z obowiązującymi procedurami;
j) niewłaściwa analiza warunków atmosferycznych przez załogę przed lotem;

Gdy przeczytałem że „Do zderzenia samolotu z ziemią doszło na terenie zalesionym. Prędkość postępowa samolotu względem ziemi wynosiła 272 km/h, natomiast wyliczona prędkość pionowego opadania – około 35 m/s (126 km/h)”, oraz że „W trakcie zderzenia zostało powalonych lub ściętych siedem drzew o średnicy 20-30 centymetrów”, zrozumiałem, że popełniłem błąd i przez pomyłkę czytałem raport z katastrofy lotniczej wojskowego samolotu CASA C-295, która wydarzyła się podczas podchodzenia do lądowania na lotnisku wojskowym 12. Bazy Lotniczej w Mirosławcu.

Nagle zrozumiałem, że katastrofa smoleńska jest kalką katastrofy pod Mirosławcem. Co prawda w trakcie tego zderzenia zostało powalonych lub ściętych siedem drzew o średnicy 20-30 centymetrów, lecz był to przecież samolot wojskowy o mocniejszej jednak konstrukcji niż samolot pasażerski TU-154. W obydwu tych wypadkach „załoga nie podjęła żadnych działań adekwatnych do zaistniałej sytuacji, gdyż prawdopodobnie do końca nie była świadoma położenia samolotu w przestrzeni”.

Katastrofa pod Mirosławcem zdarzyła się w czasie gdy dowódcą Sił Powietrznych RP był od dnia 19 kwietnia 2007 roku generał broni Błasik. Więc gdy generał Błasik na pewno znając protokół powypadkowy CASY-295, w podobnych warunkach atmosferycznych melduje gotowość do wykonania tego lotu, to mamy prawo zastanawiać się jakimi w tym wypadku motywami się kierował. Jak ktoś na tym stanowisku może nie wyciągnąć wniosków z jednej katastrofy i ryzykować drugą, i do tego z tak ważną delegacją.

Znając perfidię Rosjan oraz dociekliwość Macierewicza zastanawia powód jego powściągliwości do powołania komisji w celu zbadania tragedii pod Mirosławcem. Tam przecież zginął a może i poległ, kwiat polskich Sił Powietrznych. Części samolotu mamy przecież w kraju, to dlaczego nie doprowadzimy do restrukturyzacji wraku? Może wtenczas i tutaj ślady trotylu zostaną przez Antoniego Macierewicza „odkryte”.


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.