Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

93414 miejsce

Dlaczego musiał odejść?

Dwudziestego dziewiątego kwietnia bieżącego roku Jarosław Gowin został odwołany przez premiera RP ze stanowiska ministra sprawiedliwości.



Głównym powodem tej dymisji miała być jego niefortunna wypowiedź, dotycząca rzekomych niemieckich eksperymentów na pochodzących z Polski zarodkach. Pożegnanie się Jarosława Gowina z urzędem ministra sprawiedliwości wywołało - w przestrzeni publicznej i politycznej – poruszenie. Spowodowało również szereg komentarzy związanych z tym wydarzeniem. Większość dziennikarzy i publicystów zauważyło, iż Jarosław Gowin był od dłuższego czasu w mniej lub bardziej ostrym sporze z premierem Donaldem Tuskiem. Mass media zwracały ponadto uwagę, iż Jarosław Gowin nie potrafił oddzielić swojego światopoglądu od sprawowania funkcji ministra sprawiedliwości. Pełniąc funkcję ministerialną Jarosław Gowin winien zachowywać się jak wyższy urzędnik państwowy i koncentrować swoje działania wyłącznie na ustawowo zdefiniowanych obowiązkach ministra sprawiedliwości. Tak się jednak nie stało. I właśnie to - zdaniem mass mediów – ostatecznie doprowadziło do zdymisjonowania urzędującego ministra sprawiedliwości. Członka rządu, który nie raz i nie dwa nadużył cierpliwości premiera.


To wszystko prawda, jednak w mojej opinii żaden z wyżej wymienionych powodów nie zdecydował o odejściu Jarosława Gowina. Jego rozstanie z teką ministerialną ma charakter stricte polityczny. Niepokorny minister sprawiedliwości musiał odejść, ponieważ naruszył polityczny, a może wręcz kluczowy, interes Platformy Obywatelskiej. Jarosław Gowin został zdymisjonowany, ponieważ odebrał Platformie Obywatelskiej jej największego asa politycznego!


Polityczna wojna o zwycięstwo wyborcze, pomiędzy Platformą Obywatelską i PiS-em, dobiegła definitywnego końca. Przyjmując strategię wiecznego sprzeciwu i antysystemowej postawy, Jarosław Kaczyński sprawił, iż jego partia bezpowrotnie utraciła wybieralność. Pomimo sukcesu wyborczego w Rybniku i wciąż wysokich notowań sondażowych, PiS już nigdy nie będzie w stanie pokonać Platformy Obywatelskiej w bezpośrednim starciu wyborczym. Natomiast Jarosław Kaczyński nigdy już nie będzie w stanie odebrać władzy Donaldowi Tuskowi. Platforma Obywatelska wygrała wojnę z PiS-em, spychając ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego do defensywy. Krótko mówiąc, PiS po prostu na zawsze wypadł z gry!


Oczywiście, przez kilka kolejnych lat Platforma Obywatelska będzie używała PiS-u jako politycznego straszaka i przedstawiała się jako antyteza dla antysystemowej partii Jarosława Kaczyńskiego. Jednak PiS nie jest - i już nigdy więcej nie będzie - traktowany przez Platformę Obywatelską jako polityczne zagrożenie, czy nawet jako potencjalny polityczny konkurent. Spór PO-PiS dokonuje żywota, a w jego miejsce pojawi się polemika pomiędzy Platformą Obywatelską a lewicą.
Prędzej czy później polskie partie i środowiska lewicowe połączą siły i przedstawią wyborcom jedną ofertę polityczną.


Okres 2013-2020 będzie dla polskiego społeczeństwa erą mutacji światopoglądowej i -
co za tym idzie - zmiany preferencji wyborczych. Stopniowa utrata wpływów kościoła katolickiego w Polsce, obyczajowa ewolucja i proces europeizacji powodują, iż rośnie zapotrzebowanie na lewicową ofertę w polskiej przestrzeni politycznej. Platforma Obywatelska i jej liderzy - z Donaldem Tuskiem na czele - z pewnością mają świadomość i odpowiednią wiedzę na temat transformacji społecznej w Polsce, która nieuchronnie wpłynie na przyszłe wyniki wyborcze. Już w następnych wyborach znacząco wzrośnie w Polsce liczebność elektoratu lewicowego i centrolewicowego. Już w następnych wyborach to właśnie wyborcy o charakterze lewicowym i centrolewicowym będą mieli decydujący wpływ na wyborczy wynik największych partii i układ sił w Sejmie przyszłej kadencji.
Najprawdopodobniej to oni zadecydują o zwycięstwie lub
porażce Platformy Obywatelskiej w następnych wyborach. Platforma Obywatelska zdaje sobie z tego sprawę. Zdają sobie z tego sprawę również jej liderzy!


Do niedawna Platforma Obywatelska posiadała politycznego - znaczącego, a może wręcz decydującego - asa. Tym asem był jej centrolewicowy charakter. Partia Donalda Tuska zawsze szczyciła się wielością swoich frakcji. Prawicowe i konserwatywne
skrzydło z jednej strony, a z drugiej - skrzydło centrolewicowe.


Wyborcy potrzebują konkretów, potrzebują dowodów, żeby uwierzyć, a Platforma Obywatelska miała dotychczas w swoim posiadaniu koronny dowód na swoją centrolewicowość. Tym dowodem były, wielokrotnie wyrażane, deklaracje liderów Platformy Obywatelskiej o woli przeprowadzenia społecznej i politycznej debaty poświęconej związkom partnerskim.
W tym celu Platforma Obywatelska złożyła do laski marszałkowskiej swój własny projekt ustawy o legalizacji związków partnerskich. Sam premier Tusk publicznie wypowiedział się w tej sprawie i wyraził życzenie, aby wszystkie trzy projekty o związkach partnerskich (PO, Ruchu Palikota i SLD) zostały dopuszczone przez posłów do drugiego czytania, czyli do prac w komisjach sejmowych i w parlamentarnych grupach roboczych. Platforma Obywatelska na pewno miała świadomość, że instytucja związków partnerskich może być sprzeczna z konstytucją III RP. Jednak nie miało to żadnego znaczenia, bo przecież nigdy nie chodziło tej partii o przyjęcie ustawy o związkach partnerskich w tej kadencji Sejmu. W rzeczywistości - w mojej opinii - zależało Platformie tylko na tym, aby poprzez dopuszczenie tych projektów (z propozycją posła Artura Dunina na czele) do drugiego czytania, inicjatywy te zostały skierowane do prac w komisjach sejmowych. Stanowiłoby to niezaprzeczalny dowód na to, iż PO i jej liderzy (z premierem włącznie) traktują sprawę związków partnerskich całkiem serio. Komisje sejmowe zakończyłyby prace nad projektami o związkach partnerskich pod koniec tej kadencji Sejmu i zabrakłoby czasu, aby doszło do trzeciego czytania przed kolejnymi wyborami. Jednak związki partnerskie i ich zinstytucjonalizowanie stanowiłoby jeden z głównych filarów następnej kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej. W ten sposób partia ta mogłaby udowodnić swoją centrolewicowość, zapewniając, że od razu po zwycięstwie w przyszłych wyborach parlamentarnych i ponownym objęciu władzy, sprawa związków partnerskich zostanie ustawowo uregulowana. Centrolewicowa twarz Platformy Obywatelskiej mogła przyciągnąć tych centrolewicowych wyborców, którzy byliby znudzeni wojną na lewicy. Oni zagłosowaliby na Platformę Obywatelską, kierując się staropolskim wyborczym obyczajem, czyli głosowaniem na „mniejsze zło“. Centrolewicowy charakter Platformy Obywatelskiej mógł zadecydować o kolejnym wyborczym sukcesie tej partii, zarówno w przyszłych, jak i w kolejnych wyborach. Jednak Platforma Obywatelska, za pośrednictwem Jarosława Gowina, utraciła tego politycznego asa!


Podczas debaty nad projektami o związkach partnerskich Jarosław Gowin zadeklarował, iż w ocenie ministra sprawiedliwości wszystkie trzy projekty są niezgodne z konstytucją III RP. Wprawiło to w wielkie zakłopotanie zarówno premiera Tuska, jak i jego partyjnych kolegów. Co prawda Donald Tusk usiłował ratować sytuację, kiedy to ogłosił, iż wyrażona w tej sprawie opinia Jarosława Gowina jest wyłącznie jego prywatnym zdaniem, jednak niepokorny minister szedł w zaparte, co w konsekwencji doprowadziło do odrzucenia przez Sejm RP w pierwszym czytaniu wszystkich projektów o związkach partnerskich. Kilka tygodni później prezydent Bronisław Komorowski stwierdził, iż faktycznie, projekty o związkach partnerskich nie są zgodne z konstytucją III RP. Zdając sobie sprawę, że już nie ma czego ratować, premier Tusk przyznał, że istnieje możliwość, iż owe projekty rzeczywiście mogą być nie do końca zgodne z polską konstytucją. Była to przysłowiowa kropka nad i, ostatecznie zakończyło parlamentarną debatę o legalizacji związków partnerskich w Polsce. Na ponowną sejmową debatę na ten temat w tej kadencji nie ma co liczyć, ponieważ od kiedy zostało podane do publicznej wiadomości, iż owe projekty są - lub mogą - być sprzeczne z polską konstytucją, to parlamentarna dyskusja nad ich substancją byłaby bezcelowa.


Sprzeciw ministra Gowina wobec dopuszczenia tych projektów do drugiego czytania sprawił, iż Platforma Obywatelska utraciła swojego głównego politycznego asa, czyli możliwość dowiedzenia swojej centrolewicowości. Co więcej, to, co mogło stać się najważniejszym atutem, największym politycznym asem w przyszłej kampanii wyborczej, przemieniło się w największą kulę u nogi, której Platforma Obywatelska zbyt szybko się nie pozbędzie. Odrzucenie przez Sejm RP w pierwszym czytaniu wszystkich projektów o związkach partnerskich, również głosami posłów Platformy Obywatelskiej oraz za sprawą nawoływania Jarosława Gowina do ich odrzucenia, będzie wypominane temu ugrupowaniu (i jego liderom) przez lewicowe partie oraz środowiska lewicowe i centrolewicowe przy każdej okazji, podczas wszystkich następnych kampanii wyborczych.


Co do Jarosława Gowina to udało mu się zablokować legalizację związków partnerskich w Polsce. Przynajmniej dopóki będzie trwał Sejm tej kadencji. Jarosław Gowin postawił na swoim, ale tym samym postawił się poza Platformą Obywatelską. Jego partia nie wybaczy mu uporu w tej sprawie. Dlatego zaryzykuję stwierdzenie, iż nie bezkompromisowość w kwestiach światopoglądowych, czy narastający spór z premierem Tuskiem, ale pozbawienie Platformy Obywatelskiej jej największego politycznego asa jest bezpośrednim powodem utraty stanowiska ministra sprawiedliwości przez Jarosława Gowina.


Sprzeciw Jarosława Gowina w sprawie dopuszczenia projektów o związkach partnerskich do drugiego czytania w Sejmie tej kadencji, odebrał Platformie Obywatelskiej możliwość bezpośredniej rywalizacji z ugrupowaniami lewicowymi. Platforma Obywatelska nie będzie mogła toczyć sporu
z polską lewicą o to, kto ma prawdziwą twarz centrolewicową. W tej sytuacji będzie bardzo ciężko Platformie Obywatelskiej skutecznie zawalczyć o elektorat lewicowy i centrolewicowy, który z roku na rok będzie w Polsce coraz liczniejszy.


Jarosław Gowin udowodnił zaś, że w kwestiach światopoglądowych jest bezkompromisowy i nieugięty. Pełniąc funkcję ministra sprawiedliwości, Jarosław Gowin budował jednocześnie swój własny wizerunek - przedstawiciela światopoglądu konserwatywnego. Udało mu się również skutecznie zaznaczyć swoją obecność w przestrzeni publicznej i medialnej, w której był postacią kontrowersyjną, ale przede wszystkim jednym z głównych obiektów zainteresowania. Jednak polityczna strategia i działalność Jarosława Gowina sprawiły, iż formalnie – choć nieoficjalnie - Platforma Obywatelska wzięła z nim rozwód. Jarosław Gowin spalił za sobą wszystkie mosty i teraz nie może już zrobić kroku w tył. Jarosław Gowin sam postawił się pod polityczną ścianą i niewiele opcji mu pozostaje: albo stworzy swoją własną partię, albo po upływie tej kadencji Sejmu podzieli los Jana Rokity. Zostanie on po prostu wycięty z list wyborczych Platformy Obywatelskiej do Sejmu przyszłej kadencji, chociaż formalnie pozostanie członkiem tej partii. Będzie on skazany na polityczny niebyt. Jeśli Jarosław Gowin zamierza nadal pozostać czynnym politykiem, to musi stworzyć swoje własne stronnictwo, swoje ugrupowanie, swoją własną partię polityczną. Nie ma odwrotu dla Jarosława Gowina. Teraz tylko „wóz albo przewóz”. Dlatego, pozwolę sobie zaapelować po raz kolejny.


Panie Ministrze: go win!!!



Zbigniew Stefanik





Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.